20.07.2018
PL EN
30.11.2017 aktualizacja 30.11.2017

"Zwierzęta w okopach", czyli o zapomnianych świadkach i uczestnikach I WŚ

Miliony zwierząt brało czynny udział w czasie I wojny światowej - przekazywały informacje, transportowały broń, ratowały rannych żołnierzy. Jednak do tej pory w literaturze faktu poświęcono im mało miejsca. Książka "Zwierzęta w okopach" wypełnia tę lukę.

Eksplozje pocisków artyleryjskich, wystrzały z karabinów, szczęk skrzyżowanych bagnetów w czasie walk toczonych między zabłoconymi okopami - to standardowa wizja I wojny światowej. Najczęściej w opisach działań zbrojnych zapominano i pomijano miliony zwierząt zaangażowanych w działalność wszystkich armii tego światowego konfliktu.

Żołnierzom dzień i noc, w niemal we wszystkich sytuacjach, towarzyszyły zwierzęta. Z reguły pomagały. Konie transportowały broń czy artylerię, albo służyły oficerom jako wierzchowce; podobnie muły czy osły. Psy nie tylko pełniły rolę wartowników, ale też przenosiły informacje, pomagały znaleźć rannych żołnierzy i sprowadzić dla nich pomoc. Na dużą skalę wykorzystywano też gołębie, które zastępowały zdecydowanie wolniejszych i bardziej narażonych na niebezpieczeństwo gońców.

Éric Baratay próbuje w swojej książce spojrzeć na I wojnę światową z punktu widzenia zwierząt. Czyni to w bardzo sugestywny sposób. Od teraz konflikt ten nie będzie kojarzył mi się tylko z żołnierzami skrytymi wewnątrz okopów w oczekiwaniu na kolejny atak poprzedzony ostrzałem artyleryjskim, ale z wszechobecnymi zwierzętami i wydawanymi przez nie dźwiękami: parskaniem koni czy mułów ciągnących działa, ujadaniem psów wartowniczych czy trzepotem skrzydeł gołębi pocztowych niosących informację o zbliżającym się natarciu. "(...) ta wojna wykorzystuje ich (zwierząt - PAP) najwięcej od początków ludzkości, co nie jest zresztą niczym zaskakującym - cały wzrost gospodarczy XIX wieku został przecież zbudowany na rosnącej, zracjonalizowanej eksploatacji świata zwierzęcego" - pisze Baratay.

Autor poświęca bardzo dużo uwagi trudnemu losowi zwierząt na frontach I wojny światowej - strachowi, który im nieodłącznie towarzyszył, próbom dostosowania się do warunków, zmaganiom z głodem czy ranami. Wiele z nich było siłą zabieranych od ich właścicieli, co nie było bez znaczenia. Opisuje też śmierć, która czekała na nie na każdym kroku, często wcale nie w wyniku ataku ze strony przeciwnej, ale na skutek kiepskiego traktowania. Nie szczędzi negatywnych opisów zachowania swoich współziomków - Francuzów - względem zwierząt. Jednym z najbardziej sugestywnych przykładów jest wysoka śmiertelność koni sprowadzanych przez Francuzów z Ameryki - 7,4 proc., czyli trzykrotnie wyższa niż tych sprowadzanych przez wyspiarzy. W czasie trwania całego konfliktu zginęło ich po stronie francuskiej 61 proc., a brytyjskiej - jedynie 15 proc.

Nieodłącznym elementem wojny był też zapach rozkładających się ciał zwierząt (bo np. pochówek konia nie należał do częstych praktyk, dlatego obserwowano ich wzdęte korpusy z wzniesionymi w górę kopytami).

"Zwierzęta w okopach" to jednak nie tylko opowieść o stworzeniach, które zasiliły szeregu armii i pełniły w nich pożądaną rolę. Autor poświęca też nieco miejsca tym zdecydowanie mniej lubianym. Zmasowane ataki szczurów, pcheł czy "innego robactwa" na co dzień utrudniały życie w okopach. Cytowane opowieści żołnierzy przytoczone w książce przypominają niejednokrotnie fabułę filmów grozy - np. liczba szczurów wewnątrz okopów była tak duża, że wojacy byli przekonani, że podłoga się rusza - to jeden z bardziej sugestywnych obrazów.

Baratay stara się unikać antropomorficznych interpretacji zachowań zwierząt. Nie tylko przytacza opisy naocznych świadków konfliktu, ale też powołuje się na najnowsze badania naukowe dotyczące świadomości zwierząt, co powoduje, że książka jest zarówno zapisem historii tej brutalnej wojny, jak i opisem stanu wiedzy o naszych "braciach mniejszych". Wielokrotnie podkreśla na kartach książki, że często niska świadomość dotycząca psychologii zwierząt wykorzystywanych na froncie wiązała się z ich olbrzymim stresem i cierpieniem.

Zwierzęta potrafiły też łagodzić obyczaje między wrogimi żołnierzami. Między okopami biegały czasem bezpańskie psy, które były dokarmiane przez obie strony konfliktu. Autor przytacza historię czworonoga, który żył na froncie zachodnim. Pewnego dnia Niemcy przesłali w rozbrojonym granacie wiadomość przeciwnikom: "Przybiegł do nas wasz psiak, który ma się dobrze. Był głodny, to przyleciał do nas. Odpowiedzcie, jeśli łaska, takimż sposobem."

Jęki rannych i konających zwierząt, zwłaszcza koni "przeszywają mocniej niż lament ludzi" - zwrócił uwagę jeden z cytowanych przez Baratay'a żołnierzy. Dlatego, w podzięce za ich wkład w działania wojenne, armie nadawały zwierzętom odznaczenia. Ku ich pamięci powstały też pomniki, ale mało kto o nich dziś pamięta i wie.

Książka "Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie" ukazała się nakładem Wydawnictwa w Podwórku.

PAP - Nauka w Polsce

autor: Szymon Zdziebłowski

szz/ agt/
 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2018