24.04.2018
PL EN
30.11.2017 aktualizacja 30.11.2017

Polacy w XIX w. wcale nie przodowali w Europie w piciu alkoholu

Błędne jest dość powszechne przekonanie, że Polacy zawsze przodowali w Europie w piciu alkoholu. Dużo więcej produkowano i wypijano piwa w Belgii, Anglii, Francji i Skandynawii – przekonuje Jerzy Besala w kolejnym tomie „Alkoholowych Dziejów Polski”.

To drugi tom tego monumentalnego opracowania. Pierwszy dotyczył czasów Piastów i Rzeczpospolitej szlacheckiej. Jerzy Besala twierdzi, że cieszył się on tak dużym zainteresowaniem, że wydawnictwo Zysk i S-ka namówiło go do kontynuacji. Kolejny tom „Alkoholowych Dziejów Polski” obejmuje czasy rozbiorów oraz powstań.

Besala twierdzi, że od staropolskich czasów wszystko się zmieniło, zarówno produkcja trunków, jak i zwyczaje picia alkoholu. W XIX w. rozwój cywilizacyjny okazał się przełomowy dla przemysłu, jak i dla życia społecznego oraz obyczajów.

„Staropolskie biesiadowanie, niezliczone toasty wznoszone olbrzymimi kielichami, picie do upadłego odchodziły w niepamięć. Gasła wylewna gościnność, choć utrzymywała się jeszcze gdzieś do połowy XIX w. na dworkach szlacheckich” – pisze Besala.

Jego zdaniem zmieniło się w zasadzie wszystko, bo unowocześniły się gorzelnie i browary, a zamiast węgrzyna częściej zaczęto pić szampana i wina francuskie. Wódki nie wypadało pić w dobrym towarzystwie, a arak dolewano najczęściej do herbaty.

Nawet twórcy i artyści dochodzili do wniosku, że alkohol raczej przeszkadza niż pomaga w ich dokonaniach. Odniósł się do tego Tadeusz Boy-Żeleński, kiedy pisał, że „cyganeria to raczej ogon sztuki: ci, którzy przeważnie nie tworzą, a tylko przybierają kostium artystów i korzystają z ich przywilejów”.

Boy na przyjęciach w swoim mieszkaniu na ul. Smolonej w Warszawie po okresie błędów i wypaczeń zamiast alkoholu serwował gościom herbatę. Wolał żyć twórczo niż skończyć w pijackim rynsztoku.

Skąd zatem opinia o Polakach uznawanych za „narodowych opojów”?

Besala twierdzi, że w znacznym stopniu przyczynił się do tego stereotyp sfrustrowanego i niedożywionego chłopa pańszczyźnianego, który upijał się na szybko, nawet niewielkimi porcjami wódki, użalając się na swoim losem. „Resztę dopełnił widok walących się chałup i powalonych gorzałką do rowu pijaków” – dodaje.

Zmiany cywilizacyjne sprawiły, że kiedy chłopów uwłaszczono coraz częściej brali oni los w swoje ręce, zasilając w miastach rodzącą się klasę robotniczą i zamiast się upijać zaczęli się dorabiać. Różnili się oni od miejskich rzemieślników, którzy nadal kultywowali prawo do „szewskich poniedziałków” i porannego kielicha.

Coraz większa była jednak grupa drobnomieszczan, którzy mniej pili, lepiej się odżywiali i coraz częściej dożywali nawet osiemdziesiątki, co w tamtych czasach było raczej ewenementem. (PAP)

autor: Zbigniew Wojtasiński

zbw/ agt/
 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2018