21.08.2019
PL EN
05.12.2017 aktualizacja 18.02.2019

Przełomy w chemii zaczynają się od domowego laboratorium

W dość wczesnym wieku stworzyłem w domu laboratorium - dość prymitywne, ale byłem z niego dumny – opowiada prof. Daniel Gryko, laureat Nagrody FNP. Chemik przyznaje, że część osób, które nieostrożnie wykonywały eksperymenty, straciła w ich wyniku palce.

Prof. dr hab. Daniel Gryko z Instytutu Chemii Organicznej Polskiej Akademii Nauk odebrał w środę, 6 grudnia Nagrodę Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej za oryginalną metodę syntezy związków zwanych korolami. Naukowiec, którego pomysł zrewolucjonizował pracę w laboratoriach chemicznych na całym świecie opowiada o „wybuchowych” początkach swojej kariery naukowej i inspiracjach z dzieciństwa i wczesnej młodości. Mówi też o tym, jak wygląda praca i życie w małżeństwie dwojga naukowców.

WYBUCHOWE MIESZKANIE PEŁNE KSIĄŻEK

„W naszym mieszkaniu zawsze było dużo książek popularnonaukowych. Były one u nas od zawsze i czekały na odpowiedni moment. Kiedy w szkole zaczęła się chemia (miałem 13 lat) nagle mnie zainteresowały. Kluczowa okazała się książka +Poznaj świat chemii+ Jerzego Stobińskiego+. W dość wczesnym wieku rozpocząłem samodzielne eksperymenty” - wspomina prof. Gryko.

W jego domowym laboratorium, które było – jak żartuje profesor - „rodzajem skrzyni, jakie dawniej miały panny na posag”, był m.in. roztwór siarczanu miedzi, do którego wkładało się żelazne gwoździe lub cynk z baterii, aby uzyskać metaliczną miedź. Choć na początku chemia nie szła najlepiej kilkunastoletniemu Danielowi, to od momentu rozpoczęcia własnych eksperymentów stał się prymusem z tego przedmiotu. Swoje laboratorium rozbudowywał aż do połowy studiów, a w końcu miał tam ponad 500 odczynników zdobytych różnymi metodami. Kupił na przykład trzy polskie przedwojenne monety bite z czystego niklu, rozpuścił je elektrochemicznie, odparował, a potem trzymał w słoiku jako źródło niklu do eksperymentów. Kwas siarkowy pochodził natomiast z akumulatora.

„To były wczesne lata 80. Wtedy można było kupić zestaw +Młody chemik+ zawierający wodorotlenek sodu, którym można się było oślepić, jeśli ktoś nie wiedział, jak go używać. Mam wrażenie, że większość rodziców nie brała pod uwagę najgorszych scenariuszy” - tłumaczy prof. Gryko i przyznaje, że część osób, które poszły w kierunku eksperymentów wybuchowych, straciła w ich wyniku palce...

Sam miał dużo szczęścia, kiedy przeprowadzał reakcję aldehydu salicylowego z etylenodiaminą bez dodatku rozpuszczalnika. Zaintrygowany brakiem objawów tej reakcji zajrzał do próbówki. Chwilę później ją odstawił, a dosłownie 2 sekundy później, w wyniku silnie egzotermicznej reakcji, żółta i gorąca mieszanina reakcyjna w impetem „opuściła” próbówkę i wylądowała na suficie. „Do dziś się zastanawiam, co by się stało z moim wzrokiem, gdybym trochę dłużej zaglądał do tej probówki. Żółty ślad na suficie balkonu jest do dziś, choć od mojego ówczesnego eksperymentu minęło dokładnie 30 lat” - mówi badacz.

Prof. Gryko zaznacza, że choć wiedza, jaką można było zdobyć w domowych eksperymentach, jest dostępna i opisana w książkach, to ekscytująca jest świadomość, że wszystko można odkryć samemu - na przykład, że jony miedziowe tworzą kompleks z jakimś prostym aminokwasem. To inicjowało dalszą ciekawość.

MAŁŻEŃSTWO NAUKOWCÓW PEŁNE ZROZUMIENIA

W swoim obecnym domu naukowiec pracuje wraz z żoną Dorotą Gryko, która podobnie jak mąż jest profesorem chemii i szefem zespołu naukowego. Deklarują wzajemne pełne zrozumienie dla swoich pasji.

„W przypadku małżeństw, w których jedna osoba jest szefem zespołu naukowego, a druga ma zupełnie inną pracę, może pojawić się brak zrozumienia – np. w kwestii nadgodzin. Szczególnie, że nie są one wymagane przez szefa. W nauce szef zespołu nie ma tak naprawdę bezpośredniego przełożonego. To ambicja popycha nas do wysiłku, a praca daje przyjemność” - mówi profesor. I dodaje: "Jestem szczęściarzem, bo przecież zakochując się wiele lat temu nikt z nas nie rozważał +kto kim zostanie+. Pracuję dużo i do późna. Z czasem ilość obowiązków rośnie i zdarza mi się przesadzić, wówczas żona po prostu zamyka mi laptopa”.

Wolny czas? Trudno o niego podczas naukowych wyjazdów. Prof. Daniel Gryko wspomina, że w ciągu pierwszych lat kariery każdy moment poświęcał na to, żeby zwiedzić miasto, w którym była konferencja, i jego okolice. Wtedy był na to czas. Teraz jest go mniej, więc żeby zobaczyć coś więcej, bierze urlop i odrywa się od spraw zawodowych. Jego ulubionym miejscem jest stan Utah w USA, z kilkunastoma parkami narodowymi, wśród których najpiękniejszy jest Bryce Canyon National Park.

„Finansowo są to raczej trudne wakacje, ale do tego miejsca zawsze chętnie wracam, jeżeli tylko budżet na to pozwala. Krajobrazy, odcienie i kształty skał, które tam występują, nigdy nie przestaną mnie zachwycać” - mówi laureat Nagrody FNP.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

kol/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019