28.05.2018
PL EN
29.01.2018 aktualizacja 19.02.2018
Anna Ślązak
Anna Ślązak

Dzikie rajdy i podchody. Wiemy więcej o dystansie małpiej ucieczki

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Życie w pobliżu człowieka może oznaczać korzyści, np. obfitość pokarmu - ale i duże zagrożenie. Małpy świetnie jednak wiedzą, jak oceniać ryzyko i kiedy brać nogi za pas.

Potwierdziły to nowe badania w Afryce, prowadzone w miastach, gdzie małpy stanowią turystyczną atrakcję, i na wsiach, gdzie są one utrapieniem rolników. Wnioski przedstawiono w „Behavioural Processes”.

Autorami publikacji są: Peter Mikula z Uniwersytetu Karola w Pradze (Czechy), Gabriel Saffa z Uniwersytetu Preszowskiego (Słowacja), Emma Nelson z Uniwersytetu Liverpoolu (Wielka Brytania) oraz Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Obiektem badania stały się kotawce sawannowe (małpy zasłużone dla nauki, np. w kontekście badań AIDS i odporności).

Kotawce z parków miejskich to tupeciarze, którzy grzebią w śmieciach i podchodzą do ludzi, wyczekując poczęstunku.

"Życie w miastach nie jest dla nich złem koniecznym. Patrząc na liczbę ich młodych w parkach można pomyśleć, że cały ten dodatkowy pokarm, jaki człowiek zostawia w formie śmieci, oznacza dla nich raj na ziemi. Korzystny efekt korzystania z takiego pokarmu może być krótkoterminowy, ale - poza ryzykiem przenoszenia chorób – życie w sąsiedztwie ludzi nie oznacza dla tych małp w zasadzie żadnych kosztów” – mówi prof. Tryjanowski.

Życie na wsi to już inna sprawa. Małpy, które całymi stadami buszują po polach i niszczą plony, z definicji traktowane są tam jako szkodniki. Ugańscy rolnicy witają je z podobną atencją, z jaką polscy reagują na tchórza czy lisa. „Ludzie je prześladują: rzucają w nie kamieniami, strzelają z broni palnej, gonią samochodami” – opowiada prof. Tryjanowski.

Dla naukowców kluczowe jest to, czy - i jak małpy przystosowują się do tak odmiennych realiów. Reakcje małp na człowieka można porównać, trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość i sporo nachodzić. Z technicznego punktu widzenia wymaga to od naukowca wielokrotnego powtórzenia czynności: wypatrywania kolejnych małp i spokojnego zbliżania się. Trzeba sprawdzać odległość, po osiągnięciu której małpie puszczają nerwy. To kluczowy moment, który oznacza dystans ucieczki – najmniejszą odległość, na jaką odpoczywające lub jedzące kotawce pozwalają do siebie podejść.

Prof. Tryjanowski i jego współpracownicy przebadali tak 83 kotawce w miastach (Kampala, Entebbe, Masaka czy Hoima) - i na wsiach.

Potwierdziło się, że małpy w krajobrazie rolniczym nie dopuszczają ludzi bliżej, niż na 200 metrów. „Na widok człowieka uciekają z dużej odległości - w zasadzie, jak się tylko na nie spojrzy. Ludzi utożsamiają z drapieżnikami; boją się ich, czują wielki respekt – mówi prof. Tryjanowski. – Ale w miastach, zwłaszcza w stolicy, w Kampali i nieodległych parkach - są ufne do tego stopnia, że ich dystans ucieczki wynosi zaledwie około 10 m. Zachowują się, jakby były oswojone. Te z parku w Kampali potrafią przyjść do człowieka i żebrać o pokarm. Niestety, bo bliski kontakt dzikiego zwierzęcia z człowiekiem nie jest wcale taki dobry”.

Autorzy publikacji podkreślają, że w przypadku małp wnioski z badania mają znaczenie w kontekście ochrony. „Taka wymuszona bliskość człowieka ma dla zwierząt niemałe konsekwencje. Przede wszystkim związane z ucieczką, oznaczające dla zwierząt stres i wydatek energii. Nie mniej ważne mają charakter epizoologiczny. Ludzie mogą się czymś zarazić od małp, i w drugą stronę – małpy mogą się zarazić od nas, od ludzi, zwłaszcza turystów przyjeżdżających z Europy” – podkreśla prof. Tryjanowski.

Dystans ucieczki testowany był już u różnych grup zwierząt, m.in. gadów, gryzoni, kopytnych, drapieżników czy ptaków. Prof. Tryjanowski i współpracownicy badali pod tym kątem ptaki żyjące w miastach i na wsi oraz na różnych szerokościach geograficznych.

Metoda pracy zastosowana w przypadku kotawców była taka sama. Współautorka publikacji w „Behavioural Processes” dr Emma Nelson zwraca uwagę, że dystansu ucieczki na małpach dotychczas nie sprawdzono. A to szczególna grupa zwierząt, choćby ze względu na rozwinięte zdolności poznawcze i przystosowawcze.

„Wszystkie modele teoretyczne przewidują, że organizmy z dużym mózgiem – prymaty – powinny rozpoznawać zagrożenie na tej zasadzie, że wiedzą, kiedy uciekać, a kiedy nie. Potwierdziło się” – mówi zoolog z UPP.

PAP - Anna Ślązak

zan/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2018