17.08.2018
PL EN
10.02.2018 aktualizacja 10.02.2018

W niższych partiach stratosfery stężenie ozonu nadal maleje

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Mimo wyraźnej odbudowy warstwy ozonowej w wyższych partiach stratosfery, w niższych obszarach, na niższych szerokościach geograficznych, chroniącego Ziemię gazu ubywa. Naukowcy nie alarmują, ale są zaniepokojeni.

Kiedy w XX w. powszechne stało się stosowanie freonów, za ich przyczyną globalna warstwa ozonowa w stratosferze, czyli na wysokości od 15 do 50 km zaczęła się kurczyć. Dzięki wprowadzeniu zakazu stosowania tych substancji w ramach Protokołu Montrealskiego w 1989 r., pod koniec milenium wydawało się, że utrata warstwy ozonowej się zatrzymała i specjaliści prognozowali jej odbudowę w ciągu kilkudziesięciu lat.

Międzynarodowa grupa badaczy, kierowana przez specjalistów z Politechniki Federalnej w Zurychu (ETHZ) i Fizyczno-Meteorologicznego Obserwatorium Davos. dokonała właśnie niepokojącego odkrycia, które opisuje na łamach pisma „Atmospheric Chemistry and Physics” (https://www.ethz.ch/en/news-and-events/eth-news/news/2018/02/decline-stratospheric-ozone.html)

Mimo zakazu stosowania freonów, w niższych partiach stratosfery (15-24 km), gdzie warstwa ozonu jest najgęstsza, stężenie tego gazu nadal maleje na szerokościach geograficznych od 60 st. N do 60 st. S.

Takie zaskakujące wyniki przyniosły obejmujące ostatnie trzy dekady badania satelitarne połączone z zaawansowaną analizą statystyczną.

Zakaz stosowania freonów mimo to działa – zapewniają specjaliści. „Dzięki Protokołowi Montrealskiemu w górnych warstwach stratosfery – powyżej 30 km – warstwa ozonowa znacząco się odbudowała od 1989 roku, a stratosfera regeneruje się także w rejonach polarnych” - zapewnia dr William Ball z ETHZ.

Jednak pomimo tej regeneracji, pomiary wskazują, że całkowita ilość ozonu w atmosferze pozostała taka sama, co według ekspertów oznacza spadek jego stężenia w dolnych częściach stratosfery.

Naukowcom pracę znacznie utrudniał ozon wytwarzany w dolnych warstwach troposfery (do 15 km wysokości) przez działalność człowieka. Uniemożliwiło to jak dotąd bezpośrednią obserwację opisanego teraz spadku stężenia w stratosferze. „Ten antropogeniczny ozon, który powoduje letni smog, w badaniach satelitarnych częściowo maskuje stratosferyczny spadek” - wyjaśnia dr Ball.

Powody zachodzącej degradacji warstwy ozonu nie są do końca znane. Badacze proponują jednak dwa wyjaśnienia. Według jednego z nich, zmiany klimatu zaburzają atmosferyczną cyrkulację – powietrze z tropików, gdzie powstaje najwięcej ozonu, jest szybciej transportowane w rejony polarne.

Według drugiej teorii, ozon niszczą inne substancje, które podobnie jak freony zawierają chlor i brom – tzw. VSLSs (very short-lived substances – bardzo nietrwałe substancje). Częściowo powstają one w naturalnych procesach, a częściowo wytwarzane są przez przemysł. Niektóre stosuje się zamiast freonów i choć nie są one aż tak szkodliwe, to nie są także dla ozonu neutralne.

Badacze twierdzą niestety, że obecnie nie potrafią jeszcze ocenić skutków redukcji warstwy ozonu w dolnej stratosferze dla ludzi i przyrody. Według nich odkrycie nie jest alarmujące, ale niepokoi.

„Obserwowany teraz spadek jest dużo mniej wyraźny niż przed Protokołem Montrealskim. Wpływu Protokołu nie można poddać dyskusji, kiedy potwierdza go odwrócenie trendu w górnej stratosferze i na biegunach” - mówi prof. Thomas Peter z ETH Zurich.

„Ale musimy przyglądać się warstwie ozonowej i jej funkcji jako filtra UV w gęsto zaludnionych średnich szerokościach geograficznych i tropikach” - dodaje ekspert.(PAP)

mat/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2018