23.04.2018
PL EN
15.03.2018 aktualizacja 15.03.2018

Mówienie o sobie nie musi wskazywać na narcyzm

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Skłonność do częstego stosowania zaimków pierwszoosobowych może świadczyć o problemach emocjonalnych, a nie o przesadnej miłości do samego siebie – czytamy na łamach „Journal of Personality and Social Psychology”.

Naukowcy z Uniwersytetu Arizony (USA) wykazali, że osoby często używające zwrotów „ja”, „mnie”, „mi” mają tendencję do doświadczania negatywnych emocji: smutku, lęku, złości, napięcia, a nawet depresji.

W badaniu przeprowadzonym na terenie dwóch krajów – Niemiec i Stanów Zjednoczonych - uczestniczyło prawie 5 tys. ochotników. Wypełniali oni kwestionariusze mierzące natężenie negatywnych emocji. Specjaliści analizowali też częstotliwość stosowania przez nich zaimków pierwszoosobowych liczby pojedynczej w mowie i w piśmie.

Okazało się, że badani ze skłonnością do odczuwania negatywnych emocji używali więcej słów z tej kategorii. Podczas gdy przeciętny człowiek wypowiada dziennie około 1400 zwrotów typu „ja”, „mnie”, osoby z tendencją do negatywnej emocjonalności wypowiadają średnio około 2000 takich słów.

Chociaż związek pomiędzy stosowaniem zaimków pierwszoosobowych a negatywną emocjonalnością nie jest duży, można go porównać do związku pomiędzy negatywną emocjonalnością a używaniem słów wskazujących na kiepski stan psychiczny, takich jak „smutny”, „nieszczęśliwy”, czy „nienawiść”, które stanowią językowy wyznacznik depresji.

„Poprzednie badania sugerowały występowanie związku pomiędzy mówieniem o sobie a depresją. Nasze badanie sugeruje, że mówienie o sobie nie jest być może dobrym wyznacznikiem depresji, ale pozwala z dobrym skutkiem ocenić generalną skłonność do odczuwania negatywnych emocji” – komentuje Allison Tackman, koordynatorka badania.

Więcej na ten temat możemy znaleźć pod adresem: http://psycnet.apa.org/doiLanding?doi=10.1037%2Fpspp0000187

(PAP)

ooo/ ekr/

Copyright © Fundacja PAP 2018