22.09.2018
PL EN
06.04.2018 aktualizacja 08.04.2018

Wielka Lechia - okiem historyka

Z wiarą w Wielką Lechię, czyli imperium słowiańskie rozpościerające się znad Wisły na wielkie połacie Europy już kilka tysięcy lat temu, jest jak z przeświadczeniem, że piramidy wznieśli kosmici - sugeruje historyk Roman Żuchowicz w swojej najnowszej książce.

"Wielka starożytna dynastia lechicka trwała 3099 lat, od założyciela Lechii w 1729 roku p.n.e. króla Lecha I, Wielkiego, do śmierci króla Kazimierza Wielkiego w 1370 roku" - to jedna z próbek możliwości propagatora koncepcji Wielkiej Lechii, Janusza Bieszka przytoczona w książce Romana Żuchowicza "Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności teorii pseudonaukowej okiem historyka". Żuchowicz jest doktorantem na Wydziale Historycznym UW i na Wydziale "Artes Liberales" UW. Udziela się również jako popularyzator historii i archeologii.

Jeszcze niedawno wielką popularnością cieszyły się pseudonaukowe teorie paleoastronautyczne. Głosiły, że w powstanie rodzaju ludzkiego zaangażowani byli kosmici. Ci odegrać mieli także ważną rolę w tworzeniu najstarszych cywilizacji, w tym, oczywiście - egipskiej. Bo przecież ludzie nie byliby w stanie wznieść piramid - argumentowali jej wyznawcy. Teraz, przynajmniej w Polsce, punkt ciężkości w niestworzonych pseudonaukowych koncepcjach na temat historii przeniósł się na promowanie Wielkiej Lechii - zauważa Żuchowicz.

Historyk skupia się w swojej książce na dziełach Janusza Bieszka, które w ostatnich latach cieszą wielką popularnością. Mowa m.in. o "Słowiańskich królach Lechii" czy "Chrześcijańskich królach Lechii". Warto też wspomnieć, że Bieszk jest też autorem książki... "Cywilizacje kosmiczne na Ziemi", w której dowodzi, "iż nasza obecna cywilizacja powstała i funkcjonuje na ruinach o wiele starszych, przedpotopowych cywilizacji - cywilizacji bogów."

Żuchowicz krok po kroku obala tezy Bieszka zawarte w książkach o Wielkiej Lechii. Wskazuje, że ich autor opiera swoje mądrości o przestarzałe koncepcje (w dużej mierze XIX-wieczne), posiłkuje się dowodami, które bywają fałszerstwem, albo niepoprawnie interpretuje wyniki analiz specjalistycznych - np. genetycznych. Swoje wywody Żuchowicz wspiera rozmowami z ekspertami - m.in. historykiem, archeologiem, genetykiem. W ten sposób prezentuje aktualny stan wiedzy na temat tego, co działo się na ziemiach Polski we wczesnym średniowieczu i stuleciach poprzedzających powstanie państwa Piastów. Wyłaniający się obraz nie jest co prawda jednoznaczny, ale z całą pewnością nad Wisłą nie istniała od kilku tysięcy lat Wielka Lechia. To po prostu wymysł - przekonuje Żuchowicz w swojej bardzo dobrze udokumentowanej książce.

Skoro koncepcja Wielkiej Lechii brzmi sama w sobie absurdalnie, może nie warto tracić na nią czasu? Może naukowcy powinni ją zignorować? - zastanawia się Żuchowicz na kartach swojej książki. Sam przecież pisze o tym, w jaki sposób Bieszk odniósł się do zastrzeżeń kierowanych względem jego koncepcji: "Zarzuty o charakterze metodologicznym zbył jednym zdaniem: +Odnośnie metod badawczych - mam swoje własne i nie muszą być one zgodne ze <<stricte naukowymi>>+. Przy takim podejściu trudno z kimś polemizować" - zauważa historyk. Jednak polemizuje i to na blisko 300 stronach. Dlaczego? 

Żuchowicz dostrzega w upowszechnianiu tej koncepcji zagrożenie. "Rzeczywiście fakt, że ktoś zawierzy Bieszkowi, nie jest sam w sobie katastrofą. Jest to jednak pierwszy krok do tego, by taka osoba wpadła w całą sieć pseudonaukowych poglądów. Ktoś, kto przekona się do +turbosłowianizmu+, szybko natrafi na poglądy, że raka powinno leczyć się witaminą C, a dzieci dla ich własnego dobra nie powinno się szczepić" - zaznacza. Jednocześnie zwraca uwagę, że tomy na temat Wielkiej Lechii cieszą się dużym wzięciem wśród czytelników. Co gorsza - są szeroko promowane i dobrze eksponowane w niektórych dużych sieciach sprzedaży. Od siebie dodam, że znajdują się w księgarniach również na półkach w dziale "historia", co zakrawa o żart.

Jako realne zagrożenie Żuchowicz wskazuje możliwość pojawienia się pseudonaukowej teorii o Wielkiej Lechii w podręcznikach. Zagrożenie to w cale nie musi być aż tak odległe, jak się nam wydaje. W USA w niektórych szkołach mówi się obok teorii ewolucji o "teorii inteligentnego projektu". Nawet niektórzy polscy politycy wydają się teorią turbosłowiańską zafascynowani - od tego do wprowadzenia odpowiednich zapisów w podręcznikach nie musi być w cale taka długa droga - ostrzega Żuchowicz. Trudno się z nim nie zgodzić. Prezydent USA Trump neguje prawdziwość zmian klimatycznych (mimo niepodważalnych dowodów). Doprowadziło to do wycofania USA z porozumień paryskich, na mocy których blisko 200 krajów zadeklarowało ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Pseudonauka może zatem realnie wpływać na nasze życie.

Koncepcja Wielkiej Lechii może nieść też inne zagrożenie - być fundamentem dla stworzenia radykalnej, rasistowskiej ideologii - uważa Żuchowicz. "Nie wynika nic takiego wprost z jego (Bieszka - PAP) książki. Niemniej od zdania +wszyscy posiadacze haplogrupy R1a1a7 byli Słowianami+, do zdania +tylko posiadacze haplogrupy R1a1a7 są Słowianami+ jest bliżej, niż można sądzić" - alarmuje Żuchowicz.

Książka "Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności teorii pseudonaukowej okiem historyka" ukazała się nakładem wydawnictwa naukowego Sub Lupa.

Szymon Zdziebłowski

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2018