14.12.2018
PL EN
16.04.2018 aktualizacja 16.04.2018

Teoria superstrun dla maluczkich

Jeśli są na świecie ludzie zdolni wytłumaczyć laikom teorię superstrun, to na pewno do tego grona należy Brian Greene. Chociaż nie powiem, że po lekturze jego książki teorię tę całkiem zrozumiałam, to na pewno Wszechświat wydaje mi miejscem bardziej wielowymiarowym.

Z chęcią posłuchałabym kogoś, kto o teorii superstrun mówi jeszcze prościej niż Brian Greene. Ale takich osób chyba po prostu nie ma. Bo ta teoria jest piekielnie skomplikowana. Jeśli więc chcecie zrozumieć, czym są superstruny - nie macie wyboru. "Piękno Wszechświata" to lektura, po którą musicie sięgnąć.

Brian Greene naprawdę wie, jak zabrać się do popularyzacji fizyki. Żeby zobaczyć, próbkę jego możliwości, zobaczcie sobie jego wykład o teorii strun na TED-zie, obejrzany już dotąd 4,5 mln razy.

Dwie pierwsze części książki "Piękno Wszechświata" to wprowadzenie - dotyczą teorii względności i mechaniki kwantowej. To bardzo przyjemne części. Powiedziałabym nawet, że to jedne z przyjemniejszych wyjaśnień dotyczących zmarszczek czasoprzestrzeni i kwantowych szaleństw, jakie czytałam.

Greene nie szczędzi w książce miejsca na porównania zjawisk opisywanych przez fizykę do sytuacji, które jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Czasami jakaś pojedyncza przenośnia zajmuje mu kilka stron. Taka hojność w stosowaniu metafor zdarza się wśród fizyków rzadko.

Czasami metafory są tak dziwaczne, że nie sposób ich nie zapamiętać. Np. Greene wyjaśnia, na czym polega efekt fotoelektryczny. Odwołuje się przy tym do analogii dzieci zamkniętych w piwnicy i dorosłych, rzucających dzieciom pieniążki na przekupienie strażnika. Wyjście z piwnicy kosztuje 85 groszy, a dorośli rzucają dzieciom monety o różnym nominale. Jeśli pieniądze rzucają osoby dysponujące tylko 5- czy 10-groszówkami, niewiele dzieci zdoła uzbierać pieniądze na wyjście. Natomiast, kiedy pojawi się osoba z 1-złotówkami, dzieci zaczną wreszcie opuszczać piwnicę. Greene wyjaśnia, że podobnie jest w przypadku efektu fotoelektrycznego. "Elektrony, aby wydostać się z powierzchni metalu, muszą zostać uderzone przez foton o pewnej minimalnej energii" - kończy Greene. Dzieci uwięzionych w piwnicy, owszem, szkoda, ale analogia na pewno spełniła swoją funkcję: zadziałała na wyobraźnię i utkwiła w pamięci.

Po mechanice kwantowej przychodzi pora na teorię strun. Zaczyna się naprawdę ciekawie. To nic, że nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić przewidzianej tam 10- czy nawet może 11-wymiarowej przestrzeni. Analogie, jakie przedstawia Greene, dają nam pewne ogólne pojęcie, jak zbudowany byłby Wszechświat, gdyby był bardziej wielowymiarowy niż znane już nam poczciwe 3D.

Opowieść Greene'a początkowo jest zrozumiała i przyjemna w odbiorze. Im jednak dalej w las, tym więcej drzew. Teoria superstrun jest superskomplikowana i tego zmienić się chyba już nie da. A Greene nie zamierza rezygnować w połowie wyjaśniania, o co w niej chodzi. Tłumaczy więc coraz bardziej zawiłe jej aspekty. To pewnie przyda się studentom czy prawdziwym fanom fizyki. Ja przyznam się bez bicia, że ostatnie rozdziały były dla mnie już taką abstrakcją, że nie próbowałam się nawet skupiać, żeby to wszystko zrozumieć.

Tak czy inaczej trudność książki stopniowo rośnie, więc każdy może przerwać w tym momencie, w którym uzna, że już mu wystarczy. A niezależnie od tego, gdzie się przerwie, na lekturze i tak się skorzysta. Wydaje mi się, że takie stopniowe wprowadzanie coraz bardziej skomplikowanych zagadnień to najlepsze możliwe podejście do tworzenia książki na tak trudny temat.

Książka "Piękno wszechświata. Superstruny, ukryte wymiary i poszukiwanie teorii ostatecznej" Briana Greene'a ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

PAP - Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

lt/ agt/
 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2018