16.08.2018
PL EN
27.07.2018 aktualizacja 27.07.2018

Sto lat temu powołano Katolicki Uniwersytet Lubelski

Fot. PAP/Wojciech Pacewicz 11.06.2010 Fot. PAP/Wojciech Pacewicz 11.06.2010

Sto lat temu, 27 lipca 1918 r., decyzją Zarządu Biskupów Królestwa Polskiego powołano w Lublinie uniwersytet. Początkowo działał jako Uniwersytet Lubelski i dopiero po dziesięciu latach do nazwy dołączono przymiotnik Katolicki.

W momencie powołania uczelni w 1918 r. jej funkcja religijna nie była wyeksponowana w nazwie, jednak niemal dla wszystkich była ona oczywista. Pomysłodawcą uniwersytetu i faktycznym jego twórcą był ks. Idzi Radziszewski – absolwent, a później ostatni rektor Akademii Duchownej w Petersburgu, która to wszechnica sięgała korzeniami do dwóch zlikwidowanych polskich uniwersytetów: Warszawskiego oraz Wileńskiego. Ks. Radziszewski wzorując się na Katolickim Uniwersytecie w Lowanium, na którym również studiował, swojemu nowemu dziełu wyznaczył konkretną misję.

Po pierwsze, nowa uczelnia miała prowadzić obiektywne badania naukowe we wszystkich dziedzinach wiedzy, w duchu harmonii między nauką a wiarą. Po drugie, formować kadry inteligencji katolickiej, ludzi wykształconych w danej dyscyplinie, a jednocześnie odznaczających się intelektualnie pogłębionym światopoglądem chrześcijańskim i aktywnością w pracy ewangelizacyjnej. Po trzecie wreszcie, miała podnosić kulturę chrześcijańską w polskim społeczeństwie oraz wydawać publikacje popularnonaukowe; miała też popierać wydawanie prasy katolickiej, organizować kursy dokształcające, akcje odczytowe, współtworzyć związki i stowarzyszenia społeczne o charakterze ewangelizacyjnym.

Ważna w tym wszystkim była otwartość ks. Idziego Radziszewskiego na odkrycia naukowe. W Lowanium obronił doktorat poświęcony poglądom Karola Darwina i Herberta Spencera. Duchowny zresztą był w kręgach zachodnich uznawany za wybitnego znawcę tego tematu.

Ks. Radziszewski widział rewolucję rosyjską, doskonale więc wiedział, jak wygląda skrajnie laicka ideologia, brutalnie wcielana w życie przez bolszewików. Obronę przed nią widział właśnie w kulturze katolickiej. Nie był w tym odosobniony. Jeszcze w Petersburgu pozyskał do współpracy Karola Jaroszyńskiego i Franciszka Skąpskiego. Obie postaci były niezwykle barwne. Skąpski był inżynierem, który dorobił się majątku w Towarzystwie Akcyjnym „Stroitiel”, co nie przeszkadzało mu nieustannie konspirować m.in. w Polskiej Organizacji Wojskowej. Jaroszyński zaś był bogatym ziemianinem z Kresów, który zwielokrotnił majątek, grając w ruletkę w kasynach Monte Carlo. Udział ich obu zapewnił ks. Radziszewskiemu pieniądze na rozwinięcie projektu.

Sytuacja nagliła, gdyż zwycięstwo bolszewików dawało pewność, że Akademia Duchowna długo w Petersburgu nie przetrwa – tworzenie nowej uczelni stało się zatem w pewnym sensie pilną akcją ratunkową tej instytucji. Geopolityka nieoczekiwanie zaczęła jednak sprzyjać ks. Idziemu – w lutym 1918 r. został oficjalnie utworzony komitet organizacyjny nowej wszechnicy, a już w marcu Rosjanie byli zmuszeni podpisać w Brześciu traktat pokojowy z państwami centralnymi, co umożliwiło bezproblemowe wywiezienie dokumentów, księgozbioru i innych pozostałości Akademii Duchownej, które mogły się okazać przydatne przy tworzeniu placówki naukowej.

Nawiasem mówiąc, wspomniany wyżej księgozbiór rozrastał się błyskawicznie. Sporą jego część przekazali polscy profesorowie, część przejęto po Akademii Duchownej, przede wszystkim jednak swoich zbiorów masowo pozbywali się naukowcy rosyjscy znajdujący się po rewolucji w katastrofalnej sytuacji finansowej. Wystarczyło kilka miesięcy, by zgromadzić około czterdziestu tysięcy woluminów, które jednak dotarły do Lublina dopiero po kilku latach, wstrzymane przez wojnę polsko-bolszewicką.

Początkowo wahano się nad lokalizacją uczelni. Padały takie nazwy jak Włocławek, Krzemieniec, Żytomierz, Łuck, Równe, Zamość i Kalisz. Za Lublinem optował członek komitetu organizacyjnego uniwersytetu, ks. Czesław Falkowski, jeden z profesorów Akademii Duchownej. Jak pisał absolwent KUL-u, poeta i prozaik Józef Wiesław Zięba:

„Powoływał się [ks. Czesław Falkowski – przyp. red.] na dawne, wspaniałe dzieje miasta, w którym zawarto unię polsko-litewską i działał Trybunał Koronny. Przywoływał też tradycję działającej niemal przez dwieście lat Akademii Zamojskiej. Lublin jako duże wojewódzkie i handlowe miasto oddziaływał także na wschodnie kresy. Za Lublinem mogła też przemawiać ciągle nieustabilizowana i niejasna sytuacja polityczna. O powrocie do przedrozbiorowych granic państwa polskiego trudno było wtedy marzyć”.

W pośpiechu przygotowano statut przyszłej uczelni i strukturę planowanych początkowo czterech wydziałów: teologicznego, prawa kanonicznego, nauk moralnych, prawa i nauk społeczno-ekonomicznych, po czym w czerwcu 1918 r. komitet organizacyjny opuścił granice pogrążonej w chaosie wojny domowej Rosji. Wszystkie dokumenty przedłożono w Warszawie podczas konferencji episkopatu 26 i 27 lipca. Episkopat pod przewodnictwem wizytatora apostolskiego w Polsce Achillesa Rattiego, czyli późniejszego papieża Piusa XI, dokumenty zaakceptował i oficjalnie wydał zgodę na powołanie katolickiego uniwersytetu w Lublinie. Ponadto biskupi mianowali ks. Idziego Radziszewskiego pierwszym rektorem uczelni, co swoje świeckie potwierdzenie znalazło w decyzji Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 6 września 1918 r.

Nie ma stuprocentowej pewności, ale prawdopodobnie żaden z organizatorów uniwersytetu nigdy wcześniej nie był w Lublinie, jechano więc na miejsce, by tak rzec, w ciemno. Pierwszy dotarł tam Franciszek Skąpski i jego uczucia były mieszane. Nazwał miasto „cudnym dla oka”, ale „wielce nieprzyjemnym dla nosa”, a w jednym z listów opisywał: „Koźli Gród zapchany przez dziadów tak, że szpilki wsadzić trudno. Ale Uniwerek pomieścić się musi, tylko, że tę operację wpychania pod dach Uniwerku trzeba będzie przez Wiedeń prowadzić”.

13 września 1918 r. ks. Radziszewski przekonał się o tym wszystkim naocznie. Tego dnia „Głos Lubelski” donosił: „W chwili obecnej bawią w naszym mieście organizatorzy uniwersytetu w Lublinie p.p. ks. Rektor, prałat domu Jego świątobliwości Idzi Radziszewski, prof. Jerzy Fedorowicz i Franciszek Skąpski. W dniu dzisiejszym panowie ci będą na audiencji u jen. Gub. Liposzczaka w sprawie uzyskania odpowiednich gmachów dla nowopowstającej uczelni”.

Stacjonujący jeszcze w Lublinie Austriacy początkowo nie zgodzili się na opuszczenie koszar świętokrzyskich i udostępnienie ich dla uczelni. Zgodzili się jedynie na przekazanie gmachu seminarium duchownego i przeniesienie szpitala z części zabudowań klasztoru bernardynów, gdzie miała zostać umieszczona uniwersytecka biblioteka.

Sprawy jednak działy się szybko i już 25 września 1918 r. gazeta poinformowała, że „wszystkie trudności z uzyskaniem gmachów zostały przełamane. Zarząd uniwersytetu uzyskał wszystko to, co umożliwi mu prowadzenie nauki w tym roku”. Autorzy opisywali dalej:

„W całym mieście rozpoczęła się dowolna rekwizycja łóżek, szaf i innych niezbędnych mebli […] Zaangażowane zostały poważne siły profesorskie z uniwersytetów rosyjskich, lecz i nie brak sił z Królestwa […] Ewentualna dzielnica akademicka Lublina stanęłaby naprzeciwko Ogrodu Saskiego, na gruntach koszar poświętokrzyskich. Plany inż. Dygata przewidują najmniejsze szczegóły, między innymi regulację ul. Lipowej. Projekt jeśli będzie wprowadzony w życie, to przyczyni się do upiększenia Lublina”.

Na swój własny gmach profesorowie i studenci musieli ostatecznie poczekać do 1921 r. Był to budynek wojskowego szpitala zakaźnego przy al. Racławickiej 14, przebudowany według projektu prof. Mariana Lalewicza. Tymczasem inauguracja pierwszego roku akademickiego odbyła się 9 grudnia 1918 r. w Diecezjalnym Seminarium Lubelskim udostępnionym uniwersytetowi na tymczasową siedzibę przez bp. Mariana Leona Fulmana.

„W nabożeństwie, które odbyło się w kościele seminaryjnym, uczestniczyli liczni przedstawiciele duchowieństwa, profesorowie uniwersytetu na czele z ks. Rektorem Idzim Radziszewskim, przedstawiciele wojska z gen. Rydzem-Śmigłym, władze samorządowe, ziemianie, dziennikarze i studenci” – pisał Józef Wiesław Zięba. Nie było wówczas w Lublinie Józefa Piłsudskiego, o uniwersytecie jednak nie zapomniał. Po mszy odczytano list, w którym pisał:

„Z najgłębszą radością witam otwarcie czwartego polskiego uniwersytetu [nie wiadomo, jakie kryteria przyjmował Piłsudski, mówiąc o „czwartym polskim uniwersytecie” – po części mógł mieć na myśli daty powstawania, po części zaś uczelnie, które się odradzały – przyp. red.] i życzę z całego serca, by nowe ognisko kultury narodowej płonęło ku pożytkowi i chwale drogiej naszej Ojczyzny”.

Tego dnia rozpoczęło w Lublinie naukę 350 studentów, choć część z nich była nieobecna, bo wciąż trwała wojna.

wla/ skp/

Copyright © Fundacja PAP 2018