17.11.2018
PL EN
10.09.2018 aktualizacja 10.09.2018

Opowieść o polskim kosmonaucie

Źródło: Wydawnictwo Agora Źródło: Wydawnictwo Agora

Mirosław Hermaszewski jest postacią kontrowersyjną, ale i poniekąd dzisiaj zapomnianą. Jak to się w ogóle stało, że w kosmos poleciał Polak? Opowiada o tym nowa książka reporterów Dariusza Kortki i Marcina Pietraszewskiego.

A teraz: niech każda osoba urodzona po 1978 roku zastanowi się: co właściwie wie o pierwszym (i jak dotąd jedynym) Polaku w kosmosie? Skojarzy zapewne, że Mirosław Hermaszewski jest kontrowersyjny - przypomni np. że w stanie wojennym był członkiem WRON-u. Ale co z samym lotem? Jak do niego doszło? Kto jeszcze z Hermaszewskim leciał? Co robili na orbicie? O ile ktoś nie jest pasjonatem tematyki kosmicznej, to raczej niewiele będzie w stanie na te tematy powiedzieć.

Po części sytuacja ta jest wynikiem tajemnicy otaczającej radziecki program kosmiczny, w którym informacje zawsze były bardzo ściśle kontrolowane - przykładowo, o kosmicznej przygodzie Jurija Gagarina świat usłyszał dopiero jak Gagarin już bezpiecznie powrócił na Ziemię. Po trochu będzie ona rezultatem tego, że Hermaszewskiego nie dało się długo kreować na narodowego bohatera bez skazy, jak Gagarina. (Loty w kosmos były zresztą dość abstrakcyjną rzeczą w kraju, w którym dawało się już zaobserwować pierwsze oznaki kryzysu gospodarczego.)

Niepostrzeżenie, w tym roku minęła 40 rocznica lotu Polaka. Przy tej właśnie okazji tematem tym postanowiła zająć się dwójka znanych reportażystów, Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski.

"Chcieliśmy napisać o tej historii, gdyż jest ona dość nam bliska - to historia z naszej młodości" - opowiada w rozmowie z PAP Dariusz Kortko. "Ale wtedy była to historia opowiedziana z jednej strony. Teraz, kiedy sami jesteśmy reporterami, pomyśleliśmy, że fajnie byłoby wrócić do tej historii i opowiedzieć ją od nowa, czyli troszkę pełniej, nie tylko z punktu widzenia propagandy ówczesnej, ale dowiedzieć się, jak naprawdę było: kim byli kandydaci do lotu w kosmos, jakie emocje nimi targały, o czym myśleli" - wylicza.

Co ciekawe, początek historii lotu Polaka w kosmos ma miejsce w... Stanach Zjednoczonych. Wszystko to było bowiem elementem rywalizacji mocarstw: radziecki program Interkosmos stanowił reakcję na działanie Stanów Zjednoczonych, które na początku lat 70. ogłosiły, że będą wysyłać w kosmos astronautów z zaprzyjaźnionych krajów kapitalistycznych. ZSRR nie mogło być gorsze - i tak właśnie otworzyła się dla Polaka droga w kosmos.

Tej drodze poświęcona jest większość książki. Podążamy za bohaterami od pierwszego, tajemniczo brzmiącego rozkazu: każda jednostka wojsk lotniczych ma wytypować swoich najlepszych pilotów i niezwłocznie wysłać ich na badania do Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie. Rzecz jasna - jak później dowiedzieli się wybrańcy - chodziło o selekcję kandydatów do lotu na orbitę. Temu coraz bardziej zmniejszającemu się gronu towarzyszymy na wszystkich etapach podróży: przez kolejne testy, wizyty w podmoskiewskim Gwiezdnym Miasteczku, aż po wybór ostatecznej dwójki kandydatów: majora Mirosława Hermaszewskiego i podpułkownika Zenona Jankowskiego.

Spore fragmenty książki poświęcone są relacji Hermaszewskiego i Jankowskiego - choć bowiem do samego końca odbywali oni szkolenie wspólnie, to w kosmos mógł polecieć tylko jeden z nich. Trudno, żeby taka sytuacja nie pozostawiła śladu. "Jankowski ma poczucie, że ta rywalizacja nie była do końca uczciwa i że on tak naprawdę od samego początku był na straconej pozycji, że Hermaszewski był faworyzowany" - opowiada Marcin Pietraszewski.

Czy tak było? "Kiedy gra toczy się o tak wysoką stawkę, po prostu pojawia się też potrzeba racjonalizacji: dlaczego ja przegrałem, a dlaczego tamten wygrał?" - mówi Kortko. "Tymczasem oni byli naprawdę przygotowani tak samo. Mieli te same testy, pozdawali te same egzaminy, mieli taką samą wiedzę - a nawet Jankowski był pod względem fizycznym lepszym kandydatem do lotu w kosmos, bo był niższy" - dodaje. O to, co zadecydowało o wyborze Hermaszewskiego, reporterzy pytali gen. Piotra Klimuka, dowódcę misji Polaka. "Mówił, że tak naprawdę poszło o ogólne wrażenie, czyli coś, co jest bardzo ulotne i niemierzalne. Hermaszewski miał być bardziej otwarty, a Jankowski - bardziej wycofany" - stwierdza Kortko.

Jak jednak pokazać, co dokładnie składa się na to ulotne wrażenie? W wielu miejscach książki Hermaszewski zestawiany jest z pierwszym człowiekiem w kosmosie - czyli Jurijem Gagarinem. "Chodziło o to, żeby pokazać wzór kosmonauty" - tłumaczy Kortko. Radzieccy zdobywcy kosmosu zdecydowanie różnili się bowiem od używających życia astronautów z USA. "Gagarin przedstawiany był jako wzór człowieka radzieckiego: reprezentant narodu musi zachowywać się przyzwoicie i skromnie, podkreślając wspólną pracę, wspólnotę. Zestawiając Hermaszewskiego z Gagarinem chcieliśmy pokazać, że być może został wybrany dlatego, że charakterem był bardziej zbliżony do tego wzorca" - opowiada.

Hermaszewskiemu nie udało się jednak pozostać przez dłuższy czas bohaterem zbiorowej świadomości. "Przygotowano i znaczki, i plakaty, książki, programy naukowe i ten festiwal popularności trwał parę miesięcy, ale zakończył się w październiku, bo okazało się, że Polak został papieżem - i Polacy mieli nowego bohatera i nową ikonę" - wspomina Kortko.

Postać polskiego kosmonauty warto sobie jednak przypomnieć - choćby tylko dlatego, że nieprędko doczekamy się kolejnego rodaka (bądź rodaczki) w kosmosie. ("Nie za naszego życia" - to prognoza Dariusza Kortki.) Jak by do tego mogło dojść? Jakie przeszkody stoją przed ludźmi, którzy mieliby lecieć - jak ostatnio coraz częściej się wspomina - na Marsa? Temu w dużej mierze poświęcona jest końcówka książki - poprzez rozmowy z ekspertami szkicowany jest obraz trudności (przede wszystkim psychicznych), na które napotkałaby taka teoretyczna misja. Lektura ta nie jest może nazbyt optymistyczna - ale z całą pewnością bardzo ciekawa.

Książka "Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos" ukazała się pod koniec sierpnia nakładem wydawnictwa Agora.

PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka

kflo/ ekr/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2018