18.11.2018
PL EN
22.10.2018 aktualizacja 22.10.2018

"Dom pod biegunem" - codzienność polarników w kapciach i od kuchni

I szara codzienność na krańcach świata wygląda ciekawie! Życie polskich polarników opisują w swojej książce "Dom pod biegunem" Dagmara Bożek-Andryszczak i Piotr Andryszczak. Małżeństwo cały rok spędziło na polskiej stacji polarnej Hornsund, a potem - na Polskiej Stacji Antarktycznej.

"Dom pod biegunem. Gorączka (ant)arktyczna" to książka podróżnicza, w której nie chodzi o przerzucanie się przygodami zapierającymi dech w piersiach, anegdotami, przy których płacze się ze śmiechu czy ciekawostkami przyrodniczymi, które nie mieszczą się w głowie. Dagmara Bożek-Andryszczak razem z mężem Piotrem postawili przed sobą nieco inne zadanie: pokazać jak wygląda codzienność na polskich polarnych stacjach badawczych.

Wyobraź sobie, że musisz spędzić cały rok w towarzystwie tej samej grupy osób. Mieszkać w tym samym domu, spotykać się z nimi przy śniadaniach, obiadach i kolacjach. Spędzać z nimi swoje urodziny, weekendy, Tłusty Czwartek, Walentynki, Sylwestra... Przez wiele miesięcy widzisz te osoby i tylko je... Resztę swoich bliskich widujesz tylko przez Skype`a. Straszne? No to nie nadajesz się na polarnika.

Jednak Dagmara i Piotrek z pewnością na polarników się nadają. Nie mieli większych oporów: rzucili wszystko i pojechali... no może nie w Bieszczady, ale na roczną wyprawę na Polską Stację Polarną Hornsund. A potem wrócili do Polski, ułożyli sobie życie na nowo, po czym... znowu rzucili wszystko i pojechali na Polską Stację Arktyczną im. H. Arctowskiego.

I zrobili to nie dlatego, że są badaczami zafascynowanymi materiałem badawczym, jaki w rejonach polarnych można znaleźć. Żadne z nich nie prowadziło na polskich stacjach polarnych swoich badań, a jedynie pomagało polarnikom realizować badania. Autorzy po prostu chyba odczuli, że w zimowaniu na krańcach świata musi być coś pociągającego.

Takie staromodne życie w swoim małym "stadzie" jest bardzo ciekawym tematem na książkę. Dynamika relacji w grupie, radzenie sobie z samotnością i z nadmiarem towarzystwa, wspólne pichcenie sobie obiadków... Tego - zwłaszcza w życiu w dużym mieście - nie ma na co dzień za dużo.

Mnie było przyjemnie zanurzyć się w świecie, gdzie nie ma deadline`ów, nikomu się nie spieszy, a życie toczy się spokojnym rytmem - i to niekoniecznie wyznaczanym wschodami i zachodami Słońca.

Czytając tę książkę - i oglądając z niej zdjęcia - czułam się, jakbym była przez rok w schronisku w Bieszczadach. A potem przez rok w drugim. Oczywiście w Bieszczadach nie ma - jak na Arktyce - zapierających dech w piersiach zorzy. Ani niedźwiedzi polarnych, które zaglądają do chaty. Nie ma też - jak na Antarktydzie - popierdujących słoni morskich. Ale od porównań z Bieszczadzkimi schroniskami nie mogłam się uwolnić... Może to ten wystrój wnętrz na polskich stacjach polarnych... Może podobny typ ludzi, których się w Bieszczadach spotyka... Może to przez ograniczone zasoby - dostęp do wody czy żywności... Może to przez to, że spędza się z obcymi początkowo ludźmi dłuższy czas...

Jako dziennikarce naukowej jednak trochę szkoda mi było, że autorzy nie poświęcili za dużo miejsca badaniom naukowym prowadzonym na stacjach polarnych. Dobrze by było wynieść z lektury trochę wiedzy, po co w ogóle polskie instytuty badawcze w ogóle wysyłają polarników na całoroczny pobyt w ekstremalnych warunkach.

"Dom pod biegunem. Gorączka (ant)arktyczna" Dagmary Bożek-Andryszczak i Piotra Andryszczaka ukazała się nakładem wydawnictwa Bezdroża. Ebook i audiobook dostępny jest na stronie internetowej księgarni ebookpoint.pl

Ludwika Tomala

lt/ ekr/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2018