18.01.2019
PL EN
29.12.2018 aktualizacja 29.12.2018

Kosmiczne zachwyty nad pięknem Wszechświata

Jak mogło wyglądać laboratorium jaskiniowca, jakie kolory ma Wszechświat, jak upiornie gorący był on tuż po Wielkim Wybuchu... kwestie takie i wiele innych porusza w swoim zbiorze esejów "Kosmiczne zachwyty" astrofizyk, popularyzator nauki Neil deGrasse Tyson.

Książka to zbiór esejów publikowanych przez Neila deGrasse Tysona w magazynie "Natural History" w latach 1995 - 2005 w kolumnie "Universe". To lista przebojów tej kolumny, zbiór zgrabnych opowieści o kosmosie i historii jego badań. Wprawdzie od 2005 roku minął szmat czasu, ale książka zawiera modyfikacje i przypisy uwzględniające wydarzenia, które miały miejsce od tamtej pory, np. o losach sondy Rosetta.

Nie jest to książka do czytania jednym tchem, od deski do deski, a raczej do powolnego sączenia rozdziałów, wracania do nich po jakimś czasie. Nie czytałam jej może z wypiekami na twarzy, co zdarza się przecież nie tylko w przypadku beletrystyki, ale również książek popularnonaukowych. Muszę jednak przyznać, że podoba mi się sposób, w jaki Tyson pisze o kosmosie i podchodzi do nauki: z humorem, lekko, przystępnie, bez zadęcia.

Neil deGrasse Tyson pisze w przedmowie: "nieustannie przyświecającym mi celem jest próba wyjaśnienia funkcjonowania Wszechświata, co znacznie wykracza poza relacjonowanie suchych faktów". To jest w jego książce odczuwalne. Tyson wie, jak mówić o kosmosie, aby być zrozumianym; jak pisać o skomplikowanych zjawiskach i zagadnieniach. Astronomiczne określenia, które w opisach niektórych innych autorów brzmią zagadkowo, u niego wydają się przejrzyste.

Nie ma się jednak co dziwić, dla Tysona popularyzacja to bułka z masłem. Jest nie tylko astrofizykiem, ale też autorem książek i publikacji o tematyce astrofizycznej, edukacyjnych programów telewizyjnych, serialu popularnonaukowego, audycji radiowych. Od jego nazwiska pochodzi nazwa planetoidy (13123) Tyson. Pojawił się też w filmie Zoolander 2, co potwierdza, że świat popkultury nie jest mu obcy. Wie jak przemówić do tzw. przeciętnego odbiorcy, by być zrozumianym.

O czym więc pisze Tyson? Bardzo podoba mi się początek książki, w którym pokazuje, jak aroganccy wobec samej nauki, pewni swojej wiedzy i siebie potrafili być naukowcy w odleglejszych nam czasach. Dziś czytamy o tym na przemian z uśmiechem i niedowierzaniem. Opisuje m.in. w jaki sposób, dzięki jakim instrumentom poznawaliśmy i poznajemy Wszechświat; uświadamia nam, jak niewystarczające do tego celu są nasze zmysły; pisze o temperaturze i kolorach Wszechświata; kometach i asteroidach, które nazywa "tułaczami Układu Słonecznego".

Jest więc to lektura, która pozwoli poszerzyć wiedzę tym, którzy o kosmosie już co nieco wiedzą, ale śmiało mogą sięgać po nią czytelnicy, których wiedza w tej dziedzinie jest nikła. Na pewno nie utkną w podawanych w niej informacjach.

Ukazała się nakładem Wydawnictwa Insignis.

Ewelina Krajczyńska

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019