24.03.2019
PL EN
30.12.2018 aktualizacja 30.12.2018

Sylwester dobry, byle nie huczny

Fotolia Fotolia

Sylwester tuż tuż. Część miast zrezygnowała z centralnych pokazów sztucznych ogni, ale mieszkańcy wielu gmin i tak, głównie prywatnie, będą strzelać na potęgę. Choć coraz częściej mówi się o tym w kontekście stresu zwierząt domowych - są dowody, że huczne świętowanie to piekło również dla dzikich zwierząt.

Ma być jasno, głośno i z przytupem - wszak nadciąga Nowy Rok. Pomogą fajerwerki - stary, sprawdzony sposób na wiele świąt. Nie ma wystrzałów - nie ma zabawy! A jednak coraz częściej pojawia się również refleksja, i to nie tylko wśród rodziców niemowląt czy osób panicznie reagujących na huk. Widzimy przestraszone zwierzęta domowe. Skulone psy, zdziwione koty, a nawet króliki i świnki morskie, przebudzone w środku nocy - dla nich wszak jednej z wielu, niezbyt różniącej się od innych. Przynajmniej według kalendarza biologicznego. Jednak domowi pupile i tak mają przewagę: obserwują ludzkie krzątanie się, wyczuwają w powietrzu napięcie... dostają sygnały, że sylwestrowa noc będzie inna. Tak, cięższa, ale w razie problemów mogą liczyć na przytulenie przez troskliwych właścicieli czy nawet pomoc wykwalifikowanych służb weterynaryjnych. W Wielkiej Brytanii i Szwecji planowane są nawet specjalne dyżury kliniczne po to, by pomagać wystraszonym zwierzakom.

Czy o wpływie sylwestrowych fajerwerków na dzikie zwierzęta można opowiedzieć używając twardych, naukowych argumentów? Wszak naukowcy lubią powtarzalne badania, eksperymenty... A tym razem nie dość, że chodzi o badania, które można przeprowadzić jedynie raz na rok, to dodatkowo uczeni to również ludzie. Też chcą odpocząć i czasem się zabawić.

Różne badania dotyczące hałasu i sztucznego światła nasuwały jedną myśl - że duże natężenie obu tych czynników musi wywoływać u zwierząt wielki stres. Koty w amerykańskim centrum rehabilitacyjnym ewidentnie bały się wybuchów, a reakcję fizjologiczną łatwo można było potwierdzić - w ich kale znajdował się podwyższony poziom kortyzolu, hormonu stresu. To dało asumpt do dalszych badań (choć wciąż prowadzonych w warunkach nieco sztucznych) w ogrodzie Zoologicznym w Erfurcie. Badacze z Niemiec przyjrzeli się kilku gatunkom, których reakcja na fajerwerki okazała się bardzo różna. Mary patagońskie – gryzonie podobne do kawii, lepiej znanych pod dawną nazwą świnek morskich, a także gepardy i nosorożce, były nie tylko pobudzone, ale wręcz wykazywały objawy paniki. Słonie lekko się denerwowały, ale już po kilku minutach zdawały się nie przejmować nową sytuacją. Natomiast bizony stanowiły oazy spokoju - to typowe dla spokojnych przeżuwaczy.

Niewiele jest badań wskazujących, jak na zarwaną nockę reagują żyjące na wolności ssaki. Ciekawych konkluzji dostarczają wyniki badań słoni morskich na plażach środkowego Chile. Ewidentnie wystraszyły się one huku petard, dobiegających z pobliskiego stadionu morskiego, po czym uciekły popływać do oceanu.

Jeszcze gorzej huk i światło znoszą ptaki – organizmy w zdecydowanej większości preferujące dzienny tryb życia. Dla nich to przerwanie błogiego snu, olbrzymi stres, panika, a nawet śmierć. Chyba największe zdziwienie, części osób kojarzące się wręcz z Apokalipsą, miało miejsce w amerykańskim stanie Arkansas, gdzie w niewielkim miasteczku Beebe, w masowej reakcji na wystrzały fajerwerków, padło nagle ponad 5 tysięcy epoletników krasnoszkrzydłych. Choć to gatunek liczny, masowa śmierć wywołała panikę wśród mieszkańców i uruchomiła służby medyczne i weterynaryjne. Działania kosztowały setki tysięcy dolarów, a cała sytuacja skłoniła do refleksji. Teraz Sylwestra miejscowi witają w bardziej kulturalny sposób.

Dlaczego ptaki padały masowo? Czy znamy mechanizm, który to spowodował? Przecież nie zginęły z uszkodzeń bębenków słuchowych, oślepienia czy zatrucia dymem. Przyczyna była najczęściej prozaiczna: uderzały w szyby budynków, linie energetyczne, padały pod koła samochodów albo stawały się łatwym łupem kotów. O tragedię nietrudno, gdyż wystraszony ptak słabo widzi i zachowuje się jak lunatyk.

Kilka lat temu doskonałych wyników obrazujących zachowanie ptaków w Sylwestrowe Noce (tak, zgodnie z regułami sztuki zrobiono trzykrotne powtórzenie) dostarczył zespół badaczy z Holandii. W tym celu wykorzystano radary meteorologiczne. Normalnie służące do obserwacji deszczu, śniegu czy gradu, tym razem posłużyły do monitorowania mas przemieszczających się ptaków. Zaraz po wybuchach fajerwerków śpiące ptaki masowo się budziły i rozpoczynały przemieszczenia, nawet na odległość 40 kilometrów. Tam czasem witały je kolejne wystrzały i rodziła się prawdziwa panika. Dotyczyło to krukowatych, mew, kaczek i gęsi, prawdopodobnie też kilku mniejszych gatunków, choć ich ruchu nie udało się odnotować metodą radarową. Spłoszone ptaki nie tylko wydawały głośne dźwięki, masowo defekowały zanieczyszczając infrastrukturę, ale też stanowiły zagrożenie dla ruchu lotniczego.

Pozostaje pytanie o alternatywę dla fajerwerków, bo same zakazy ich używania nie stłumią ludzkich pragnień: celebracji świąt i radości płynącej z ognia. Rynek wymyśla rozwiązania alternatywne, tak jak wcześniej wyprodukował hałaśliwe fajerwerki. To, czego dziś potrzeba, to refleksja nad sensem wielkich seansów światła i dźwięku. Te trwają bowiem zaledwie kilka chwil i szybko się kończą. Pozostaje po nich skażone powietrze i śmieci, tony śmieci. Niebezpieczne dla ludzi i zwierząt.

Piotr Tryjanowski (Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu)

Copyright © Fundacja PAP 2019