19.03.2019
PL EN
08.03.2019 aktualizacja 08.03.2019

Morris: śmierć w kardiochirurgii jest dziś rzadkością, jest to wręcz szokujące

Kardiochirurgia jest dziś bezpieczniejsza niż kiedykolwiek, wiele operacji stało się rutynowymi zabiegami, śmierć jest dziś rzadkością i właśnie dlatego powoduje szok – twierdzi Thomas Morris w książce „Sprawy sercowe. Historia serca w jedenastu operacjach”.

Najbardziej pamiętamy operację przeszczepu serca, którą w Republice Południowej Afryki w 1967 r. po raz pierwszy na świecie wykonał Christiaan Barnard. Albo docelowe wszczepienie, czyli do końca życia chorego, pierwszego sztucznego serca w grudniu 1982 r. Umierający Barney Clark żył z nim przed ponad trzy miesiące. Jak powiedział do żony po operacji: „Chociaż mam sztuczne serca, to nadal cię kocham”.

Jednak kardiochirurgia to przede wszystkim operacje zastawek serca i tętników aorty, skomplikowane zabiegi naprawy wad wrodzonych serca, takich jak tzw. jednokomorowe serca (hipoplazja lewego serca). Te zabiegi stały się rutynowe. Dzięki nim pacjenci żyją wiele lat, choć dawniej umierali, a zanim do tego doszło, cierpieli z powodu postępującej niewydolności serca. Nie mogli złapać oddechu siedząc w fotelu.

Dziennikarz BBC Thomas Morris w książce „Sprawy sercowe. Historia serca w jedenastu operacjach” opowiada dzieje kardiochirurgii, przypominając najbardziej przełomowe operacje oraz najsłynniejszych kardiochirurgów, którzy zrewolucjonizowali tę dziedzinę, choć jeszcze w XIX w. dość powszechne było przekonanie, że serca nie można nawet dotknąć, tym bardziej skalpelem, bo przestanie pracować.

„Wydarzenia tak porywająco opisane w tej książce stymulowały mnie kiedyś do poświęcenia się kardiochirurgii” – wspomina prof. Andrzej Bochenek, jeden z najbardziej znanych polskich kardiochirurgów, uczeń prof. Zbigniewa Religii. „Dzisiaj – pomimo całego stresu, jaki towarzyszy tej pracy – nie żałuję swojego wyboru” – dodaje.

Jedną z tych operacji jest z pewnością pierwszy w historii kardiochirurgii zabieg serca, jaki wykonał frankfurcki lekarz Ludwig Rehn w 1896 r., czyli przed ponad 120 laty, choć w tamtych czasach z powodzeniem operowano inne narządy. Rehn zdecydował się ratować byłego weterana wojennego dźgniętego nożem w serce. Przywieziono go do szpitala całego we krwi i uznano za umierającego, któremu nic już nie może pomóc.

Niemiecki chirurg przepiłował jedno żebro pacjenta i dostał się do osierdzia, a potem do samego serca operując między żebrami, nie rozcinając mostka, tak jak to robią często współcześni kardiochirurdzy (choć niektórzy również operują między żebrami). A potem na bijącym sercu zszył rozcięty nożem mięsień sercowy.

Dziś takie operację wykonywane są rutynowo, a pacjenci, jeśli tylko na czas zostaną dowiezieni do szpitala, odzyskują zdrowie. Jak rosyjski pływak Aleksander Popow, który w 1997 r. wrócił do pływania po tym, jak sprzedawca arbuzów ogromnym nożem na pół rozciął mu na ulicy w Moskwie żołądek, uszkodził płuca i przeciął mięsień sercowy. Został jednak w porę zoperowany, pozostała mu jedynie 20-centymetrowa blizna na brzuchu.

Morris pisze, że jeszcze w latach sześćdziesiątych XX w. kardiochirurdzy mieli rangę półbogów, jednak dziś mistyczna aura, jaka otaczała tę profesję to już przeszłość, a kardiochirurdzy z małymi wyjątkami zstąpili z piedestału.

Nie znaczy to jednak, że nie dokonują już rzeczy wielkich. Mogą się pochwalić znacznie większymi osiągnięciami niż ich poprzednicy. Zmieniło się głównie to, że medycyna i chirurgia stały się profesją o wysokim stopniu perfekcyjności, otoczoną skomplikowanymi aparatami. Wyniki zabiegów nie zależą jedynie o utalentowanego chirurga, lecz od całego zespołu operującego: anestezjologa, instrumentariuszek, radiologów i kardiologów.

Konkurencją dla klasycznej kardiochirurgii stały się operacje mało inwazyjne. Niektóre zastawki serca można wymieniać bez potrzeby rozcinania klatki piersiowej, nie trzeba nawet operować między żebrami na bijącym sercu. Wystarczy metodą TAVI wsunąć cewnik w pachwinę pacjenta i przez tętnice udową oraz aortę można dostać się do zużytej zastawki aortalnej, a potem w jej miejsce wstawić nową.

Nie ma pewności, w jakim kierunku podąży kardiochirurga. Wszczepiane są już sztuczne serca, które w całości można umieścić w klatce piersiowej chorego. Prowadzące są również próby wyhodowania mięśnia sercowego za pomocą drukarki 3D. Mówi się o nanochirurgii, polegającej na tym, że do naprawienia serca oraz tętnic wieńcowych mają być wykorzystywać mikroskopijne roboty.

„Większość kardiochirurgów wstrzymuje się przed zgadywaniem, który z tych scenariuszy (jeśli którykolwiek) jest najbardziej prawdopodobny” – stwierdza Thomas Morris. Jak na razie większość prognoz się nie sprawdziła. A najbardziej ta, że nawet niewielka rana w sercu to śmierć dla pacjenta. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

zbw/ agt/
 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019