17.08.2019
PL EN
04.04.2019 aktualizacja 04.04.2019

Rodzenie królików przez ludzi? - w XVIII w. to było możliwe!

Wielu XVIII-wiecznych naukowców uwierzyło, że Angielka Mary Toft urodziła w 1726 r. nie dzieci a króliki. To jeden z wielu przykładów w książce "Nowe życie" autorstwa Edwarda Dolnicka, które dowodzą, że jeszcze kilkaset lat temu nauka zaledwie zaczęła poznawać zagadki powstawania życia.

Co ciekawe, nauka w rozwikłaniu tej zagadki niewiele posunęła się 100 lat później, aż do poł. XIX w. Wówczas zrezygnowany lekarz i uczony Peter Roget pisał, że tajemnica tego, skąd się biorą dzieci "przewyższa szczytowe możliwości ludzkiego zrozumienia", a nauka nie może udzielić "najmniejszej wskazówki" do rozwikłania "tej mrocznej i beznadziejnej enigmy."

Naukowiec Oscar Hertwig zaobserwował połączenie się spermy i jaja dopiero w 1875 r. Stało się to w dość malowniczym otoczeniu nadmorskiego laboratorium w Neapolu we Włoszech. Zatem ostateczne zrozumienie tego, jak powstaje nowe życie - zauważa autor - miało miejsce "zdumiewająco niedawno". Trudno się z nim nie zgodzić.

Ale temat pochodzenia dzieci frapował ludzi od tysiącleci. Od kiedy dokładnie? Odpowiedzi na to pytanie nie poznamy chyba nigdy. W każdym razie takie pytania jak: skąd pochodzimy? Jak zaczyna się życie? Dlaczego czasem rodzą się bliźniaki czy dlaczego dzieci są podobne do rodziców? Takie pytania zaprzątały głowy naszych przodków.

Co prawda najczęściej zdawano sobie sprawę z tego, że istnieje związek między odbytym stosunkiem płciowym a pojawieniem się dziecka, ale jednak mechanizm powstania nowego życia był zagadką. Chociaż i to nie zawsze było takie oczywiste. Dolnick przytacza poglądy mieszkańców Wysp Triobranda (Papua i Nowa Gwinea) zebrane na pocz. XX w. przez polskiego etnologa Bronisława Malinowskiego. Uważali oni, że to kąpiel w morzu powodowała wejście w łono kobiety "ducha dziecka". A seks? Jego rolą miało być jedynie otwarcie waginy, żeby w przyszłości, gdy kobieta będzie się kąpać w morzu, duch dziecka będzie mógł w nią wejść. Dlatego też dziewice nie zachodzą w ciążę - przekonywali Triobrandczycy etnologa.

Dolnick bardzo szeroko opisuje postępy naukowców w próbach rozwikłania zagadki powstania nowego życia, ale skupia się oczywiście na ostatnich kilkuset latach. Wśród rozmaitych teorii na ten temat znalazło się wiele wzajemnie wykluczających się koncepcji. Jedni uważali, że kobiety były jedynie "podglebiem" dla męskiego nasienia, a w nim znajdował się w całości uformowany człowiek, tyle że malutki. Inni - na odwrót - że to w kobiecie był już gotowy płód, a nasienie miało tylko w magiczny sposób spowodować jego przyrost. Co ciekawe, gdy początkowo badacze obserwowali spermę pod mikroskopem i dostrzegli w niej tysiące plemników, to uważali je raczej za pasożyty, a nie za bardzo istotny element powstania nowego życia. Taki pogląd miał na przykład sam Newton - wskazuje Dolnick.

A skoro ustalenie podstawowych informacji w kwestii ciąży było tak trudno, to nie dziwi, że nawet poważni naukowcy wierzyli w to, że kobiety mogą urodzić nie tylko ludzi, ale i króliki - do czego przekonała ich XVIII-wieczna oszustka. Mary Toft zdawała sobie sprawę z tego, że powszechna była teoria "matczynego wrażenia". O co w niej chodziło? Opowiedziała, że będąc w piątym miesiącu ciąży wyrywała na polu chwasty, gdy napotkała królika. To wydarzenie powtórzyło się kilka dni z rzędu. W końcu nie mogła przestać o nim myśleć, owładnęła nią obsesja na punkcie zwierzęcia. Jej konsekwencją było narodzenie po kilku miesiącach... królika! "Według niej ta nieustanna tęsknota najwyraźniej ukształtowała niemowlę w jej łonie" - opisuje Dolnick. Okazało się, że oszustka upychała przed "narodzinami" do swojej pochwy resztki zwierząt, które potem w towarzystwie świadków w bólach "rodziła". Najbardziej frapujące jest jednak to, że w jej historię uwierzyli bardzo wówczas wykształcenia ludzie.

Pod koniec XVIII w. jeden ze zrezygnowanych badaczy stworzył listę obalonych teorii dotyczących tego, skąd się biorą dzieci. Naliczył ich ponad 260! W kolejnych latach powstawały kolejne. Mimo że często prowadziły na manowce, to - jak zauważa Dolnick - gdyby nie wcześniejsze dociekania i badania, nigdy nie poznalibyśmy prawidłowej odpowiedzi. "Potrzeba tysiąca ludzi, aby wynaleźć telegraf, silnik parowy, fonograf, telefon lub jakąkolwiek inną ważną rzecz - a potem ostatni z nich zbiera wszystkie zaszczyty, a o całej reszcie zapominamy" - w taki sposób, cytując Marka Twaina, autor rozpoczyna finalną część książki, która w istocie jest hołdem dla tych wielu zapomnianych.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Szymon Zdziebłowski

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019