14.11.2019
PL EN
15.04.2019 aktualizacja 15.04.2019

Eksperci: odczulanie to jedyna metoda, która może wyleczyć z alergii

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Zastosowanie immunoterapii alergenowej, powszechnie określanej jako odczulanie, jest jedyną metodą, która może wyleczyć pacjenta z alergii – przypominają eksperci.

Podkreślają zarazem, że jest to terapia nie tylko skuteczna i bezpieczna, ale też opłacalna pod względem ekonomicznym, gdyż pozwala ograniczyć ogromne koszty leczenia alergii oraz utraty produktywności osób, które cierpią na te choroby.

„Immunoterapia alergenowa może nie tylko złagodzić uciążliwe objawy alergii, ale też – jeżeli jest odpowiednio wcześnie zastosowana - zahamować naturalny rozwój chorób alergicznych z łagodniejszych, jak np. alergiczny nieżyt nosa, w kierunku ciężkich, które w pewnych przypadkach mogą nawet zagrażać życiu, jak astma oskrzelowa” – powiedział PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Podkreślił, że jest to jedyna metoda, która może doprowadzić do całkowitego wyleczenia pacjenta z alergii - w przypadku alergii na jad owadów żądlących wyleczenie uzyskuje się u ok. 90 proc. chorych.

Prof. Ioana Agache, prezydent Europejskiej Akademii Alergii i Immunologii Klinicznej (European Academy of Allergy and Clinical Immunology - EAACI), wyjaśniła w rozmowie z PAP, że zadaniem immunoterapii alergenowej jest nauczenie układu odpornościowego tolerancji na alergen, na który pacjent jest uczulony i który wywołuje u niego objawy choroby alergicznej.

„W tej metodzie stosujemy naturalne ekstrakty alergenów. Podajemy je podskórnie, tj. w postaci iniekcji lub podjęzykowo” – powiedziała specjalistka. Jak dodała, ponieważ jest to proces uczenia się, muszą być spełnione dwa warunki: konieczne jest powtarzanie oraz czas, by utrwalić, to czego układ odpornościowy się nauczył. „Dlatego dawki szczepionki alergenowej musimy pacjentowi podawać regularnie i musimy to robić minimum przez trzy lata, gdyż z badań wynika, że krótsze stosowanie immunoterapii nie daje długotrwałych efektów” – wyjaśniła prof. Agache.

Zaznaczyła, że zarówno podskórne, jak i podjęzykowe podawanie alergenu jest skuteczne i bezpieczne. Immunoterapię podjęzykową można stosować w domu, ale trzeba to robić każdego dnia. Z kolei szczepionki podskórne podaje się raz na miesiąc i wtedy trzeba to robić u specjalisty, ponieważ istnieje, choć bardzo małe, ryzyko wystąpienia reakcji anafilaktycznej i pacjent przez pewien czas po podaniu dawki musi być pod obserwacją.

„Obie te metody są efektywne w podobnym stopniu. Jednak to, jaką metodę wybierzemy zależy w dużym stopniu od preferencji pacjenta - od jego osobowości, tego, jak dużą ilością czasu dysponuje. Jeśli ktoś jest zdyscyplinowany i dokładny, to może stosować szczepionki podjęzykowe, ale niektórzy wolą pojechać raz w miesiącu na zastrzyk, a potem nie pamiętać codziennie o stosowaniu terapii” – tłumaczyła prof. Agache. Dodała, że w trakcie terapii można przejść z jednej formy immunoterapii alergenowej na drugą.

Prof. Jutel przypomniał, że niektóre szczepionki alergenowe mają postać wyłącznie podskórną. Tak jest w przypadku alergii na jad owadów żądlących – pszczół, os, trzmieli.

Specjalista podkreślił, że zastosowanie immunoterapii alergenowej musi poprzedzać bardzo szczegółowa diagnostyka. Na podstawie wywiadu lekarskiego i badania klinicznego alergolog musi ocenić, czy u pacjenta występują objawy charakterystyczne dla choroby alergicznej. „Dokładny wywiad lekarski wykonany przez specjalistę jest ważniejszy niż wykonanie testu za 2-3 tys. złotych” – ocenił alergolog.

Następnie, jeśli lekarz uzna że to konieczne, wykonuje się testy alergiczne. „Trzeba zaznaczyć, że odczulanie nie jest metodą dla wszystkich osób z alergią. Stosujemy ją wyłącznie u chorych, u których testy wykażą, że reakcja alergiczna jest zależna od przeciwciał IgE” – powiedział prof. Jutel. Przeciwciała IgE po rozpoznaniu alergenu aktywują komórki odpornościowe, które wydzielają substancje odpowiedzialne za wystąpienie objawów reakcji alergicznej.

„U pacjentów, u których reakcja nadwrażliwości na jakiś czynnik ma inne podłoże, nie ma sensu stosować immunoterapii” – zaznaczył alergolog.

Zwykle zaleca się wykonanie testów skórnych, tzw. testów punktowych (z j. ang. prick test). „Nie dysponujemy bardzo szeroką gamą alergenów do tego typu testów. Zresztą, ze względów technicznych trudno jest wykonać u pacjenta test z liczbą alergenów większą niż 15-20. Dlatego, gdy mamy jakieś wątpliwości co do wyników testów skórnych, coraz częściej oceniamy w surowicy krwi stężenie przeciwciał IgE swoistych dla danych alergenów” – powiedział prof. Jutel.

Podkreślił, że testów tego rodzaju jest bardzo dużo, dlatego najlepiej, aby lekarz, który je zleca zwrócił uwagę pacjenta na to, które są najbardziej wiarygodne i w którym laboratorium je wykonać.

„Poza tym, pacjenci nie powinni sami oceniać wyników testów alergicznych bez konsultacji z lekarzem specjalistą. To on powinien ostatecznie ocenić, czy wynik laboratoryjny przekłada się u pacjenta na objawy kliniczne charakterystyczne dla alergii i czy to wymaga leczenia” – zaznaczył prof. Jutel.

Eksperci przypomnieli, że odczulanie stosuje się u pacjentów z alergią na jad owadów żądlących (u osób, które miały ciężką reakcję anafilaktyczną na jad tych owadów, jest to leczenie z wyboru), na pyłki drzew, traw i chwastów czy roztocze kurzu domowego. Alergolodzy stosują również odczulanie w przypadku alergii na sierść kota, psa, konia, na pleśnie, ale są trudności z dostępnością tych szczepionek.

„Obecnie nie mamy zarejestrowanych preparatów do odczulania pacjentów z alergiami pokarmowymi, ale na ostatnim zjeździe American Academy of Allergy, Asthma and Immunology, który odbywał się w lutym w San Francisco przedstawiano zaawansowane badanie kliniczne nad doustnymi szczepionkami dla osób uczulonych na orzeszki ziemne” – powiedział prof. Jutel.

Według prof. Agache odczulanie może być prowadzone w każdym wieku. „Ale im wcześniej po diagnozie je zastosujemy, tym lepiej” – podkreśliła specjalistka.

Prof. Jutel przypomniał, że u ok. 30-40 proc. pacjentów poddawanych immunoterapii alergenowej dochodzi do całkowitego ustąpienia objawów i wyleczenia z alergii. Kolejną dużą grupę stanowią chorzy, u których metoda ta prowadzi do znacznej poprawy stanu zdrowia i złagodzenia objawów choroby alergicznej. „U ok. 20 proc. odczulanych osób nie uzyskujemy zadowalających efektów, ale często nie wiemy, czy przyczyną tego było nieprawidłowe zakwalifikowanie ich do leczenia, źle dobrana szczepionka, czy oporność na to leczenie" – wyjaśnił ekspert.

Dodał, że z niektórych długoterminowych badań u dzieci, u których zastosowano trzyletni kurs immunoterapii, jeszcze po kilkunastu, a nawet ponad 20 latach, obserwuje się statystycznie znamienną różnicę, jeśli chodzi o nasilenie chorób alergicznych, w stosunku do dzieci nieodczulanych. U dorosłych efekty te utrzymują się także przez wiele lat, u niektórych przez całe życie, ale czas ten jest inny dla każdego pacjenta.

Alergolog zaznaczył, że – zależnie od decyzji lekarza i woli pacjenta - odczulanie można stosować dłużej niż przez trzy lata, nawet przez całe życie. „Ta terapia nie wiąże się z długotrwałymi działaniami niepożądanymi. Wykorzystujemy w niej naturalne produkty, które nie kumulują się w organizmie” – powiedział.

Podczas debaty pt. „Alergologia – najważniejsze wyzwania”, która odbyła się w Warszawie w marcu, prof. Piotr Kuna, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, ocenił, że immunoterapię warto refundować, gdyż jest to metoda leczenia, która może przynieść oszczędności systemowi ochrony zdrowia. Jej stosowanie prowadzi do obniżenia innych kosztów związanych z chorobami alergicznymi, np. wydatków na leki przeciwalergiczne. Poprawia się też produktywność chorych i spada liczba dni ich nieobecności w pracy.

„Wiemy też, że dzieci odczulane szczepionką antyalergiczną dwa razy rzadziej zapadają na infekcje wirusowe, co redukuje liczbę wizyt lekarskich i absencji rodziców w pracy” – tłumaczył. Dodatkowo leczenie immunoterapią swoistą chorych z alergicznym nieżytem nosa 2,5-krotnie zmniejsza ryzyko rozwoju astmy oskrzelowej, podkreślił prof. Kuna. 

PAP - Nauka w Polsce, Joanna Morga

jjj/ ekr/

Copyright © Fundacja PAP 2019