21.09.2019
PL EN
20.05.2016 aktualizacja 20.05.2016

Posłowie za utworzeniem Jednolitego Systemu Antyplagiatowego

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Za utworzeniem Jednolitego Systemu Antyplagiatowego, który uczelnie będą wykorzystywały do sprawdzania prac dyplomowych, opowiedział się w piątek Sejm. Wprowadzenie systemu zakłada przyjęta nowela ustawy o szkolnictwie wyższym.

Za przyjęciem nowelizacji ustawy - przygotowanej przez grupę posłów PiS - zagłosowało 252 posłów, 72 było przeciw, a wstrzymało się 120.

Zgodnie z obowiązującymi dotąd przepisami uczelnie od roku akademickiego 2015/2016 miały obowiązek sprawdzania prac dyplomowych systemem antyplagiatowym. Wykorzystywały do tego celu różnego rodzaju systemy. Przyjęta przez Sejm ustawa przewiduje, że uczelnie do sprawdzania prac dyplomowych będą korzystały z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego. Obowiązek sprawdzania prac będzie zaś przesunięty o dwa lata, do początku roku akademickiego 2018/2019.

Do tego czasu ma powstać Jednolity System Antyplagiatowy (JSA), współpracujący z ogólnopolskim repozytorium pisemnych prac dyplomowych. Do końca 2018 r. uczelnie będą miały obowiązek przekazania do repozytorium pisemnych prac dyplomowych obronionych po 2009 r. Termin ten - w porównaniu do dotąd obowiązujących przepisów - wydłużono również o dwa lata.

W czasie prac legislacyjnych najwięcej kontrowersji wzbudził zapis ustawy, który opisuje, kto powinien opracować system i administrować nim. Według przyjętych przepisów opracowanie systemu minister nauki zleca nadzorowanemu przez niego instytutowi badawczemu, którego przedmiot działania jest ściśle związany ze świadczeniem usług w zakresie systemów informacyjnych.

Posłowie opozycji zwracali uwagę, że zapis skonstruowano w ten sposób, aby szansę na przygotowanie systemu lub administrowanie nim miał tylko jeden instytut badawczy: Ośrodek Przetwarzania Informacji - PIB. "Trudno jest zrozumieć, dlaczego mamy się ograniczyć do jednego podmiotu, czyli do instytutu badawczego. W żaden sposób nie jest uzasadnione, dlaczego te podmioty, które obecnie pracują na tym rynku i dostarczają podobne oprogramowanie antyplagiatowe, jak również inne uniwersytety, inne instytuty, nie mogą zgłaszać się w formie otwartego przetargu do przygotowania takiego projektu. Koszt takiego rozwiązania szacowany jest na 14 mln zł. Z jednej strony odbieramy szansę na funkcjonowanie na tym rynku wszystkim podmiotom prywatnym, a z drugiej strony uniemożliwiamy im wystartowanie w otwartym przetargu" - mówiła podczas piątkowego posiedzenia Sejmu posłanka klubu Nowoczesna Katarzyna Lubnauer.

Poprawkę Platformy Obywatelskiej, która możliwość przygotowania systemu dawałaby szerokiemu gronu podmiotów zewnętrznych, Sejm w piątek odrzucił.

"Rzeczywiście myśleliśmy, by zrobić szeroko otwarty przetarg" - mówił w środę podczas sejmowej debaty wiceminister nauki Piotr Dardziński, zaznaczając, że z tym wiąże się jednak ryzyko. Podkreślił, że przetargi informatyczne długo trwają i najczęściej kończą się porażką. "Chcielibyśmy ten paradygmat zlikwidować" - zadeklarował.

"Jeśli w zasobach państwowych istnieje instytut, który dysponuje kompetencjami, by taki system zbudować, to nie mamy powodu do tego, by poszukiwać innego wykonawcy. Mało tego, ten instytut już dysponuje częścią systemu antyplagiatowego, bo on jest gospodarzem ogólnopolskiego repozytorium" - uzasadnił Dardziński.

Koszt wprowadzenia systemu szacowany jest na 14 mln zł. "Koszt, który proponuje ministerstwo nauki jest radykalnie niższy od kosztów, które są konieczne do ponoszenia w aktualnym systemie funkcjonowania programów antyplagiatowych" - zauważył Dardziński. "Szacunkowo możemy powiedzieć, że rocznie koszt obsługi systemu wynosi ok. 12-15 mln zł. My jednorazowo wydajemy 14 mln zł, ale za to będziemy mieli system, którego utrzymanie będzie kosztowało około 2 mln. Po roku zwróci nam się cały ten system, a w kolejnych latach tylko zyskamy" - argumentował wiceminister.

PAP - Nauka w Polsce

ekr/ mrt/ pz/

Copyright © Fundacja PAP 2019