18.09.2019
PL EN
29.09.2016 aktualizacja 29.09.2016

Broń B: od gniazd pszczół po listy z wąglikiem/XX FN w Warszawie

Czasami zamiast narażać swoich ludzi na niebezpieczeństwa walki z wrogiem, można wysłać do walki inne organizmy. Współczesnym pomysłem na broń biologiczną są listy z przetrwalnikami wąglika. W paleolicie sposób był prostszy - podrzucano do jaskini wroga gniazdo z pszczołami - opowiada Maciej Trzaskowski z Politechniki Warszawskiej.

Już w paleolicie wiedziano, że wrogowi można nieźle dokuczyć podrzucając mu do jaskini gniazdo pszczół. Z czasem sposoby wykorzystania innych organizmów do walki z wrogiem stały się coraz bardziej wysublimowane. Mówił o tym Maciej Trzaskowski - doktorant z Laboratorium Inżynierii Biomedycznej Wydziału Inżynierii Chemicznej Politechniki Warszawskiej podczas wykładu "Broń biologiczna dawniej i dziś - jak sobie z nią radzimy" na Festiwalu Nauki w Warszawie.

Jak opowiadał, w historii zbrojeń sporą rolę odegrało zastosowanie pszczół i owadów kąsających. Np. w murach średniowiecznych zamków niekiedy umieszczano gniazda pszczół. Gdy zamek był oblegany, owady można było wypchnąć na głowy atakujących. Poza tym podczas bitew morskich - nawet do XVII wieku - stosowano katapulty z gniazdami pszczół. Prelegent opowiedział, że poza tym osy i szerszenie stosowane były jeszcze w XX wieku przez armię Wietkongu.

Trzaskowski przyznał jednak, że wykorzystanie owadów w walce nie przez wszystkich traktowane jest jako typowe użycie broni biologicznej. Broń biologiczna to bowiem z definicji zastosowanie patogenów - substancji chorobotwórczych - wirusów, bakterii, toksyn bakteryjnych - jako ładunku w broni masowego rażenia. Stąd wykorzystanie pszczół w walce nie do końca spełnia kryteria użycia broni biologicznej "Owady jednak niekiedy pełnią rolę tzw. wektora - nośnika broni biologicznej - ułatwiają przenoszenie chorób" - zwrócił uwagę prelegent.

Podał przykład już bardziej zgodnego z definicją wykorzystania w działaniach zbrojnych owadów, a mianowicie komarów. "Od starożytności wiedziano, że komary mają coś wspólnego z malarią" - powiedział i uzupełnił, że komary przenoszą pierwotniaka - zarodźca malarii. Podał przykład wojen greckich, w których elementem strategii było zmuszanie wroga, by założył obóz na terenach bagiennych. "Wiadomo było, że po paru tygodniach obozowania na bagnach armia będzie zdziesiątkowana przez malarię" - podsumował. Dodał, że taktykę tę stosowano jeszcze za czasów amerykańskiej wojny secesyjnej.

"W XIV wieku doszło do spektakularnego zastosowania broni biologicznej, gdy Mongołowie oblegali Kaffę na Półwyspie Krymskim. Oblężenie się nie powiodło, bo w obozie Mongołów wybuchła dżuma" - opowiedział. Dziś wiadomo, że chorobę tę wywołuje bakteria, którą przenoszą np. pchły. Oblegający, zanim się wycofali, przerzucili za mury na katapultach zwłoki poległych na dżumę. "Na ubraniach zmarłych znajdowała się najprawdopodobniej na tyle duża liczba pcheł, że zdołały w mieście wywołać epidemię dżumy" - skomentował Trzaskowski. Dodał, że Kaffa była miastem nadmorskim. Kupcy uciekając z zadżumionego miasta nieopatrznie zabierali ze sobą zarażone pchły lub też szczury i - wraz z nimi rozwozili chorobę po całej Europie. A to - jak poinformował - skutkowało wybuchem czarnej śmierci w XIV wieku, która pochłonęła życia 1/4 mieszkańców Europy - 25 mln ofiar. "Nie było to świadome użycie broni biologicznej, ale można powiedzieć, że to rekord świata, jeśli chodzi o liczbę ofiar jednej operacji zbrojnej" - powiedział Trzaskowski.

Prelegent dodał, że największym zagrożeniem związanym ze stosowaniem broni B jest wybuch epidemii. Żeby ona wybuchła, potrzebny jest nie tylko czynnik chorobotwórczy, ale i to, na co on trafi - kluczowe jest skupisko ludzi, słabe warunki sanitarne i obniżona odporność.

Powiedział, że z użyciem broni biologicznej na dużą skalę eksperymentowali Japończycy podczas wojny chińsko-japońskiej (1937-1945). Jak wyjaśnił badacz z PW, Japończycy hodowali np. pchły zarażone dżumą i rozpylali je nad Chinami za pomocą tzw. cichych bomb, które wybuchały wysoko nad ziemią. "Jeszcze długo po wojnie Chińczycy borykali się z chorobami wywołanymi przez Japończyków" - powiedział Trzaskowski. Jak dodał, badania nad rozprzestrzenianiem się owadów - w kontekście użycia ich jako nośnika chorób - prowadzili również Amerykanie, bazując na doświadczeniach Japończyków.

Rosjanie z kolei pracowali nad bakterią wąglika. "Bakteria jest o tyle niebezpieczna, że nie wymaga nośnika - żadnych owadów. Czynnikiem zakażeń są spory, czyli przetrwalniki bakterii odporne na warunki środowiska. Trzaskowski podał, że w 1979 r. w rosyjskim Swierdłowsku (dziś to Jekaterynburg) miała miejsce awaria - z fabryki broni biologicznej przez niedopatrzenie uwolniły się bakterie wąglika. Zmarło wtedy ponad 60 osób.

W XXI w. ataki przy użyciu wąglika miały miejsce m.in. w 2001 r., kiedy do instytucji w USA wysłano przesyłki zawierające proszek - przetrwalniki wąglika.

Warszawski Festiwal Nauki trwa od 24 września do 2 października. To już 20. edycja jesiennych spotkań z popularyzatorami nauki. W programie znalazło się ponad 500 różnych spotkań. Serwis PAP - Nauka w Polsce jest jednym z patronów medialnych wydarzenia.

PAP - Nauka w Polsce

lt/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019