25.06.2019
PL EN
07.11.2016 aktualizacja 07.11.2016

"Inferno": Herzog szuka ludzkiego odbicia w głębi wulkanów

Szkoda, żeby "Inferno" przeszedł bez echa. To nie jest zwykły film dokumentalny o wulkanach. To dokument Wernera Herzoga. Można być więc pewnym, że kiedy Herzog zagląda w głąb wulkanu, to znajdzie w nim nie tylko lawę, ale i odbicia tych, którzy zaglądają tam razem z nim,

\"Inferno\" (w oryginale \"Into the Inferno\") - również z polskim tłumaczeniem - od końca października dostępny jest w Netfliksie.

To już kolejny film Wernera Herzoga, w którym reżyser opowiada o sprawach dotyczących nauki. W \"Białym diamencie\" przyglądał się szalonemu wynalazcy, który dziwacznym, wymyślonym przez sobie balonem latał nad puszczą amazońską. Z kolei w genialnym \"Grizzly Manie\" Herzog odtwarzał historię przyrodnika zafascynowanego życiem niedźwiedzi. W świetnych \"Spotkaniach na krańcach świata\" reżyser zawędrował na Antarktydę i podglądał życie naukowców-polarników, a w \"Jaskini zapomnianych snów\" przyjechał z kamerą 3D do Jaskini Chauveta, gdzie znajdują się malunki naskalne z czasów paleolitu. W tegorocznym \"Lo i stało się\" reżyser zastanawiał się za to nad tym, jak komputery i sztuczna inteligencja może zmienić nasze życie.

W nowym dokumencie punktem wyjścia stają się wulkany - reżyser, aby je sfilmować jeździ po całym świecie. Zagląda i na Antarktydę, i do Indonezji, i do Etiopii, i na Islandię, a nawet... do Korei Północnej, która, jak się okazuje - zgodziła się na współpracę z brytyjskimi wulkanologami.

W filmie jest sporo informacji o wulkanach i wulkanologii, ale to nie wszystko. Herzog nie jest naukowcem. Interesują go nie tyle same wulkany, co spotkania z ludźmi i ich historie. Często zdarza się więc, że jego opowieść odbiega od głównego wątku i zmienia głównych bohaterów. Herzog nie traci okazji, by sprawdzać, co siedzi w duszach osób, które odnajdują sens życia w przedziwnych pasjach - nieraz silniejszych niż lęk przed śmiercią.

Herzog w swojej pielgrzymce do kolejnych wulkanów spotyka niezwykłe postacie. Jest i wódz wioski, której członkowie żyją u podnóża czynnego wulkanu, jest i mężczyzna, który twierdzi, że rozmawiał z wulkanem, jest i człowiek, który jako jedyny z całego miasta odmawia ewakuacji przed spodziewanym wybuchem wulkanu i zdaje się czekać na śmierć. Jest też historia małżeństwa wulkanologów - Katii i Maurice\\'a Krafftów, którzy są autorami rewelacyjnych nagrań czynnych wulkanów i zginęli przy wybuchu jednego z nich...

Tytuł filmu nie bez powodu kojarzy się z \"Boską Komedią\" Dantego, której piekielna część zatytułowana jest właśnie \"Inferno\". Czerwona lawa i czarne skały wulkaniczne to rzeczywiście iście diaboliczny krajobraz. Przewodnikiem Herzoga po tych niepokojących krajobrazach jest jednak nie Wergiliusz, ale brytyjski wulkanolog Clive Oppenheimer z Cambridge, który jeździ z Herzogiem po całym świecie.

Wulkanolog mówi w pewnym momencie Herzogowi: \"Obawialiśmy się, że będziesz szukał liny, żeby nas opuścić na kilka metrów od jeziora lawy, a ty byłeś zainteresowany, co robimy i dlaczego to robimy\".

Przyjaźń z reżysera z naukowcem zaczęła się podczas realizacji \"Spotkań na krańcach świata\". To tam Oppenheimer wyciągnął od Herzoga, dlaczego fascynują go wulkany. \"Gleba, po której chodzimy nie jest permanentna, nie ma stałości w tym, co robimy, żadnej stałości w ludzkich wysiłkach, w sztuce, nauce. Jest pewna skorupa, która się porusza\" - opowiada mu Herzog.

\"Inferno\" dobrze się ogląda, ale to film czasem może zbyt chaotyczny i nierówny. Herzog jednak nawet nie próbuje wszystkiego dopinać na ostatni guzik. Świetnie wie, że nikt nie jest doskonały. Taką już mamy naturę.

Ludwika Tomala

Copyright © Fundacja PAP 2019