18.08.2019
PL EN
18.08.2017 aktualizacja 18.08.2017

Ekspert leśnictwa: usuwanie skutków wiatrołomu to wielka praca; liczy się czas

Widok na zniszczony las w miejscowości Lotyń. Fot. PAP/ Leszek Szymański 16.08.2017 Widok na zniszczony las w miejscowości Lotyń. Fot. PAP/ Leszek Szymański 16.08.2017

Przy usuwaniu skutków wiatrołomu najważniejszy jest czas i organizacja pracy, a drewno trzeba wywieźć szybko, by nie doszło do gradacji szkodników - powiedział PAP naukowiec zajmujący się lasami, dr hab. Wojciech Grodzki.

Nawałnice, które przeszły nad Polską w nocy z 11 na 12 sierpnia, spowodowały w lasach ogromne szkody. Pokotem leży ok. 8,2 mln metrów sześc. drewna. (Dla porównania roczne pozyskanie drewna w Lasach Państwowych wynosi około 38 mln m sześc.). W największym stopniu klęska dotknęła nadleśnictwa m.in. Rytel, Czersk.

"Klęski wiatrołomów o takim rozmiarze wedle mojej wiedzy jeszcze w Polsce w nie mieliśmy" - ocenił w rozmowie z PAP profesor Instytutu Badawczego Leśnictwa Wojciech Grodzki. Zaznaczył, że usuwanie skutków wiatrołomów jest zawsze bardzo skomplikowane technologicznie. "To zadanie wymagające mobilizacji sił i środków, wymagające doskonałej organizacji pracy" - ocenił.

"Pierwszym zadaniem, które stoi przed leśnikami, jest uprzątnięcie powalonego materiału. To kolosalne zadanie. Trzeba do tego dotrzeć, trzeba to wyrobić, wywieźć i sprzedać" - ocenił naukowiec.

"Będzie duże zawirowanie na rynku drzewa" - dodał wyjaśniając, że na rynek trafi dużo drewna, które trzeba będzie sprzedać w krótkim czasie. "To skomplikowane zadanie zarówno z punktu widzenia gospodarki leśnej, jak i z punktu widzenia logistyki i marketingu" - podkreślił.

Zwrócił też uwagę na możliwe zagrożenia ze strony szkodników. "Powalone i złamane drzewa są doskonałym materiałem lęgowym dla pewnej grupy owadów, która w takich warunkach może powodować zamieranie drzew albo szkody w surowcu" - powiedział. Wyjaśnił, że chodzi m.in. o gatunki korników, które zagrażają sosnom. "Zagrożenie jest realne. Konieczne jest zachowanie reżimu czasowego przy usuwaniu skutków tego wiatrołomu, by nie dopuścić do gradacyjnego występowania owadów" - powiedział prof. Grodzki.

Prof. Grodzki zaznaczył, że w okolicach Rytla występują przede wszystkim lasy gospodarcze, głównie jednogatunkowe drzewostany sosnowe. Na pytanie o ty, czy las naturalny byłby bardziej odporny na działanie wiatru odparł: "Niewątpliwie lasy o składzie gatunkowym mieszanym, z domieszkami zwłaszcza liściastymi, są o wiele bardziej odporne na działanie wiatru". Dodał, że w lasach naturalnych wiatr również może wyrządzać szkody, ale na pewno nie na taką skalę, jak to wystąpiło w okolicach Rytla. "Ale znam i przypadek, kiedy połamaniu uległy lasy bukowe - to było na Słowacji" - dodał.

Zaznaczył, że wiatrołom to jedno z naturalnych zaburzeń w życiu lasu.

Zapytany o to, czy drewno pochodzące z wiatrołomu jest pełnowartościowe - tłumaczył, że przy takiej klęsce występuje cały szereg kategorii drewna. "Są drzewa, które zostały rozłupane, połamane. To surowiec dużo gorszej jakości, niż surowiec z drzew, które zostały powalone z korzeniami" - ocenił. Na miejscu drewno jest oceniane i rozdzielane na różne kategorie.

Po uprzątnięciu terenu wiatrołomu trzeba będzie stopniowo wprowadzić tam nowe pokolenie lasu. "Nie możemy liczyć na odnowienie naturalne, bo raczej nie ma tutaj z czego" - ocenił badacz. Jak wyjaśnił - to, jaki las pojawi się w miejscu wiatrołomów, zależy od siedliska. "Jeśli warunki siedliskowe na to pozwalają, wprowadzane są uprawy o zróżnicowanym składzie gatunkowym, natomiast na bardzo ubogich siedliskach - których jest tam (w okolicach Rytla - przyp. PAP) bardzo dużo - niestety dominująca będzie sosna" - powiedział.

"Taki las będzie się odradzał długo" - poinformował. Zaznaczył, że zwalone drzewa były w różnym wieku - najstarsze miały ponad sto lat. Według niego zanim las zacznie wyglądać tak, jak wyglądał wcześniej, musi minąć wiele dekad. (PAP)

PAP - Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

lt/ zan/

Copyright © Fundacja PAP 2019