24.05.2019
PL EN
11.05.2019 aktualizacja 13.05.2019

Marek Pióro: najciekawsze ptaki mamy koło siebie

Ludzie kochają bociany, ale i potrafią do nich strzelać. Choć mamy XXI wiek, wciąż pokutują zabobony, że sowa pójdźka zwiastuje śmierć. Marek Pióro, autor książki "Plamka mazurka", opowiada o ciekawostkach z życia ptaków.

PAP: Książka "Plamka mazurka" wzięła się z bloga, którego pan prowadzi?

Marek Pióro: Tak. Czytelnicy bloga zaczęli się dopytywać o książkę. Ale, gdzie? Ja, zwyczajny facet, miałbym napisać książkę? Owszem, to łechtało moją próżność, ale zdrowy rozsądek mnie powstrzymywał. Rozmawiałem o tym z Adamem Wajrakiem i on mi najlepiej podpowiedział: "Marek, jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedział". I przyznałem mu rację, że jak nie spróbuję, to coś mnie w życiu ominie.

PAP: Zresztą Adam Wajrak kiedyś zapoczątkował dyskusję, jak odróżnić wróbla od mazurka, jak patrzeć na te podwórkowe ptaszki...

M.P.: One są fantastyczne, te podwórkowe ptaki! I tytuł mojej książki wziął się od tych podwórkowych ptaszków. Bo my, tak jak w życiu, lecimy nie wiadomo za czym, szukamy, a okazuje się, że najciekawsze mamy tuż koło siebie. Osoba, która nie doceni tej plamki mazurka, to nie doceni jak piękny i kolorowy jest zimorodek...

PAP: Pańska książka traktuje nie tylko o ptakach, ale i całej kulturze z nimi związanej, cytuje pan mity, legendy, przywołuje dzieła literackie czy muzyczne. Wydaje się wręcz, że bez ptaków nie byłoby naszej kultury, jakie te ptaki są dla nas ważne!

M.P.: Chyba tak! Kiedy zastanawiałem się nad formułą książki, wiedziałem, że nie chciałbym powtarzać tego, co było. Wydaje mi się, że pokazanie roli ptaków w naszym życiu to może być coś naprawdę ciekawego. I to był główny kierunek tych moich poszukiwań. Jeden ze znanych ornitologów, doktor Michał Skakuj, na jednym ze spotkań powiadał: "ptak wygląda jak wygląda, a ornitologom nic do tego". I ja sobie to przekułem na własną potrzebę: nie tylko ornitolodzy mogą o ptakach mówić... Na swój sposób stworzyłem swój własny wizerunek ptaka. I to nie jest jakiś ptak, który występuje gdzieś na bagnach czy w lesie, czy nad wodą. To jest ptak, którego biotopem jest nasza kultura. I to był jeden z punków zaczepienia.

PAP: I w związku z tym zgotował pan swym czytelnikom fantastyczne niespodzianki. Np. od pana się dowiadujemy, skąd się wzięło powiedzenie "zbijać bąki".

M.P.: Ba, to jest jeden z fantastyczniejszych ptaków, jakie znam. Chociażby jego głos, a nazwa naukowa bąka sugeruje nam "gwieździstego byka". Z tego pewnie względu, że głos jego porównywany jest do głosu krowy. Zaś amatorzy piwa słyszą taki bardzo smutny głos, który słychać, kiedy dmuchamy do pustej butelki - to jest głos bąka. Bąk fantastycznie się maskuje: możemy przejść obok niego kilka metrów i po prostu go nie zauważyć. Będziemy szczęśliwi, jeśli będąc nad jakimś jeziorem, z trzcinami, wyskoczy ptak podobny do snopka zboża, przeleci kilka metrów i zniknie w trzcinach. A skąd przysłowie? Dawniej polowano na różne ptaki. A niektóre ptaki, jak bąk, były bardzo niesmaczne. Strzelać do bąka, z którego nic nie będzie, znaczyło po prostu marnować amunicję. Po co strzelać do czegoś, co przynosi stratę?

PAP: W książce nie mogło zabraknąć bielika. Czy dzięki panu nauczymy się odróżniać, który to bielik, a który to orzeł?

M.P.: Dorosły bielik różni się mocno od orła chociażby tym, że ma biały ogon, skąd jest jego nazwa. Ale jak się pojawi młodszy? Możemy patrzeć np. na końcówki skrzydeł, przed ostatnimi lotkami, orzeł ma tam jaśniejsze miejsca. Ogólnie to chyba na to nie znajdziemy odpowiedzi i do tej pory są spory, kto jest w naszym godle: ornitolodzy skłaniają się do bielika, ale są i osoby, które twardo bronią orła.

PAP: W Polsce bociany są szanowane, lubimy je, są całe tzw. wioski bocianie. Ale podobno bociany są też okrutne?

M.P.: Może nie okrutne, one same, o ile okrutne jest życie, przyroda. Czasami dochodzi do sytuacji, sporadycznie, jeżeli jest za dużo piskląt, to rodzice potrafią je wyrzucić. Ale nie wiemy o tym, że ludzie np. strzelają do bocianów! U nas, w Polsce. Nie tylko w Bejrucie, w przelocie... Wiem, że trafiają do lecznic postrzelone bociany; weterynarze robią, co mogą. A ludziom zaczyna przeszkadzać, że bocian brudzi dach, zaczynamy inaczej patrzeć na bociana. Owszem, ładny, fajny, ale tu podobnie jest jak z oknówkami - jaskółkami, które budują gniazdo przy oknach. Lubimy je, ale im dalej od nas, tym bardziej. Gdy budują na naszym oknie - to wtedy zaczyna się problem.

PAP: A co z pójdźką? To pana ulubiony ptak...

M.P.: Jestem bezkrytyczny, jeżeli chodzi o tę sowę. Tu zaskoczę panią. Mój kolega, świetny fotograf, Marcin Łukawski, pojechał kiedyś tak 20 minut jazdy od rogatek Warszawy, szukać pójdźki. Temat mu się wydawał bardzo atrakcyjny, chciał porobić trochę zdjęć. Ptaka nie znalazł, za to znalazł bardzo silną falę niechęci do siebie, tak jakby trafił w XIX wiek! Kiedy zagadywał ludzi, że takiego ptaka szuka itd., było zaciekawienie, wszystko było dobrze. Ale gdy pokazywał zdjęcia, ludzie natychmiast byli przerażeni. Bo to porzekadło, które dawno miało pójść do lamusa, "pójdź, pójdź w dołek", ono jeszcze żyje, do tej pory! W dobie telewizji, internetu! Ludzie nadal boja się pójdźki i jej głosu. I nawet zabijają ją. Wierzą, że ten ptak sprowadza śmierć.

Z Markiem Pióro, znawcą ptaków, blogerem, autorem książki "Plamka mazurka" (wyd. Marginesy) i "Kalendarz ptaków" rozmawiała Dorota Kieras (PAP Life)

dki/ jbr/ zan/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019