16.07.2019
PL EN
16.05.2019 aktualizacja 20.05.2019
Kamil Szubański
Kamil Szubański

Amerykańskie wsparcie dla polskiego projektu utworzenia rezerwatu i stacji badawczej w Kolumbii

Polska Fundacja „Biodiversitatis”, która planuje założenie rezerwatu ze stacją badawczą w Kolumbii, otrzymała ponad 50 tys. zł wsparcia od amerykańskiego stowarzyszenia Orchid Conservation Alliance (OCA). Polskim badaczom wciąż jednak brakuje pieniędzy na realizację projektu.

Amerykańskie Stowarzyszenie OCA zostało założone niespełna 13 lat temu. Dotąd pomogło utworzyć rezerwaty przyrody w Ekwadorze, Brazylii i w Kolumbii.

„Wsparcie ze strony tak prężnie działającej organizacji jest dla nas dużym wyróżnieniem. Jeden z członków OCA, Steven Beckendorf z University of California w Berkeley, w ubiegłym roku odwiedził wraz z polskimi badaczami dolinę Sibundoy, gdzie miał okazję obejrzeć teren, na którym ma powstać rezerwat i stacja badawcza” - powiedziała PAP prezes Fundacji „Biodiversitatis” dr hab. Marta Kolanowska z Uniwersytetu Łódzkiego.

Badaczka podkreśla, że Orchidaceae to jedna z największych i najbardziej różnorodnych rodzin roślin okrytozalążkowych. Jednocześnie storczyki należą do najbardziej zagrożonych organizmów, bowiem są niezwykle wrażliwe na zmiany warunków siedliskowych.

„Dolina Sibundoy, w której ma powstać rezerwat przyrody, jest storczykowym El Dorado – co roku odnajdujemy tam nieznane wcześniej gatunki orchidei. Co istotne z punktu widzenia ochrony przyrody, wiele storczyków to lokalne endemity, które nie rosną w innych regionach – stąd niszczenie ich siedlisk w dolinie oznacza w zasadzie ich wyginięcie” - oceniła.

Także złożone relacje między storczykami a ich zapylaczami i grzybami mikoryzowymi, które są niezbędne do wykiełkowania nasion orchidei sprawiają, że jedyną efektywną ochroną tych roślin jest zachowanie ekosystemów, w których żyją.

Fundacja "Biodiversitatis" jako organizacja non-profit chce stworzyć w dolinie Sibundoy rezerwat przyrody, polską stację badawczą i centrum edukacyjne. Obszar rezerwatu ma objąć 30 hektarów lasu tropikalnego, położonego w górzystym terenie po wschodniej stronie Andów, niedaleko granicy z Ekwadorem. Koszt wykupienia tego terenu to mniej więcej 200 tys. zł, ale dotychczas, pomimo wielu akcji i zbiórek (np. http://adoptuj-drzewo.pl/), udało się zebrać połowę tej kwoty. Badacze wciąż jednak liczą na wsparcie nie tylko prywatnych osób, ale też polskiego biznesu i instytucji.

Dr Kolanowska przekonuje, że prywatne rezerwaty przyrody na całym świecie wspomagają ochronę najbardziej cennych ekosystemów. Przez wiele lat ochrona przyrody była przedmiotem troski władz publicznych. Wiązało się to przede wszystkim z koniecznością ponoszenia znacznych wydatków związanych z ustanawianiem i utrzymywaniem funkcjonowania obszarów chronionych.

„Trend prywatyzacji” zaczął szerzej funkcjonować w działaniach ochronnych w późnych latach 80. Obszary, na których wciąż zachowały się cenne przyrodniczo siedliska, zaczęły być wykupowane przez osoby prywatne, stowarzyszenia i fundacje, które zarządzają nimi właśnie w celu ochrony różnorodności biologicznej tych terenów” - podkreśliła polska badaczka.

Jednym z ważniejszych punktów zwrotnych w globalnej polityce dotyczącej ochrony środowiska było powstanie pozarządowych organizacji działających na skalę ponadregionalną takich jak: Conservation International, The Nature Conservancy (TNC), World Wide Fund for Nature (WWF) i World Resources Institute.

Wielkość prywatnych rezerwatów waha się od 1 ha do kilku tysięcy ha. I tak np. w Kolumbii całkowita powierzchnia prywatnych rezerwatów zgrupowanych w Red Colombiana de Reservas Naturales de la Sociedad Civil (RESNATUR) oraz Reservas Natural de la Sociedad Civil to ponad 94 tys. ha. To zaledwie 0,5 proc. wszystkich krajowych obszarów chronionych. „To wciąż niewiele w porównaniu do Kostaryki, gdzie dzięki rządowemu wsparciu prywatne rezerwaty przyrody obejmują ponad 1,6 proc. powierzchni kraju” - dodała.

Dr Kolanowska przekonuje, że prywatne rezerwaty przyrody to coś więcej niż zachowanie siedlisk. Mają one też potencjał wspomagania lokalnej społeczności dzięki ekoturystyce, która jest istotnym wsparciem finansowym nie tylko dla prywatnych rezerwatów, ale też dla miejscowej społeczności. Z kolei ważnym elementem ekoturystyki są programy edukacyjne, promujące ideę zrównoważonego rozwoju i zapewniające długoterminową stabilność projektów.

„Młodzi ludzie ze społeczności lokalnych są zwykle zapraszani do prywatnych rezerwatów i biorą udział w rozmowach edukacyjnych na temat przyrody i ochrony środowiska. I właśnie dzielenie się wiedzą i doświadczeniem oraz promowanie tej idei wśród lokalnej społeczności jest – naszym zdaniem – jednym z najważniejszych zadań prywatnych rezerwatów. Często sukces jednego takiego przedsięwzięcia zachęca do rozwoju lokalnych praktyk w zakresie ochrony przyrody” - podkreśla dr hab. Marta Kolanowska.

Badacze tropików liczą, że utworzenie stacji badawczej w Kolumbii będzie impulsem do wzmocnienia pozycji polskich naukowców na międzynarodowej arenie badań tropikalnych.

Obecnie – w ocenie dr Kolanowskiej - polska aktywność w zakresie badań tropikalnych jest niewielka. I daleko jej do działań choćby polskich polarników.

„Częściowo wynika to z braku spójnej strategii działań, jaka została stworzona już w latach 70. ub. wieku dla badań polarnych, częściowo ze zdecydowanie zbyt niskich środków finansowych przeznaczanych na prace prowadzone w tropikach” - uważa badaczka.

Liczy jednak, że to się zmieni, bowiem w działania Fundacji „Biodiversitatis” włączyło się wielu naukowców prowadzących prace w strefie tropikalnej i subtropikalnej. Inicjatywa utworzenia stacji

badawczej w Kolumbii – jak przyznała – spotkała się też z wyrazami poparcia badaczy niebędących członkami fundacji oraz pozarządowych organizacji zajmujących się ochroną przyrody.

„Teraz mamy szansę na koordynację przynajmniej części naszych prac i opracowywanie wspólnych projektów badawczych. Będą one miały znacznie większy wpływ na pogłębianie wiedzy o różnorodności i funkcjonowaniu ekosystemów tropikalnych, niż gdybyśmy nadal pracowali w małych, często kilkuosobowych zespołach” - zaznaczyła dr Kolanowska.

Przyznaje jednocześnie, że wieloletnie zaniedbania w sferze badań tropikalnych sprawiły, że stosunkowo niewielu polskich badaczy prowadzi prace w tych najbardziej różnorodnych regionach świata. A w konsekwencji kursy z zakresu ekologii tropikalnej prowadzone na polskich uczelniach są bardzo ograniczone, co sprawia – jej zdaniem - że wiedza wyniesiona przez studentów kierunków biologicznych w tym obszarze jest niewielka.

„W ten sposób nigdy nie wykształcimy światowej klasy biologów tropikalnych ani nie stworzymy prężnie działających zespołów badawczych” - oceniła badaczka, która ma na koncie odkrycie i opisanie ponad 200 nowych dla nauki gatunków storczyków.

Obecnie na Uniwersytecie Łódzkiem dr Kolanowska pracuje nad przygotowaniem międzynarodowego projektu, który pomógłby oszacować wpływ gospodarstw małoobszarowych na utratę bioróżnorodności górskiego lasu andyjskiego. 

PAP - Nauka w Polsce

szu/ zan/

Copyright © Fundacja PAP 2019