06.12.2019
PL EN
02.10.2019 aktualizacja 10.10.2019

Nieznana prawda o Czarnobylu, największej nuklearnej katastrofie

Jeszcze przed awarią elektrowni w Czarnobylu 26 kwietnia 1986 r. doszło tam do bardzo groźnego incydentu, który ukryło KGB. Otóż cztery lata wcześniej nastąpiło częściowe stopienie reaktora numer jeden. Jednak ludziom, którzy cokolwiek o tym wiedzieli kazano podpisać klauzulę milczenia – opowiada Adam Higginbotham w książce „O północy w Czarnobylu”, która 2 października ukazała się w Polsce.

To książka reporterska, a zarazem popularnonaukowa, znakomicie, przystępnie napisana, a do tego przekazująca ogromną ilość wiedzy o awarii w Czarnobylu, mechanizmach władzy, działaniach tajnych służb i energetyce jądrowej oraz ludzkich tragediach. Adam Higginbotham, angielski dziennikarz zamieszkały w Nowym Jorku, przyznaje, że jest to książka historyczna, ale i reportaż. „Żeby odtworzyć doświadczenia świadków katastrofy, opierałem się na wywiadach, które zacząłem przeprowadzać w 2006 r. a także na relacjach opublikowanych w odtajnionych radzieckich dokumentach” - stwierdza. 

Do tej katastrofy musiało dojść. Pisała o tym Swietłana Aleksijewicz w głośnej książce „Krzyk Czarnobyla”, na podstawie której powstał serial brytyjsko-amerykański "Czarnobyl". Higginbotham dokłada w tej sprawie jeszcze więcej faktów. Na przygotowanie swojej książki „O północy w Czarnobylu. Nieznana prawda o największej katastrofie nuklearnej” poświęcił ponad 10 lat. 

Pisze o tym, że naczelny inżynier elektrowni atomowej w Czarnobylu Nikołaj Fomin nie miał pojęcia o energii jądrowej i fizyce nuklearnej. Podobnie jak Wiktor Briuchanow, pierwszy dyrektor elektrowni. O budowie elektrowni atomowej nie miało pojęcia również Ministerstwo Energii i Elektryfikacji, kiedy w 1969 r. zdecydowano, że od zera zajmie się ono jej budową w Czarnobylu. Wcześniej zajmowało się tym Ministerstwo Średniego Przemysłu Maszynowego, które było jedynie przykrywką dla sowieckiego programu broni jądrowej. Również dla wielu inżynierów był to pierwszy kontakt z reaktorem jądrowym.

Kiedy powstała elektrownia atomowa w Czarnobylu jeszcze przed katastrofą pojawiały się wątpliwości co do bezpieczeństwa wykorzystywanego w niej rektora RBMK (Reaktor Kanałowy Wielkiej Mocy). Mimo to nie zarządzono jej przebudowy ani wprowadzenia nowych systemów zabezpieczających. Zmieniono jedynie instrukcje jej użytkowania. Ministerstwo Energii kazało wprawdzie pokryć dach turbiny elektrowni ogniotrwałym materiałem, ale pomysł ten szybko upadł, bo nie był on wytwarzany w ZSRR. Podjęto jedynie decyzję o budowie drugiej w Czarnobylu elektrowni atomowej, miała ona powstać w 1988 r. 

„Na początku lat osiemdziesiątych wyśrubowany plan konstrukcji jądrowych został jeszcze bardziej dokręcony i wprowadzono  oszałamiające plany budowy coraz większych elektrowni na zachodzie ZSRR” – pisze Higginbotham. Tymczasem pojawiały się zwiastuny nadciągającej katastrofy, które zignorowano.

KGB informowało o alarmujących wadach konstrukcyjnych, ale je utajniano. Zmowa milczenia zapanowała wokół incydentu, jaki zdarzył się w Czarnobylu we wrześniu 1982 r. Nastąpiło wtedy częściowe stopienie reaktora numer jeden, a radioaktywne zanieczyszczenie spadło wraz z deszczem na Prypeć i okoliczne wioski. Pracownicy, którzy wynosili grafit w wiadrach, byli narażeni na ogromne promieniowanie, ale wydarzenie to ukryto. 

W październiku 1982 r. również w reaktorze numer jeden w elektrowni w Mecamor w Armenii doszło do wybuchu generatora. Sprawę oczywiście wyciszono. Trzy lata później w elektrowni Bałakowo pękł zawór nadmiarowy. Czternastu mężczyzn zostało żywcem ugotowanych, ponieważ para o temperaturze 300 st. C wydostała się poza studnię otaczającą reaktor. Również i ten wypadek utajniono. 

Potem nadszedł pamiętny dzień 26 kwietnia 1986 r. o północy. Do największej nuklearnej katastrofy doprowadziła eksplozja reaktora numer cztery w Czarnobylu. „Historie tę wpierw śledziłem w mediach jako nastolatek, ale kilkadziesiąt lat później powróciłem do niej jako autor piszący dla prasy” – wspomina Higginbotham. 

Adam Higginbotham w związku z publikacją swej książki w Polsce, planuje przyjazd do naszego kraju w dniach od 13 do października. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

zbw/ ekr/ 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019