08.12.2019
PL EN
26.11.2019 aktualizacja 27.11.2019

Kołtun, czyli o "polskich dredach"

"Polskie dredy", czyli kołtun - pozlepiane z zaniedbania włosy - był zjawiskiem częstym na polskich ziemiach w ciągu ostatnich kilkuset lat. Sądzono, że przyczyną powstawania kołtunów były choroby. Na ten temat opublikowano długie rozprawy, a nawet pracę doktorską.

W czasie lektury książki historyka Marcina Winkowskiego pt. "Gdy Polacy nosili dredy. Kołtun - historia prawdziwa" włos się jeży na głowie. Aż trudno uwierzyć, że aż do początku XX w. w Polsce wierzono w to, że pozlepiane włosy to nie objaw zaniedbania i braku higieny, ale głównie oznaka choroby.

Kołtunów obawiano się rozczesywać czy ścinać. Mogło to bowiem - zdaniem wiejskich znachorów, ale nawet "światłych" miejskich lekarzy - narazić taką osobę na pogłębienie choroby, a nawet śmierć. Symptomy pogorszenia samopoczucia po usunięciu kołtuna były skrzętnie odnotowywane, chociaż w późniejszym czasie okazało się, że nie miały one wiele wspólnego z prawdą.

Ukazana w książce "historia prawdziwa kołtuna" to tak naprawdę historia higieny - zresztą ćwierć książki poświęcona jest temu zagadnieniu. W XIX w. nadal w wielu miejscach w Europie nieufnie podchodzono do sugestii, by myć całe ciało. "(...) dziekan college`u w Cambridge nie uważał za konieczne wybudowanie prysznica dla studentów. Tłumaczył, że +ci młodzi ludzie przebywają u nas tylko przez osiem tygodni+". Można sobie zatem wyobrazić, jak wyglądała sytuacja na prowincji w Wielkiej Brytanii czy we Wschodniej Europie.

Kołtuny upowszechniły się w Polsce w XVII w. I problem ich występowania wcale nie dotyczył tylko chłopów, ale też przedstawicieli wyższego stanu. Jeden ze "światłych" polskich lekarzy w 2 poł. XIX w. zalecił wykształconej mieszczance, która skarżyła się na bóle gardła zapuszczenie kołtuna.

Skąd miała pochodzić "choroba kołtunowa"? Wskazywano na wschodni kierunek. Kołtuny mieli przywlec ze sobą w XIII w. Tatarzy. Inni twierdzili, że ta specyficzna "zaraza" panoszyła się już w czasach pogańskich. Zaraza to całkiem dobre określenie. Bo niektórzy sądzili, że kołtuna można było na sposób półmagiczny komuś po prostu podłożyć - na przykład pod próg domu, aby jego mieszkańcy zostali porażeni tą przerażającą przypadłością.

"Z kolei pewna kobieta z okolic Tarnowa wspomniała, że przechodząc przez płot, upadła na ziemię, z której wystawał kołtun zawinięty w szmatę. Przypadkowo przydepnęła go i była przekonana, że została zarażona. Nie pozostawało jej więc nic innego, jak zapuścić kołtun" - pisze Marcin Winkowski.

Książka obrazuje ewolucje poglądów na temat "polskich dredów". To fascynujące, że temat ten przez dziesięciolecia skupiał uwagę badaczy i lekarzy. Zjawisku poświęcono dziesiątki rozpraw i prac naukowych. Kołtuny analizowano, krojono, badano, oglądano. Szukano przyczyny ich powstania. Dopiero upowszechnienie się łaźni i łazienek stopniowo wypleniło kołtuny ze społeczeństwa. Aż do momentu, gdy pojawiły się dredy. Ale to już zupełnie inna historia.

Książka ukazała się jako e-book nakładem wydawnictwa Promohistoria (Histmag.org).

Szymon Zdziebłowski

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019