08.12.2019
PL EN
27.11.2019 aktualizacja 27.11.2019

Angela: świat starożytnych Rzymian był w gruncie rzeczy podobny do naszego

Globalizacja nie jest wymysłem współczesności; po raz pierwszy w dziejach rozwinęła się już w czasach Cesarstwa Rzymskiego. W gruncie rzeczy świat starożytnych Rzymian był podobny do naszego – przekonuje Alberto Angela w książce „Imperium”.

Angela jest znanym włoskim dziennikarzem i popularyzatorem nauki, w tym szczególnie historii. Brał udział w wykopaliskach, występował w telewizji RAI jako autor i komentator programów popularyzatorskich. Ogromnym powodzeniem cieszyła się jego książka „Jeden dzień w starożytnym Rzymie”, w której opisał życie codziennie w stolicy cesarstwa.

"Założyłem, że był to jakiś wtorek za panowania cesarza Trajana w roku 115 naszej ery" – wyjaśnia Angela w "Imperium". Nieprzypadkowo wybrał on właśnie ten rok, przypada on na okres największego rozkwitu potęgi Cesarstwa Rzymskiego. Wtedy zajmowało ono największe terytorium, a ówcześni Rzymianie cieszyli się ogromnym bogactwem.

Kolejna książka Albertaa Angeli "Imperium. Podróż po Cesarstwie Rzymskim śladem jednej monety" jest kontynuacją opisu tego okresu w dziejach - równie znakomitą. Angela założył sobie, że budzi się następnego dnia w środę, ale tym razem wyrusza w podróż po całym imperium, czyli od dzisiejszego Kuwejtu na południu po Szkocję na północy oraz od Portugali po Armenię. 

Jako konwencję narracyjną nie wybiera za głównego bohatera rzymskiego legionisty, gladiatora ani niewolnika. Jest na to lepszy sposób: obecny wszędzie handel. "Przyszedł mi na myśl – pisze – obiegowy pieniądz, konkretnie sesterc. Podążając śladem jednej monety, która nieustannie przechodzi z rąk do rąk, teoretycznie jesteśmy w stanie dotrzeć w ciągu kilku lat do każdego zakątka państwa".

Wraz z monetą poznajemy miejsca, do których ona dociera, a także ludzi, którzy ją sobie przekazują: legionistę, właściciela ziemskiego, bogatego handlarza i medyka wykonującego niebezpieczną operację, a także niewolnika oraz kobiety lekkich obyczajów. Sesterc trafia nawet do samego cesarza, prowadzącego wówczas kampanię wojenną w odległej Mezopotamii. A cala podróż kończy się po ponad dwóch latach w 117 r. naszej ery. 

Nasuwa się kilka wniosków. Choćby taki, że problemy mieszkańców Imperium były często podobne do tych, jakie mają ludzie współcześni. A również i ten, że doszło wtedy do pierwszej w dziejach ludzkości globalizacji. W całym Cesarstwie płacono tymi samymi monetami, a jedynym oficjalnym językiem była łacina (poza równoprawna greką na Wschodzie). Obowiązywał ten sam system prawny, a handel niczym nie był ograniczany.

"Można było zasiąść w gospodzie czy to w Aleksandrii, czy w Londynie, czy w Rzymie i zamówić to samo wino pochodzące z Galii lub doprawić danie tą sama oliwą z Hiszpanii. W pobliskim sklepie można było kupić tunikę (trochę jak dzisiejszy T-shirt) z płótna, na które len uprawiano w Egipcie, a sam materiał tkano już w Rzymie" - opisuje Angela. 

To wszystko nie byłoby możliwe bez podbojów militarnych - które z kolei często nie udałyby się, gdyby nie nowoczesna organizacja państwa i rozwinięta technika. Dzięki inżynierii powstały akwedukty, termy, drogi oraz miasta wyposażone we wszystkie wygody. A za czasów cesarza Trajana basen Morza Śródziemnego i Europa zostały zjednoczone.

Ale kto we Włoszech pamięta dziś o Trajanie – ubolewa Angela. Nikt nie nadaje synowi imienia Trajan, choć zdarza się to w przypadku innych wybitnych postaci starożytnego Rzymu. Są chłopcy o imionach Cezar, August, Konstantyn, Aleksander, a nawet Hadrian. Ale nie Trajan. 

PAP - Nauka w Polsce, Zbigniew Wojtasiński

zbw/ zan/ 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019