05.04.2020
PL EN
25.02.2020 aktualizacja 25.02.2020

Zawadzki: popularyzacja fizyki nie jest zadaniem prostym

Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Popularyzacja fizyki nie jest zadaniem łatwym - w przeciwieństwie do chemii nie można pozwolić sobie na eksperymenty, w czasie których następują spektakularne wybuchy. Dlatego stosuję czasem doświadczenia wyglądające jak magiczne sztuczki - mówi dr Witold Zawadzki z UJ.

Dr Witold Zawadzki, fizyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest finalistą konkursu Popularyzator Nauki organizowanego przez serwis Nauka w Polsce oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

W rozmowie z Nauką w Polsce mówi, że gdy wykonuje w swoim laboratorium eksperymenty sam czuje się czasem, jakby dla siebie popularyzował naukę. Na co dzień pracuje w Laboratorium Procesów Ultraszybkich Wydziału Fizyki UJ - jak mówi strzela z lasera w plazmę: zajmuje się fotoniką. W ten sposób bada optyczne właściwości różnych materiałów. Nauką - fizyką interesował się od młodości. Ukończył technikum elektroniczne.

W jego ocenie popularyzacja fizyki jest zadaniem bardzo wymagającym. Na politechnikach inżynierowie mogą pokazać praktyczne urządzenia, chemicy też mają łatwiejsze zadanie, by zaciekawić swoją pracą: na pokazach mogą zaprezentować spektakularne wybuchy. Poza tym droga wykorzystania wyników z chemicznych laboratoriów jest krótsza do konkretnego wdrożenia niż w przypadku fizyków - wskazuje. Dr Zawadzki mówi, że fizycy zajmują się głównie badaniami podstawowymi. "Droga od pomysłu na wykorzystanie jakiegoś prawa czy zjawiska, do tego żeby urządzenie działające w oparciu o to zjawisko funkcjonowała jest bardzo daleka" - zaznacza.

Dlatego, aby popularyzować fizykę należy bardziej się starać - uważa naukowiec. W swoich prezentacjach wykorzystuje rekwizyty, które mogą kojarzyć się ze sztuczkami magicznymi. Wszystko po to, aby wywołać "efekt wow!", czyli emocjonalne zaangażowanie w prezentację. Jednym z nich jest tzw. handboiler - urządzenie przypominające nieco klepsydrę. Wewnątrz zamiast piasku znajduje się płyn, który w przemieszcza się w górną część przedmiotu. Wygląda to tak, jakby osoba trzymająca przedmiot silą woli przesuwała płyn. Tymczasem wszystko dzieje się pod wpływem zjawiska fizycznego, które dr Zawadzki potem omawia.

Naukowiec lubi wpuszczać do swojego laboratorium ludzi, których nauka interesuje. Oczywiście, zdarzyło się, że ktoś oparł się o stół optyczny i spowodował pewne "straty". Przywrócenie laboratorium do stanu używalności trwało kilka dni. Jednak mimo takich incydentów dr Zawadzki nie czuje się zrażony i nadal chętnie organizuje wejścia do swojego miejsca pracy.

O popularyzacji mówi, że jest to nie tylko przywilej i radość, ale też obowiązek. Podatnicy powinni wiedzieć, na co przeznaczane są ich podatki, czym zajmują się naukowcy i jakie wynikają z tego dla każdego korzyści - mówi.

Przyznaje, że przygotowywanie prezentacji popularnonaukowych pochłania go. Czasem mówi sobie: w tym półroczu zostaję w laboratorium i skupiam się na pracy naukowej. Jednak, jak mówi, wykonywane przez niego badania są tak ciekawe, że nie może się powstrzymać i chce się ich przebiegiem dzielić z innymi. "Jakbym tego nie robił, czułbym się egoistą" - dodaje.

Dr Zawadzki uważa, że w polskich szkołach ciągle wykonuje się za mało doświadczeń na lekcjach. Aby były one sensowne trzeba mieć odpowiednie wyposażenie, ale też poświęcić na nie odpowiednio dużo czasu. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Dlatego dzieci lub młodzież, która uczestniczy w jego prezentacjach ma dużo frajdy. Podkreśla, że dba o to, by to oni sami, własnoręcznie wykonywali eksperymenty (oczywiście, o ile nie stanowią dla nich zagrożenia).

Przygoda fizyka z popularyzacją zaczęła się od prośby dr Zofii Gołąb-Meyer, redaktorki naczelnej pisma dla nauczycieli fizyki i uczniów "Foton", aby napisał artykuł. To był początek. Potem zaczął przygotowywać popularnonaukowe prezentacje czy wykłady na festiwale nauki i inne okazje i imprezy.

PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

szz/ ekr/

Copyright © Fundacja PAP 2020