26.06.2019
PL EN
07.08.2018 aktualizacja 07.08.2018

Choroba niszczy najliczniejsze rozgwiazdy Antarktyki

Źródło: Fotolia Źródło: Fotolia

Chorobę, która atakuje najpopularniejszy gatunek rozgwiazdy w Antarktyce - Odontaster validus - u wybrzeży Wyspy Zwodniczej w archipelagu Szetlandów Południowych, zidentyfikowali naukowcy z Uniwersytetu w Barcelonie. Może na nią chorować nawet 10 proc. populacji tych ważnych, bentonicznych drapieżników.

Niskie temperatury, prądy oceaniczne, erozja powodowana przez góry lodowe, sezonowe zmiany w dostępie do światła oraz dostępność pożywienia to czynniki, które w istotny sposób wpływają na morskie ekosystemy na dnie morskim w Antarktyce. W tych warunkach czerwone rozgwiazdy Odontaster validus licznie zamieszkują dno na różnej głębokości.

Badanie opisane w magazynie „Scientific Reports” pokazuje, że zwierzęta te są zagrożone chorobą, która atakuje ich naskórek i powoduje miejscowe odbarwienia w postaci białych plam, owrzodzenia i zapalenie nawet głębiej położonej tkanki. „Choroba nie ma pochodzenia bakteryjnego czy grzybowego” – powiedziała prof. Conxita Avila z wydziału biologii ewolucyjnej, ekologii i nauk o środowisku na Uniwersytecie w Barcelonie, która prowadziła badanie. Jak dodała, wszystko wskazuje na to, że infekcję może powodować wirus. „Nie wiemy, czy ma to związek z temperaturą, ale to możliwe. Obserwowaliśmy, że większy procent rozgwiazd chorował w latach, kiedy temperatury były ekstremalnie wysokie” - podkreśliła.

Opisana przez badaczy choroba to pierwszy przypadek, kiedy dotknięty jest tylko jeden gatunek szkarłupni. Poprzednie dokumentowane choroby w innych szerokościach geograficznych zagrażały zwykle wielu gatunkom tych zwierząt. „Dla kontrastu, nasze badanie pokazuje, że choroba dotyczy tylko populacji gatunku Odontaster validus zamieszkujących okolice Wyspy Zwodniczej” - powiedziała badaczka. Jak dodała, prace były prowadzone również gdzie indziej i nigdzie nie widziano żadnych rozgwiazd, także tego gatunku, które nosiłyby ślady choroby.

Zdaniem ekspertów choroba może być związana z gęstością występowania okazów, podobnie jak miało to miejsce w innych obszarach geograficznych. Najwyraźniej jednak schorzenie nie przenosi się między osobnikami. Poza tym nie rozwija się gwałtownie, co może być związane ze spowolnionymi procesami metabolicznymi u antarktycznych organizmów, a to prawdopodobnie maskuje postęp choroby.

Avila ostrzega, że jeśli choroba rzeczywiście jest związana ze wzrostem temperatur, trzeba podjąć odpowiednie kroki w skali światowej. „Jeśli gatunek Odontaster validus zniknie, doprowadzi to do znaczących zmian w składzie fauny w ekosystemach Antarktyki, psując ich naturalną równowagę” - alarmuje.

W badaniu brali udział także naukowcy z Włoch i Stanów Zjednoczonych.

PAP - Nauka w Polsce

mrt/ ekr/

Copyright © Fundacja PAP 2019