19.09.2019
PL EN
05.10.2011 aktualizacja 05.10.2011

Zmierzch wróbla

<strong>Coraz trudniej spotkać wróbla. Doprowadziliśmy do tego sami, zamiłowaniem do estetycznie wykończonych elewacji, przekształcaniem zieleni miejskiej i większą dbałością o czystość na osiedlach.</strong> &quot;To już drugi kryzys wróbli&quot; - mówi prof. Maciej Luniak. <br />

Wyraźny brak wróbli w Polsce i Europie dostrzegają nie tylko mieszkańcy miast i miłośnicy ptaków. Zjawisko to obserwują i mierzą ornitolodzy z całej Europy. „Kryzys widać wszędzie – mówi ornitolog z Instytutu Zoologii PAN, prof. Maciej Luniak. - W brytyjskich miastach wróbli jest aż o 60 proc. mniej niż jeszcze 30 lat temu, na tamtejszych wsiach - o około 47 procent. Ledwie ich połowa została w Hamburgu, miastach włoskich czy we Lwowie i Moskwie”.

 Nie inaczej jest w Warszawie, gdzie w ostatnich trzech dekadach ubyło aż 40 proc. tych ruchliwych, szaro brązowych ptaków. I choć wciąż można je spotkać na osiedlach, to niemal całkiem znikły z parków i działek. Brak ćwierkającego towarzystwa widać zwłaszcza w miejscach ich dawnych noclegowisk, na drzewach, gdzie dawniej zbierały się na noc setki, a czasami nawet tysiące wróbli. Tak było koło warszawskiego Smyka, na Placu Konstytucji, obok kina Luna.

 DRUGI KRYZYS

 „To już drugi kryzys wróbli” - mówi prof. Luniak. Pierwszy przypadł na lata 20. i wiązał się z rozwojem motoryzacji. „Wcześniej - w czasach, kiedy głównym środkiem transportu były konie, wróblom niczego nie brakowało. Pożywić się mogły co krok, odwiedzając okolice stajni i szukając resztek obroku albo wynajdując końskie odchody z niestrawionymi resztkami owsa. Stajnie dawały im też schronienie” - opowiada.

 Teraz ornitolodzy mówią o drugim, światowym kryzysie, a jego początków doszukują się w latach 70. Twierdzą, że zjawisko to nie ma jednej, wyraźnej przyczyny. Prof. Luniak uważa, że wróblom nie służą co najmniej cztery zjawiska, a niemal wszystkie one wiążą się z działaniami człowieka.

 BEZ DACHU NAD GŁOWĄ

 Przede wszystkim brakuje miejsc lęgowych. Wróble, aby czuć się bezpiecznie, potrzebują szczelin i otworów, np. dziur pod rynnami. W czasie lęgów intensywnie poszukują małych otworów, płytkich szczelin i zagłębień. Do niedawna bez trudu znajdowały je w elewacjach budynków. „W PRL bloki budowano według jednego standardu. Wszystkie posiadały tzw. stropodachy – pustą przestrzeń między stropem a dachem wentylowaną niewielkimi otworami. Tam właśnie idealne schronienie znajdowały gniazdujące wróble, jerzyki, szpaki, kawki i gołębie” – tłumaczy profesor.

 Teraz stare budynki na potęgę się ociepla i estetycznie wykańcza, nie zostawiając ptakom miejsca. Przy okazji kratowane są otwory stropodachów, choć – jak uważa prof. Luniak – zabieg ten doprawdy trudno jest racjonalnie uzasadnić.

 „Owszem, można by uznać, że pozbawiając ptaki kryjówek w blokach sprawimy, że skrzydlaci lokatorzy przestaną brudzić. Ale wróble nie brudzą!” – denerwuje się ornitolog. One, jak i inne ptaki, nocują na drzewach. Ze schronień w budynkach korzystają tylko w czasie wysiadywania jaj i lęgów. „Co więcej, później sprzątają – podkreśla profesor. - Odchody swoich młodych wynoszą poza gniazdo, a po odbyciu lęgów przestają się budynkami interesować aż do kolejnego sezonu”.

 „Jako jedyne w okolicy swojego gniazda brudzą gołębie. W miejscu, które uznają za schronienie, nocują, odpoczywają, wychowują młode. A ponieważ gołębie są duże - i jest ich dużo - dużo brudzą” – zauważa prof. Luniak, który jako ornitolog od lat śledzi konflikty między różnymi gatunkami ptaków a ludźmi - lotnictwem, rolnictwem, energetyką. „Nigdy nie zetknąłem się z problemem na linii: ptaki i mieszkańcy budynków - z wyjątkiem pretensji o brudzenie gołębi. Ale gołębia łatwo jest +odsiać+. Jest dość duży. Nie wejdzie do pomieszczeń o otworach mniejszych niż dziesięciocentymetrowe” - tłumaczy.

 Na szczęście na niektórych osiedlach ludzie dają się przekonać do towarzystwa wróbli. „W jednym z warszawskich bloków przy ul. Wrzeciono bardzo łatwo udało mi się wytłumaczyć wspólnocie, by nie kratować otworów wentylacyjnych” – wspomina ornitolog.

 O SUCHYM DZIOBIE

 Oprócz zamiłowania do budowlanej estetyki, wróblom nie sprzyja nasza coraz większa dbałość o higienę. Dawniej śmieci wynosiliśmy w wiadrach, a osiedlowe śmietniki były otwarte. Ptaki zawsze coś tam znalazły. Od kilkunastu lat używamy plastikowych worków, a na osiedlach stoją kontenery szczelnie pozamykane. Wróbel nie ma się gdzie posilić.

 Kolejnym ich problemem stało się zubożenie naturalnej bazy pokarmowej – tłumaczy profesor. „Przez cały rok wróbel może się żywić chlebem, ale jego pisklęta potrzebują pokarmu białkowego - owadów. Tych zaś ubywa, bo ubożeje ich środowisko - miejska zieleń. Władze starają się miasta upiększać, sadząc egzotyczne iglaki, np. tuje. Są to jednak obce gatunki roślin, tolerowane zaledwie przez kilkanaście procent naszych owadów” – mówi.

 Także koszenie traw sprawia, że usuwa się z nich owady, a jednocześnie nie dopuszcza do powstania kłosów, z których nasiona również mogłyby wzbogacać ptasią dietę.

 RUCHOMY CEL

 Wróblom nie sprzyja też coraz większa liczba ptaków krukowatych w miastach. W Warszawie są to wrony i szczególnie groźne dla wróbli sroki. „Ponieważ wróble nie są typowymi dziuplakami i gnieżdżą się w płytkich zagłębieniach pod rynnami, ich jaja i pisklęta są łatwo dostępne dla srok. Sroki polują też czasem na młode, mało bystre i słabo latające wróble” - opowiada.

 Profesor nie wyklucza, że może być i więcej przyczyn zaniku wróbli. Z badań prowadzonych ostatnio w Belgii i Barcelonie wynika, że te małe ptaki niezbyt chętnie gnieżdżą się w miejscach poddanych silnemu promieniowaniu z nadajników telefonii komórkowej.

 ŚWIAT BEZ WRÓBLA

 Ekologiczna nisza, w której żyje wróbel - czyli całokształt warunków potrzebnych mu do życia (np. schronienie, pożywienie, dostępność światła) - powoli się zamyka. „W miejsce wróbla nie wchodzi żaden nowy gatunek.


"Z ekologicznego punktu widzenia brak wróbli w naszym otoczeniu niewiele zmieni” – twierdzi ornitolog. Może tyle, że w miastach i na wsiach zrobi się trochę bardziej pusto. „A szkoda. Coraz ściślej otacza nas beton, a większość ludzi wciąż ceni przyrodę. Miły jest nam widok ptaków, których zachowanie całkiem nieźle rozumiemy” – mówi naukowiec. Trudno też sobie wyobrazić, że towarzystwo wróbli zastąpią nam sroki i wrony. Te silne, bardzo mobilne i na tyle inteligentne ptaki bez trudu dostosowują się do życia obok ludzi i szybkich zmian w otoczeniu.

 Jakie szanse w nowej sytuacji mają wróble? Uważa się je za ptaki konserwatywne i przywiązane do miejsca. „Zdarzało się, że nawet po zamurowaniu otworów, w których wcześniej miały gniazda, w nowym sezonie lęgowym uparcie wracały na stare śmieci” – przypomina prof. Luniak.

 Są jednak miasta, które dają nadzieję - dodaje. Na przykład Berlin, gdzie wróble mają się świetnie, choć nikt nie umie wyjaśnić, dlaczego. „Wystarczy krótki spacer ulicami Berlina” – mówi profesor „żeby zorientować się, że jest ich tam wszędzie pełno. Zupełnie jak dawniej u nas”.

 PAP – Nauka w Polsce, Anna Ślązak

 agt/
Copyright © Fundacja PAP 2019