23.11.2019
PL EN
26.10.2012 aktualizacja 26.10.2012

Prywatne uczelnie zwarły szyki

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Łączenie prywatnych uczelni zwiększa ich atrakcyjność w dobie krzyzsu, gdy szkoły wyższe coraz silniej odczuwają skutki fali niżu demograficznego - uważa rektor Uczelni Vistula, Krzysztof Rybiński. Jego uczelnia przyłączyła niedawno pięć innych.

Fuzja objęła sześć szkół wyższych z Warszawy i Łodzi: Uczelnię Vistula, Akademię Finansów w Warszawie, Wyższą Szkołę Hotelarstwa Gastronomii i Turystyki w Warszawie, Wyższą Szkołę Turystki i Rekreacji im. M. Orłowicza w Warszawie, Wyższą Szkołę Turystyki i Hotelarstwa w Łodzi oraz Europejską Akademię Sztuk.

Z ich połączenia powstały trzy ośrodki - szkoła wyższa o profilu finansowo-biznesowym, kolejna o profilu hotelarsko-turystyczno-gastronomicznym oraz Europejska Akademia Sztuk. Wszystkie działają pod szyldem Grupy Szkół Wyższych Vistula. Kształcą w sumie 5,5 tys. studentów w 60 specjalizacjach, na stopniu licencjackim, magisterskim i doktoranckim.

Taka fuzja może być sposobem na oparcie się skutkom niżu demograficznego wśród kandydatów na studia, który - według ekspertów - uczelnie odczują w najbliższych latach. "Demograficzne tsunami zbliża się do rynku uczelni wyższych z całą siłą. Panuje przekonanie, że do 2020 r. połowa prywatnych uczelni może zbankrutować. Stąd pukanie do drzwi, gdy uczelnie dowiedziały się, że integrujemy rynek edukacji. Chętnych do statusu przyszłych partnerów jest wielu, a proces powiększania grupy będzie trwał" - wyjaśnia PAP rektor Rybiński.

W swoim założeniu połączenie zasobów edukacyjnych kilku uczelni ma umocnić pozycję Vistuli wśród innych polskich szkół wyższych, a sama konsolidacja uczelni zwiększa atrakcyjność oferty dla studentów. "Studenci zyskują dostęp do większej liczby profesorów, lepszej dydaktyki, do bardziej zróżnicowanych zajęć, prowadzonych na wyższym poziomie" - mówi rektor.

Jedną z ważniejszych korzyści płynących z całego zabiegu była centralizacja obsługi administracyjnej uczelni i związane z tym oszczędności. "Administracja pochłania zwykle do 30 proc. kosztów uczelni wyższych" - zauważa kanclerz Vistuli, Arif Erkol. - Po połączeniu dwóch lub więcej uczelni mamy jeden dziekanat zamiast kilku, jeden dział rekrutacji, planowania, PR i marketingu. Oszczędzone środki można wykorzystać na dydaktykę, badania itp".

Rektor Vistuli zapewnia, że łączenie uczelni to znacznie więcej, niż pomysł na oszczędności czy próba ratowania niektórych szkół od bankructwa. "W całej grupie wdrażamy nowy model kształcenia" - tłumaczy. - Dotychczas studenci szli na uczelnie, gdzie przekazywano im wiedzę, po czym uczelnie opuszczali. My ten model zmieniamy. Dajemy okazję do zyskania wiedzy, ale też od razu na studiach staramy się zanurzyć młodych ludzi w świecie biznesu. Chcemy, by z uczelni wychodzili z kapitałem wiedzy i relacji".

Rybiński podkreśla, że takie doświadczenie możliwe jest dzięki realizowanemu na jego uczelni programowi współpracy edukacji z biznesem, tzw. cooperative education. W jego ramach studenci już teraz odbywają staże w firmach, po których najlepsi mogą dostać pracę. "Zakładamy też, że w 2015 r. ponad połowa prac dyplomowych na uczelni będzie realizowana w postaci projektów dla biznesu. Każda specjalność, jaką prowadzimy, będzie miała opiekuna korporacyjnego. Firma, z którą współpracujemy, będzie u nas zamawiała badania, które zrealizują studenci" - tłumaczy rektor. Grupa Vistula współpracuje na tej zasadzie z 40 firmami.

"Uczelnie nie muszą padać. Muszą jednak mieć pomysł, jak się łączyć; jak inwestować zaoszczędzone dzięki temu pieniądze i uatrakcyjnić swoją ofertę dla studentów" - podkreśla odpowiedzialny za rozwój uczelni Oskar Derych.

PAP - Nauka w Polsce

zan/ ula/

Copyright © Fundacja PAP 2019