15.12.2019
PL EN
15.01.2013 aktualizacja 15.01.2013

Polskie uczelnie na szczytach rankingów

Wiem jak zreformować szkolnictwo wyższe. Mam na to prostą receptę. Poniżej krótko streszczam, jakie efekty mogłabym osiągnąć, gdyby tylko pozwolono mi decydować. Zapewniam, że moje metody wprowadziłyby polskie uniwersytety na szczyty międzynarodowych rankingów w dziesięć lat.

Jestem pewna, że znam sposób na to, jak wyeliminować patologie i zoptymalizować finansowanie. Mam wizję, jak zapewnić autonomię i najwyższą jakość kształcenia oraz poszanowanie praw studentów, dopasowanie programów do rynku pracy bez rezygnacji z wysokiego poziomu wiedzy ogólnoakademickiej. Wszystko to, oczywiście, przy szczególnej trosce o zarobki i stabilność zatrudnienia uczonych.

Co do badań naukowych, to wiem, jak zrobić, żeby były rzetelne, wartościowe, nowatorskie i dawały korzyść gospodarce. W oparciu o mój pomysł można by promować i wspierać najlepszych uczonych, utrzymać potencjał budowanych przez lata zespołów naukowych i nie tylko wykorzystywać w pełni, ale również rozwijać i modernizować infrastrukturę. Wystarczyłoby, żebym dostała pełną swobodę decyzji, a w ciągu kilku lat Polska stałaby się najbardziej innowacyjnym krajem na Ziemi.

Bo ja wiem, jak to zrobić.

Problem w tym, że nie tylko ja. Receptę na poprawę sytuacji na uczelniach ma chyba każdy.

Mamy w kraju ponad półtora miliona studentów - w tej grupie są zwolennicy pełnej odpłatności za studia, tacy, dla których prywatne studia mogą być płatne, ale na publiczne muszą łożyć podatnicy oraz tacy, według których również na prywatnych uczelniach studia dzienne powinny być finansowane z budżetu.

Istnieje ponad 400 szkół wyższych, działających w różnych branżach i według różnych modeli. Każda z nich ma swoje interesy i oczekuje (zupełnie słusznie), że państwo o te interesy zadba w imię lepszej edukacji, lepszej nauki, lepszej gospodarki i w ogóle lepszej przyszłości. A że interesy te są często sprzeczne, to naturalna kolej rzeczy.

Głos ma oczywiście również ponad 100 tys. nauczycieli akademickich - wśród nich młodsi i starsi, bardziej nastawieni na nauczanie i całkowicie oddani badaniom, humaniści i specjaliści od technologii, szeregowi pracownicy i rektorzy uczelni. Każda zmiana w systemie ich pracy dla części będzie korzystna, a dla niektórych katastrofalna.

Analitycy i politycy naturalnie mają własne wizje. Często proponują też sięgnąć po sprawdzone wzorce z zagranicy.

Np. model grantowy. Przykładowo w USA o pieniądze na swój projekt badawczy trzeba rywalizować w konkursach, uczeni łączą się w zespoły na czas trwania badań, więc często się przemieszczają. Dobierają współpracowników, którzy mają najlepsze przygotowanie i błyskotliwe pomysły. Laboratoria rywalizujące o granty muszą mieć doskonały sprzęt i zgromadzić najlepszy możliwy zespół. Niewątpliwie daje to ferment intelektualny, motywację, dynamiczną wymianę wiedzy i doświadczenia i inne korzyści. Stąd powtarzane jak zaklęcia przez niektórych polityków słowa: mobilność i konkurencja.

Ale są zwolennicy odwrotnego podejścia i oni też mają swoje zaklęcie: autonomia i pewność warunków pracy. Uczony powinien być otoczony mecenatem państwa, które zapewni mu stabilne zatrudnienie, środki, laboratorium. Wtedy, uwolniony od trosk o byt materialny swój i swojej rodziny, z biurokracją ograniczoną do minimum, z możliwością budowania zespołu i planowania działalności naukowej na całe lata naprzód, naukowiec skupi się tylko na swojej właściwej pracy i będzie maksymalnie wydajny. Tak postępuje np. Singapur, który swój rozwój upatruje w innowacjach, wypracowanych przez wiodących specjalistów w przyszłościowych dziedzinach - technologiach kwantowych, biotechnologii, telekomunikacji. Specjalistom tym płaci odpowiednio duże pieniądze i pozwala rozwijać badania według własnego uznania.

W Wielkiej Brytanii wszyscy płacą za studia - i to bardzo dużo. Wspomagać się mogą kredytami i stypendiami, ale i tak kształcenie dzieci na najlepszych uniwersytetach to w większości przywilej finansowych elit. W Austrii studia są darmowe, nawet dla niektórych obcokrajowców - inwestycja w kształcenie młodzieży przynosi korzyści w przyszłości.

Oprócz więc niezmiennego postulatu zwiększenia nakładów finansowych na naukę i szkolnictwo wyższe, wizji tego, jak zreformować system jest tyle samo, co osób, które zabierają głos w dyskusji. I tak już zawsze będzie. Chociaż więc moje pomysły są oczywiście najlepsze i z pewnością przyniosłyby oczekiwany efekt, to wiem, że nigdy nie zostaną zrealizowane w stu procentach. Ktokolwiek w to wierzy - wierzy w utopię.

Rektor Politechniki Warszawskiej wszystkie te rozważania streścił ostatnio na konferencji prasowej w dwóch, godnych inżyniera słowach. Praca nad reformą systemu to, jak to ujął, "wieloparametryczna optymalizacja". Żeby jej dokonać, trzeba przyznać się do omylności. Najwięcej można zaszkodzić forsując na siłę swoje najgenialniejsze pomysły.

Urszula Rybicka

Copyright © Fundacja PAP 2019