20.11.2017
PL EN
20.08.2013 aktualizacja 20.08.2013

Najciemniej w Bieszczadach i... pod latarnią

PAP: Nocą w mieście nie widać za dużo gwiazd. Dlaczego?

Dr Tomasz Ściężor, Wydział Inżynierii Środowiska Politechniki Krakowskiej: Powody są dwa. Pierwszy powód to złe oświetlenie. Nie chodzi o to, że w mieście jest za dużo świateł, ale że są one źle skierowane. Zamiast oświetlać ulice - oświetlają niebo. A drugim powodem jest emisja zanieczyszczeń do atmosfery. Zauważalne jest to zwłaszcza w zimie, kiedy ogrzewa się budynki paląc węgiel czy koks. Nocne niebo jest wtedy najjaśniejsze - szarobrunatne. To dlatego, że światło jest wtedy dodatkowo rozpraszane na pyłach.

PAP: To sprawka smogu?

TŚ: Tak, można tak powiedzieć. Widzimy ten smog przez źle skierowane światło. Jeśli chodzi o to, jak oświetlone są ulice - jest coraz lepiej. Jednak najgorzej jest w przypadku oświetlenia osiedlowego. Tam dominują lampy "ozdobne", które źle spełniają swoje funkcje. Weźmy np. takie lampy o kształcie kuli. One słabo oświetlają podłoże - często pod lampą widać cień od oprawy, a całe światło trafia w okna domów i w niebo. Pod lampami jest więc najciemniej, a jasno jest nad nimi. To nie jest prawidłowe oświetlenie. Lampy powinny być skierowane na chodnik, na podłoże. Dużo złego robi też wadliwe oświetlenie zabytków.

PAP: A czy oprócz astronomów komuś zanieczyszczenie światłem przeszkadza?

TŚ: Wszystkim, począwszy od świata zwierzęcego. Jak wynika z naszych badań, w Krakowie w ciągu jednej trzeciej nocy bezksiężycowych powierzchnia gruntu oświetlona jest bardziej, niż kiedy Księżyc jest w pełni. W ciągu roku mamy więc jakby dużą liczbę nadprogramowych nocy "księżycowych". To ma znaczny wpływ na funkcjonowanie zwierząt. Jeśli chodzi o ludzi jest podobnie. Nasz zegar biologiczny wymaga tego, by w nocy było ciemno. Chodzi tu o produkcję tzw. hormonu snu - melatoniny. Powoduje on, że człowiek budzi się wyspany. A melatonina jest produkowana wyłącznie w ciemności. Nadmiar sztucznego światła w nocy nam przeszkadza i jesteśmy niewyspani.

PAP: Jak pana zespół badał zanieczyszczenie światłem?

TŚ: W około 20 punktach w Krakowie - a kontrolnie również w Beskidzie Żywieckim i w Bieszczadach - niezależnie od pogody, każdej nocy przez rok prowadziliśmy pomiary jasności nocnego nieba. Mierzyliśmy też poziom oświetlenia gruntu przez nocne niebo. Daje się zauważyć m.in. to, że im bardziej w mieście zachmurzone jest niebo nocą, tym jest tam... jaśniej. Do tego stopnia, że można nawet czytać gazetę. A przecież w naturze tendencja jest odwrotna - w Bieszczadach im więcej jest nocą chmur, tym jest ciemniej - obłoki zasłaniają jedyne naturalne źródło światła, czyli gwiazdy. Bo Bieszczady to jedyne przez nas stwierdzone w Polsce miejsce, gdzie istnieje naturalny poziom zanieczyszczenia świetlnego. Reszta Polski jest zaśmiecona światłem i od miast w niebo bije potężna łuna.

PAP: A co to jest łuna?

TŚ: Łuna miasta, czy też wyspa świetlna, to pochodzące od miasta światło, które się rozprasza na drobinach w powietrzu i rozświetla niebo. Jeżeli zbliżamy się do Krakowa, taką czapę świetlną widać już z odległości 25-30 km od centrum. W Małopolsce najciemniej jest w rejonie Miechowa, gdzie władze gmin wyłączają na noc oświetlenie uliczne. Za to w gminie Jeleśnia w Beskidzie Żywieckim wprowadzono program ochrony nocnego nieba i są wymieniane oprawy lamp. Efekty są widoczne podwójnie - po pierwsze niebo jest tam ciemne, a po drugie - gmina oszczędza. Instalowanie prawidłowych opraw pozwala zachować oświetlenie ulic na takim poziomie jak wcześniej i zmniejszyć moc żarówek o 30 proc.

PAP: Czy różnice w jasności nieba w różnych rejonach w Polsce są duże?

TŚ: W najlepiej umiejscowionym obserwatorium astronomicznym w Polsce - na Suhorze (Gorczański Park Narodowy - PAP) niebo jest 20-30 razy jaśniejsze niż w Bieszczadach. Za to w Krakowie niebo jest aż 80 razy jaśniejsze niż w Bieszczadach.

PAP: Czyli ile gwiazd można tam zobaczyć?

TŚ: W Bieszczadach, jak spojrzy się w górę, można zobaczyć 6-7 tys. gwiazd, a w Krakowie w najlepszą możliwą noc widać około 200 gwiazd. Nie widać tu nawet Drogi Mlecznej. A w Bieszczadach Droga Mleczna wygląda jak chmury na niebie.

PAP: A ile gwiazd byłoby w Krakowie widać, gdyby oświetlenie było wszędzie dobrze zaprojektowane?

TŚ: Można szacować, że byłoby wtedy widać 1-2 tys. gwiazd.

PAP: Czyli warto walczyć o ciemne niebo?

TŚ: Oczywiście. Są dwie strony medalu. Jedna to astronomiczna - niebo jako dar naturalny. Chcemy mieć czystą wodę czy czyste lasy i powinniśmy też chcieć czystego nieba. A druga strona medalu to strona zdrowotna - człowiek dla zdrowia i dobrego snu potrzebuje ciemnego otoczenia. Ale trzeba tu podkreślić: nie walczymy z oświetleniem. Nie o to chodzi. Chcemy tylko, by było ono dobrze skierowane.

Rozmawiała Ludwika Tomala (PAP)

PAP - Nauka w Polsce

lt/ mrt/

Partnerzy

Copyright © Fundacja PAP 2017