14.12.2019
PL EN
14.03.2014 aktualizacja 14.03.2014

Debata: rozpoznawalność uczelni kluczem do ich umiędzynarodowienia

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

W Polsce około 100 uczelni prowadzi działania służące ich umiędzynarodowieniu. Jednym ze sposobów na internacjonalizację jest zwiększenie rozpoznawalności polskich uczelni np. poprzez międzynarodowe akredytacje - mówili uczestnicy zorganizowanej w Warszawie debaty.

Do 2035 roku populacja studentów na świecie przekroczy 520 mln, gdy w 2000 roku było ich niecałe 100 mln. "Ten popyt na szkolnictwo wyższe rozkłada się jednak nierówno. W Europie mamy do czynienia ze stabilizacją, a nawet spadkiem liczby studentów. Natomiast cały wzrost będzie pochodził z krajów, które są poza Unią Europejską. Dlatego konkurencja uczelni europejskich będzie gigantyczna i spowoduje zaciętą walkę o studenta" - powiedział prezydent Akademii Leona Koźmińskiego prof. Andrzej Koźmiński.

Jak wyjaśnił, w USA uczy się obecnie 800 tys. studentów zagranicznych, którzy płacą wysokie czesne. W Wielkiej Brytanii jest to 500 tysięcy, we Francji 300 tysięcy studentów. Według najnowszych danych, podanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w Polsce w bieżącym roku akademickim studiuje już 32 tys. studentów z zagranicy. "Nasz bilans na razie jest ujemy: więcej polskich studentów uczy się za granicą, niż zagranicznych w Polsce. To jest niepokojące zjawisko" - powiedział prof. Koźmiński.

Dr Bianka Siwińska, autorka książki "Uniwersytet ponad granicami" mówiła, że około 100 uczelni w Polsce jest aktywnych w działaniach na rzecz internacjonalizacji. Bardzo aktywnych jest 50 uczelni, a dobrze zinternacjonalizowanych może kilkanaście. "Stoimy u progu dużej zmiany, tylko pytanie co dalej się stanie. Czy ten proces otrzyma wsparcie, czy tematykę umiędzynarodowienia uczelni dalej będzie się marginalizowało" - powiedziała Siwińska.

Jej zdaniem potrzebne są rozwiązania systemowe, które pozwolą umiędzynarodowić, szkolnictwo wyższe w Polsce. "Wszystko, co się dzieje u nas na tym polu, wynika albo z inicjatywy uczelni, albo z nacisku Unii Europejskiej, która zmusza nas do pewnych działań. Tymczasem już w latach 90. XX wieku premier Wielkiej Brytanii Tony Blair wyznaczał cele ilościowe jeżeli chodzi o pozyskiwanie studentów zagranicznych dla swojego kraju. Chiny mają specjalne programy stypendialne dla świata, Brazylia wysyła w świat tysiące studentów. Niemcy to kraj, który najwięcej inwestuje w stypendia dla studentów zagranicznych, ale też dla naukowców i doktorantów niemieckich wyjeżdżających zagranicę. Jeżeli chodzi o myślenie strategiczne o internacjonalizacji, podejście systemowe i długoterminowe, to Niemcy mogą być dla nas wzorem" - argumentowała.

Jednak według rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Marka Krawczyka uczelnie muszą same walczyć o zwiększanie stopnia umiędzynarodowienia. "Nie wyobrażam sobie, by państwo nam w tym kierunku pomogło. Na kierunkach medycznych od 20 lat mamy internacjonalizację, która powiększa się z każdym rokiem" - podkreślił. Internacjonalizacji towarzyszy jednak stała kontrola jakości kształcenia. "Departament Edukacji USA co pięć lat sprawdza jak my kształcimy, bo inaczej amerykańscy studenci nie mogliby dostawać pomocy finansowej od banków amerykańskich i nie przyjechaliby do naszego kraju" - powiedział.

Zwolennikiem narzucania internacjonalizacji przepisami nie jest też przewodniczący Polskiej Komisji Akredytacyjnej prof. Marek Rocki. "Jeśli taka internacjonalizacja jest obowiązkowa, to zazwyczaj prowadzi do patologii. W jednej z uczelni, które wizytowałem, regularnie co semestr było dwóch Portugalczyków. Wszystkie zajęcia były po polsku, a uczelnia nie potrafiła wskazać, w jakich zajęciach ci Portugalczycy uczestniczyli. Myślę, że byli zapisani na studia pro forma, aby pokazać, że uczelnia kształci obcokrajowców" - opisał prof. Rocki.

Przykładem takiej "patologicznej internacjonalizacji" jest też - zdaniem prof. Rockiego - swoiste "sprzedawanie" wiz do strefy Schengen poprzez zapisywanie studentów na polskie uczelnie. Polega to na pobraniu przez uczelnię czesnego za pierwszy semestr tylko po to, aby studenci po tym pierwszym semestrze powędrowali gdzieś dalej w Europę i świat, na podstawie wizy, którą dostali do Polski.

Zdaniem Bianki Siwińskiej takie patologiczne skutki przynosi krótkoterminowe myślenie o zyskach z internacjonalizacji. "Polska internacjonalizacja jest naznaczona przesłanką ekonomiczną w krótkiej perspektywie. Uzasadnieniem dla ruchów internacjonalizacyjnych ma być zysk finansowy tu i teraz dla konkretnej uczelni. Przykładem może być sprowadzanie - na marginesie systemu - studentów z Ukrainy w dużych ilościach, na złe studia, na krótki czas. To z całą pewnością nie sprzyja rozwojowi jakości akademickiej, a dzieje się, kiedy nie ma spójnej polityki państwa, strategii rozwojowej szkolnictwa wyższego, a już szczególnie w segmencie umiędzynarodowienia" - mówiła Siwińska.

Jak podkreślił prof. Rocki, kluczem do zwiększenia poziomu rzeczywistej internacjonalizacji może być rozpoznawalność. "Do mojej uczelni (Szkoła Główna Handlowa - przyp. PAP) przyjeżdżają studenci, by wysłuchać wykładów prof. Leszka Balcerowicza. Do tego potrzebne są też akredytacje międzynarodowe, to dzięki nim polepsza się rozpoznawalność polskich uczelni. Aż 22 proc. budżetu polskich uczelni medycznych pochodzi od studentów ze Stanów Zjednoczonych. To rewelacyjna informacja, bo przyciąga też studentów z Azji, którzy dowiadują się, że tutaj można studiować na poziomie amerykańskim za mniejsze pieniądze. Ściąganie dobrych studentów wymaga dobrych uczelni, które są rozpoznawalne" - powiedział prof. Rocki.

Debatę "Jak i po co internacjonalizować polskie szkolnictwo wyższe?", zoganizowały 11 mraca Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i Wydawnictwo ELIPSA.

PAP - Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

ekr/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019