24.01.2019
PL EN
06.10.2014 aktualizacja 06.10.2014

Rita Gorgonowa - międzywojnia wróg numer jeden/Festiwal Nauki w Warszawie

Tajemnicza sprawa zbrodni popełnionej przez Ritę Gorgonową była na tyle zawikłana, że jej rozwiązania nie powstydziliby się Kurt Wallander, Sherlock Holmes czy Herkules Poirot. W międzywojniu wzbudziła tyle negatywnych emocji, że na proces sprzedawano bilety, a piszące o zbrodni gazety zarabiały krocie, wyprzedając się na pniu.

"Sprawa Rity Gorgonowej jest bardzo charakterystyczna dla 20-lecia międzywojennego. Odzwierciedlała to, co działo się w II Rzeczpospolitej. "Na proces sądowy sprzedawano bilety dla widowni. Choć winy Rity jeszcze nie potwierdzono, to już skazano ją na śmierć. Gdyby ludzie spotkaliby ją na ulicy, to mogliby ją zlinczować" - mówił podczas Festiwalu Nauki w Warszawie Bartosz Borkowski z PAN Archiwum.

Czas: 30 grudnia 1931 roku. Miejsce: willa w Łączkach koło Brzuchowic pod Lwowem. Uczestnicy: Henryk Zaremba - właściciel posiadłości i zamożny architekt. Elżbieta "Lusia" Zaremba - nastoletnia córka Henryka; Rita Gorgonowa - była służąca w domu Henryka, która z czasem nawiązała z nim romans; Stasio Zaremba - czternastoletni syn Henryka i brat Lusi; Romana - czteroletnia córka Henryka i Rity. Poszkodowana: Lusia Zaremba. Sprawczyni: Rita Gorgonowa.

Według opisu prokuratury wydarzenia przebiegały tak: w nocy Rita Gorgonowa wstaje, wchodzi do pokoju Lusi, wyciąga dżagan, czyli twarde narzędzie do rozbijania lodu i oddaje cztery ciosy w głowę Lusi. Ta wskutek uderzeń umiera. Rita Gorgonowa po dokonaniu zbrodni wraca z powrotem do swojego pokoju, ale najpierw otwiera okno, aby upozorować włamanie. Chce wrócić do siebie przechodząc przez dom, ale uniemożliwia jej to obudzony ze snu Stasio. Podrywa go skamlanie psa, którego Rita również uderzyła dżaganem. Gorgonowa musi więc uciekać, ale najpierw chowa się za bożonarodzeniową choinkę. Stasio tymczasem idzie do pokoju Lusi i odkrywa ciało siostry. W tym czasie Rita - według ustaleń prokuratury - ucieka przez werandę, dostaje się do piwnicy, z której z powrotem wychodzi i wraca do swojego pokoju. Przy czym zbiła jeszcze w piwnicy szybkę od zewnątrz.

"Gdy Stasio zaczął krzyczeć, że Lusia zabita, wszyscy domownicy zbiegli się do pokoju, łącznie z Ritą ubraną w futro. Henryk nakazał pobiec Ricie po lekarza, który przyjechał i stwierdził zgon Lusi. Potem pojawiła się policja i oczywiście pierwsze podejrzenie padło na Ritę" - opisywał prelegent.

W wyniku przeprowadzonego śledztwa Ritę Gorgonową uznano za winną, choć ona sama nigdy nie przyznała się do winy. Choć wiele argumentów było przeciwko niej, to proces opierał się przede wszystkim na poszlakach. "Policja niestety nie zabezpieczyła śladów i popełniła wiele błędów. Nie zrobiono ani zdjęć, ani nie zabezpieczono odcisków palców" - mówił Bartosz Borkowski.

Przeciw Ricie świadczyły przede wszystkim zeznania Stasia, który powiedział, że w pokoju widział dziwnie zachowującą się Ritę. "To był niepodważalny i najważniejszy argument w sądzie" - powiedział Borkowski.

Na to, że Rita zabiła Lusię wskazywał też motyw. Nie dość, że jej nie lubiła, to tego samego dnia obie się pokłóciły. W dodatku Rita nie raz wygrażała, że pozabija wszystkich z Henrykiem i samą sobą włącznie. W czasie, kiedy popełniono zbrodnię, Rita nie była już w związku z Henrykiem. Zawarli kompromis, zgodnie z którym Rita mogła pozostać w domu, ale ich wspólne dziecko Romana miało pozostać przy Henryku, kiedy ona zamieszka gdzie indziej. Jeśli Rita chciała więc zabić Lusię, to był na to ostatni moment.

Przeciwko Ricie świadczył też brak śladów na świeżym śniegu. "Jeżeli spadł śnieg, to dookoła domu powinny być ślady osoby, która się włamała. Ponieważ takich śladów nie było, Lusię musiał zabić ktoś z domowników. Na początku brano pod uwagę również ogrodnika, ale on miał swoją osobną chatę poza domem" - wyjaśniał Borkowski.

Kiedy jednak ogrodnika zapytano, co robił i gdzie był w momencie popełnienia zbrodni, ten zemdlał. "Potem nikt więcej go o nic nie pytał. Po 10 dniach policja doszła do wniosku, że może jednak zbyt łatwo dano mu spokój i przeszukała jego mieszkanie. Po takim czasie wiadomo było, że i tak niczego tam nie znajdą" - opisywał historyk.

Dziwniejszym dowodem w sprawie była mokra chusteczka ze śladami krwi. "Znaleziono ją w piwnicy. Leżała wśród suchych materiałów i wyglądało to tak, jakby ktoś celowo podrzucił tam tę chusteczkę, aby zrzucić winę na Gorgonową" - mówił Borkowski. Kolejny dowód to dżagan, który Rita miała wrzucić do basenu, aby zimna woda błyskawicznie zmyła krew. Na ubraniu Rity znajdowały się też rdzawe plamy, więc od razu pomyślano, że to niedoczyszczona krew Lusi.

Dowiedziono także, że już po śmierci Lusi, ktoś upozorował gwałt za pomocą ciężkiego metalowego narzędzia, aby nadać wszystkiemu motyw seksualny.

"To jeszcze bardziej tych wszystkich ludzi wściekło. Kiedy rozpoczął się proces, zrobiono z niego rozrywkę i sprzedawano bilety. Niesamowicie dorobiła się też prasa. Zdjęcia Rity pojawiały się wszędzie. W dodatku na sali sądowej występowała w futrze, które dostała od Henryka, a w którym podobno dokonała zbrodni. Rita wzbudzała więc powszechną nienawiść" - opisywał Bartosz Borkowski.

Rita stanowczo i od razu mówiła, że nie zabiła Lusi. Obrona zaś wskazywała, że Staś Zaremba miał zaledwie 14 lat i mógł się pomylić. Było ciemno, twarz Rity zasłaniała choinka, więc nastolatek mógł zobaczyć to, co sam chciał widzieć. "Zwłaszcza, że na początku Ritę lubił, ale potem wszyscy byli z nią tak skłóceni, że nikt za Ritą w tym domu nie przepadał" - mówił prelegent.

Co ciekawe, ustalenia ekspertów sądowych w kwestii grupy krwi znalezionej na furze Gorgonowej i znalezionej w piwnicy chusteczce, podważał słynny prof. Ludwik Hirszfeld - odkrywca zasady dziedziczenia grupy krwi. Jego obiekcji nie wzięto jednak pod uwagę. Według sądowych specjalistów krew Lusi należała do grupy A, krew Rity Gorgonowej do grupy 0. Tę pierwszą znaleziono podobno zarówno na chusteczce, jak i na futrze.

Śledczy nie brali też pod uwagę, że ktoś rzeczywiście mógł się włamać przez okno, twierdząc, że było ono zbyt małe, aby ktoś mógł się przez nie przedostać do środka. Możliwość włamania nie była bezpodstawna, zwłaszcza, że już wcześniej ktoś próbował włamać się do tego domu. Nie zbadano też innego aspektu sprawy. Po Lusi w bardzo podobnych okolicznościach zginęła też inna kobieta.

Skazana najpierw na karę śmierci - a po ponownym rozpatrzeniu sprawy - na karę więzienia Rita Gorgonowa wyszła na wolność we wrześniu 1939 roku w wyniku amnestii z powodu wybuchu wojny. Potem przepadła niemal bez wieści.

PAP - Nauka w Polsce

ekr/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019