18.09.2019
PL EN
09.08.2015 aktualizacja 09.08.2015

Lodowce dla przetrwania fauny arktycznej

Drapieżniki arktyczne żerują przy czołach lodowców, gdzie otrzymują żywność w skoncentrowanej dawce. Są to zwykle głębsze obszary dna fiordu, gdzie topi się lodowiec i gromadzą się zimne i słone wody. Czy bez tych zatok lodowcowych zwierzęta nie dadzą sobie rady i wymrą? Czy wówczas zmniejszą się ich rozmiary? To niektóre z pytań, jakie stawiają sobie uczestnicy polsko-norweskiego projektu GLAERE.

„Interesują nas przede wszystkim lodowce pływowe. Z gór, z lądu spływają one do morza i odrywają się od nich góry lodowe. Wytapiająca się z nich woda zawiera duże ilości zawiesiny. Tworzy się tam specjalny obieg wody, zwany upwellingiem. Jest to prąd wstępujący od dna morskiego, woda morska bogata w organizmy wypływa do góry i miesza się z wodą słodką z lodowca. Na skutek takich hydraulicznych zjawisk następuje koncentracja organizmów” - mówi kierownik projektu GLAERE prof. Maciej Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN.

Tam, gdzie lodowiec spada bezpośrednio do morza, zrzuca duże ilości słodkiej wody. Na granicy słodkich i słonych wód plankton obumiera, bo doznaje szoku na skutek zmiany zasolenia. Plankton zjadają małe ryby, za małymi rybami przychodzą ptaki, foki, a potem białe wieloryby, niedźwiedzie – cała ta, jak określa uczony, charyzmatyczna fauna arktyczna.

Polacy i Norwegowie zbierają dane o strefach mieszania się słodkiej i słonej wody, a jednocześnie monitorują miejsca żerowania zwierząt.

„W tej części Arktyki, którą obserwujemy, następuje bardzo silny napływ dość ciepłej wody atlantyckiej. Ale w dołkach przy lodowcach zachowuje się ta prawdziwie zimna woda o temperaturze minus 1,5 stopnia. Woda może mieć ujemną temperaturę, kiedy jest bardzo słona, a ta zamarza przy minus dwóch stopniach. W ten sposób tworzą się kieszenie wody, które stanowią azyl dla zwierząt, które ewolucja przystosowała do życia w bardzo niskich temperaturach. Teraz, kiedy wszędzie robi się ciepło, te zimnolubne organizmy mogą się schronić właśnie w zatokach przylodowcowych” - mówi prof. Węsławski.

Badacze tworzą scenariusze rozwoju ekosystemu, ponieważ przewidują, że w przyszłości lodowce będą się wycofywać i zostaną zastąpione przez ujścia rzek lodowcowych i równie pływowe. Uczeni chcą sprawdzić, czy zwierzęta dadzą sobie radę bez zatok lodowcowych i przystosują się do cieplejszej wody. Obserwują zjawisko zmniejszania się rozmiarów ciała tych zwierząt – mogą one maleć nawet 10-krotnie. Dotyczy to tych organizmów, których temperatura ciała jest taka, jak temperatura otoczenia.

„Tempo reakcji chemicznych zachodzących w organizmie, czyli tempo przemiany materii, zależy od temperatury otoczenia. Jeżeli zwierzę żyje w ciepłej wodzie, to wszystkie procesy zachodzą bardzo szybko, zwierzę żyje intensywnie, szybko i krótko. Zwierzęta z tych rejonów, które mają zmienną temperaturę ciała są względnie małe. Natomiast w wodach zimnych organizmy żyją i trawią bardzo powoli. Niektóre małże mogą żyć nawet do 250 lat. Młodzieniaszkiem, który zaczyna się rozmnażać jest małż mający sto lat. Jego krewny z wód ciepłych czy tropikalnych cały cykl zamknie w ciągu kilku, czy też kilkunastu lat, bo reakcje zachodzą u niego znacznie szybciej, on się po prostu szybciej spala” - tłumaczy oceanolog.

Dodaje, że zimna woda jest potrzebna, żeby powstawały organizmy duże, powoli rosnące, które mają specjalne właściwości biochemiczne. Mają one długie łańcuchy kwasów tłuszczowych, tych najbardziej cenionych przez człowieka i są dla nas najzdrowsze. Ryby z zimnej wody są dużo zdrowsze, niż z wody ciepłej, ponieważ mają nieco inny skład kwasów tłuszczowych.

„Świat się zmienia. Może to smutna konstatacja, ale trzeba się do tego przyzwyczaić i zobaczyć, co tracimy. Na pewno tracimy pewną unikalność, co nie znaczy, że jest to jakieś nieszczęście, to po prostu zjawisko. My uczeni obserwujemy je i opisujemy, jakie są konsekwencje – na przykład takie, że zmienia się skład kwasów tłuszczowych, które będziemy zjadali, że będą gorsze warunki żerowania dla wielkich stad ptaków, które tam występują, i że te stada zostaną zastąpione przez inne gatunki. To nie jest katastrofa, to zmiana” - tłumaczy profesor.

Ale zmiany nie są tylko negatywne. Wielu rybaków cieszy się, bo znikają lody pływające po powierzchni Arktyki i na północ ruszyły wielkie stada ryb. Z kolei tam, gdzie nie ma lodu, rybacy mogą rzucać sieci, więc będzie więcej łowisk, a łowiska te będą bardziej zasobne. Obszary będą bardziej eksploatowane, dostarczą więcej żywności.

„Jak sobie popatrzymy na Morze Norweskie, typowe atlantyckie morze, to jest ono bardzo wydajne rybacko i tam sobie świetnie radzą i ryby, i rybacy. Zapewne Arktyka się przerodzi w podobny akwen” - podsumowuje optymistycznie prof. Węsławski.

W projekt GLARE zaangażowany jest Morski Instytut Rybacki, IO PAN i ornitolodzy z Uniwersytetu Gdańskiego. Około 40 osób z Polski, podobna liczba z norweskich instytucji - University of Tromsø, University Studies on Svalbard i Norsk Polarinstitutt.

Badania będą prowadzone przez 3 sezony; teraz trwa drugi sezon. Pełnomorski okręt badawczy Oceania spędza przynajmniej 2 miesiące rocznie w Arktyce, oprócz są tego dwa statki norweskie, nieco większe. Są zaangażowane polska i norweska stacja badawcza oraz urządzenia takie jak roboty podwodne.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

kol/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019