17.12.2017
PL EN
02.10.2015 aktualizacja 02.10.2015

Projekt FREDE coraz bliżej startu

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Studenci, którzy za pomocą eksperymentu FREDE - umieszczonego na balonie ESA - sprawdzą rzeczywistą szkodliwość freonu, dotarli do Szwecji i szykują się do startu. Ten planowany jest w pierwszej połowie października ze szwedzkiego kosmodromu Esrange, niedaleko Kiruny w Szwecji, na terenie północnego koła podbiegunowego

W gondoli balonu BEXUS - o wymiarach 116 cm m x 116 cm x 68 cm - znajdą się cztery urządzenia z różnych krajów Europy. Oprócz eksperymentu FREDE, przygotowanego przez zespół Politechniki Wrocławskiej, do stratosfery polecą również eksperymenty studentów z Hiszpanii (SPADE), Belgii (HACORD), a także projekt badawczy powstający przy współpracy studentów z Norwegii i Niemiec (CPT-SCOPE).

"Pierwsze trzy dni to czas na przygotowanie eksperymentu i poprawki. Potem - od 6 października - czekamy na okno startowe, które będzie zależne od warunków pogodowych. Nam zależy, aby lecieć za dnia, przy możliwie długim czasie lotu. Będziemy szukali takich warunków, aby móc zrealizować nasz plan" - zapowiada PAP pomysłodawca eksperymentu Jędrzej Górski.

Na wysokość 25-30 km balon wzniesie się w około 1,5 godz. Będzie podążał w kierunku Rosji przelatując nad Szwecją i Finlandią. Jego lot będzie trwał do 4-5 godzin, ale kiedy zbliży się do granicy z Rosją, gondola zostanie odcięta od balonu. Skrzynię z urządzeniami odbierze helikopter.

Wszystko zaczęło się, kiedy Jędrzej Górski wraz z zespołem studentów wrocławskich uczelni, postanowił sprawdzić, jak szybko freon uwalnia szkodliwy chlor ze swoich struktur w górnych warstwach atmosfery. Odpowiedź na to pytanie umożliwi zwycięstwo w programie REXUS/BEXUS, organizowanym m.in. przez Europejską Agencję Kosmiczną.

"Freony to gazy, które dawniej powszechnie stosowano m.in. w lodówkach i aerozolach. Związki te ulegając rozpadowi uwalniają atomy chloru, które niszczą warstwę ozonową. Przez to do Ziemi ze Słońca dociera więcej - szkodliwego dla człowieka - promieniowania ultrafioletowego. Proces rozpadu freonów następuje jednak nie na Ziemi, tylko podczas procesu parowania w atmosferze. Tam staje się najbardziej niebezpieczny" - mówi Jędrzej Górski.

Uwagę na to, że freon może być szkodliwy dla człowieka zwrócili naukowcy: Frank Sherwood Rowland, Paul Crutzen i Mario Molina, za co w latach 90. otrzymali Nagrodę Nobla. Nagrodę przyznano jedynie za teorię zbadaną w laboratorium. Jednak nie było do tej pory publikacji, która weryfikowałaby ich tezy w rzeczywistych warunkach. Szansą na rzucenie światła na ten problem jest właśnie eksperyment FREDE.

"Ziemska atmosfera jest tak skomplikowanym reaktorem chemicznym, że nawet najlepsze superkomputery nie mogą ze 100 proc. pewnością powiedzieć, co się w niej dzieje. Dlatego trzeba przeprowadzić pomiary na miejscu, czyli na odpowiedniej wysokości atmosfery. Tam ciśnienie i temperatura są niskie, a freony zachowują się trochę inaczej. Jeśli w ciągu kilku godzin eksperymentu uda się nam wychwycić informacje na temat szybkości rozpadu wybranych wcześniej freonów, to będziemy mogli potwierdzić lub zaprzeczyć ich rzeczywisty poziom szkodliwości" - wyjaśnił PAP pomysłodawca eksperymentu.

"Na zewnątrz gondoli znajdą się worki ze specjalnego materiału - przeźroczyste dla promieniowania UV, w których będziemy trzymać próbki z gazem o ustalonych przez nas stężeniach, trochę wyższych niż te na Ziemi. W stratosferze stężenie freonów ocenia się na poziomie jednej do kilkudziesięciu czy kilkuset cząsteczek na trylion. Czujnik, który byłby w stanie wychwycić takie stężenie, musiałby przebywać w tym pomieszczeniu bardzo długo" - wyjaśnił Górski.

Właśnie dlatego młodzi naukowcy zamkną freon - w znanym im stężeniu - w pojemniku o konkretnej objętości. "Na bazie zebranych informacji w publikacjach naukowych oraz własnych eksperymentów naziemnych w komorze próżniowej Centrum Badań Kosmicznych PAN będziemy w stanie ustalić szybkość uwalniania szkodliwego chloru po latach podróży tej cząsteczki w kierunku górnych warstw troposfery i stratosfery" - tłumaczył rozmówca PAP.

Teraz studenci są już pewni swojego startu, ale zanim spokojnie mogli wyjechać do Szwecji, ESA kilkakrotnie sprawdzała postępy prac nad ich eksperymentem. "Ostateczna decyzja o tym, że wystartujemy zapadła w pierwszej połowie września, kiedy delegat ESA sprawdzał naszą gotowość do lotu. Zdaliśmy ten egzamin śpiewająco, więc nie było przeciwskazań" - podkreślił rozmówca PAP.

Budowa eksperymentu została sfinansowana z grantu przyznanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach programu „Generacja Przyszłości”, a jego wartość wynosiła 385 tys. zł. Dodatkowo we wczesnym etapie realizacji projektu zespół otrzymał 65 tys. zł. wsparcia ze strony Politechniki Wrocławskiej.

PAP - Nauka w Polsce

ekr/ agt/

Partnerzy

Copyright © Fundacja PAP 2017