22.11.2017
PL EN
06.10.2016 aktualizacja 06.10.2016

Feringa - konstruktor niewidocznych silników

Uhonorowany w środę Nagrodą Nobla w dziedzinie chemii Holender Bernard L. Feringa konstruuje niewidoczne silniki, jest też inspirującym wykładowcą, a po godzinach relaksuje się w ogrodzie. Gdyby nie był Feringą - byłby Leonardem da Vinci.

Tegoroczną Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii - przyznaną za "zaprojektowanie i syntezę maszyn molekularnych" - otrzymali również Francuz Jean-Pierre Sauvage i Szkot sir J. Fraser Stoddart.

Bernard Lucas "Ben" Feringa (ur. 1951) pracuje na holenderskim University of Groningen, gdzie wcześniej studiował. "Zdecydowałem się na chemię, bo uwielbiam robić eksperymenty. To coś, co odróżnia chemię od - powiedzmy - matematyki. W szkole średniej miałem lepsze stopnie z matematyki niż z chemii i fizyki, i lubiłem wszystkie te trzy przedmioty. Ale fakt, że mógłbym eksperymentować i pracować z czymś, co można poczuć, zobaczyć albo dotknąć - pchnął mnie w stronę chemii" - wspominał w jednym z wywiadów.

Mówiąc o chemii - podkreśla, że może mieć ona duży wpływ na realny świat. "Pamiętam, jak bardzo fascynowała mnie myśl, że możemy zrobić - powiedzmy - sztuczne włókna albo że ludzie mogą projektować nowe leki, coś, co wyleczy choroby - mówił dla pisma "Chimia". - Kiedy tylko zabrałem się do badań - zorientowałem się, że chemia pozwala stworzyć taki świat, jaki nigdy wcześniej nie istniał. Wciąż pamiętam dreszcz przejęcia, kiedy pierwszy raz uzyskałem nową cząsteczkę... (...) To mi dało prawdziwego kopniaka. I wtedy się wszystko zaczęło. Naprawdę uwielbiam cząsteczki".

Oswojona w laboratorium perspektywa sprawdza się - według Feringi - na innych płaszczyznach życia, np. prywatnej czy nawet gospodarczej. "Czy mówimy o nowych lekach, tworzywach alternatywnych do rzadkich materiałów, podstawowych elementach ekologicznego przemysłu czy energii pozyskiwanej w sposób przyjazny dla środowiska - na każdym z tych frontów osiągniemy postęp jedynie wtedy, jeśli nauczymy się rozumieć i zarządzać procesami z molekularną precyzją" - powiedział w wywiadzie dla pisma "Elements".

Jako chemik Feringa zajmuje się wieloma kwestiami, np. chiralnością czy katalizą. Znany jest jednak przede wszystkim jako człowiek, który doprowadził do opracowania pierwszego jednokierunkowego molekularnego silniczka napędzanego światłem UV, a później również molekularnego auta (nanosamochodu), napędzanego przez impulsy elektryczne.

Wynalezienie silnika molekularnego Feringa uznaje za swoje największe osiągnięcie.

Zanim dostał Nobla, był wielokrotnie doceniany w kraju i na świecie. Feringa dostał m.in. nagrody Koerber European Science Award, Spinozy, Norrish Award of the ACS, RSC Organic Stereochemistry Award, Humboldt Award, Grand Prix Scientifique Cino del Duca, a także medale - Paracelsusa, Chirality, Marii Curie, Preloga i medalem Nagoya. Feringa jest członkiem i wiceprzewodniczącym Holenderskiej Królewskiej Akademii Nauk i zagranicznym członkiem honorowym American Academy of Arts and Sciences. W 2008 r. holenderska królowa przyznała mu tytuł szlachecki.

Mnóstwo czasu i energii Feringa poświęca kierowaniu dużą grupą badawczą, którą stworzył praktycznie od podstaw. Na stronie internetowej tej grupy umieścił hasło: "sztuka budowania niewielkiego". Ze studentami i zespołami badawczymi dyskutuje o projektach, składa też wnioski o granty i pisze publikacje. Opublikował ponad 650 artykułów, cytowanych w sumie ponad 30 tys. razy. Jest też właścicielem ponad 30 patentów.

Cały czas również wykłada. Uważa, że nauczyciel akademicki powinien mieć entuzjazm ("jeśli go nie masz, jak możesz oczekiwać entuzjazmu od studentów?"). I wciąż "stawiać studentom wyzwania, inaczej niewiele będzie się działo". Feringa wypromował już ponad stu doktorów.

W wolnym czasie Feringa jeździ na działkę, na której hoduje konie i uprawia warzywa. "Uwielbiam przyrodę. Fakt, że możesz zasiać nasionko, a potem zjeść z niego warzywo albo oglądać kwitnący kwiat, naprawdę mnie fascynuje. I pozwala mocno stać na ziemi, podziwiając osiągnięcia natury. Dzięki temu orientuję się, że to, co robimy, jest dość prymitywne. I to jest dobra przeciwwaga dla moich zajęć w laboratorium i na sali wykładowej. Po prostu piękne" - uważa.

W wywiadzie dla "Angewandte Chemie" powiedział: "Gdybym na jeden dzień mógł stać się kimś innym - byłbym Leonardem da Vinci". (PAP)

zan/ mrt/

Partnerzy

Copyright © Fundacja PAP 2017