14.12.2017
PL EN
08.05.2017 aktualizacja 08.05.2017

Ekspert: w atmosferze nie dzieje się nic nadzwyczajnego

Deszczowa pogoda nie oznacza, że w atmosferze dzieje się coś nadzwyczajnego; o tej porze mamy dużą zmienność warunków - mówi PAP fizyk atmosfery prof. Szymon Malinowski, komentując obfite opady deszczu, które na początku maja wystąpiły w wielu regionach Polski.

W miniony weekend mieszkańcy wielu regionów Polski musieli liczyć się z opadami deszczu i burzami. W Białymstoku w niedzielę po południu w ciągu dwóch godzin w mieście spadły 54 litry wody na metr kwadratowy, a deszcz utrzymywał się do godzin nocnych. To m.in. obfite opady deszczu, które wystapiły na poczatku maja w całej Polsce, spowodowały podniesienie poziomów rzek np. Odry.  

Jak tłumaczy w rozmowie z PAP prof. Szymon Malinowski z Instytutu Geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego opady są wynikiem spotkania się nad Polską dwóch mas powietrza.

"Jedna z nich jest sucha, druga z kolei zawiera bardzo dużo wody i napłynęła do nas już jakiś czas temu" - mówi prof. Malinowski. "Dodatkowo znajduje się ona na froncie - czyli na granicy dwóch mas powietrza o różnej temperaturze. Na tej granicy z kolei łatwo dochodzi do kondensacji pary wodnej" - wyjaśnia.

Wilgotne powietrze nad Polskę przyniósł bardzo długi pas powietrza, który sięgał niskich szerokości geograficznych na Atlantyku. W slangu meteorologicznym określany jest jako "atmospheric river" (ang. rzeka atmosferyczna). To jego siła ma największy wpływ na polską pogodę w maju. "Teraz jest on średnio silny" - mówi prof. Malinowski.

Fizyk podkreśla jednak, że aktualna pogoda nie oznacza, że w atmosferze dzieje się coś nadzwyczajnego. "O tej porze mamy dużą zmienność warunków, aktualne nie wykraczają jednak poza to, czego można się spodziewać" - zaznacza.

"Oprócz wpływu powietrza znad Atlantyku drugim warunkiem, nie do końca oczywistym, ale bardzo ważnym na naszej szerokości geograficznej jest to, ile lodu znajduje się aktualnie w Arktyce i czy napływa do nas stamtąd powietrze" - tłumaczy prof. Malinowski. Dodaje, że choć największy zasięg lodu był w połowie kwietnia, wciąż jest go dość dużo i jest on źródłem zimnego powietrza. "Tak więc gdy ludzie mówią o zimnych ogrodnikach, często mają na myśli napływy powietrza zaczynające się jeszcze nad Oceanem Arktycznym i obszarami nad którymi zalega lód" - stwierdza.

PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka

kflo/ ekr/ zan/

Partnerzy

Copyright © Fundacja PAP 2017