23.05.2019
PL EN
31.12.2018 aktualizacja 03.01.2019

Ekspertka: w ratowanie ginących języków trzeba zaangażować lokalną społeczność

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Ginących języków nie można ratować tylko w gronie naukowców, musi być w to zaangażowana lokalna społeczność - mówi dr hab. Justyna Olko z UW. Przez ostatnie trzy lata koordynowała ona projekt poświęcony rewitalizacji języków, w ramach którego ratowano m.in. język wilamowski.

W Polsce aktualnie mówi się 17 rdzennymi językami i odmianami językowymi - i nie są one bynajmniej różnymi odmianami polskiego. Dlaczego więc ta informacja brzmi zaskakująco? Ponieważ większość z tych języków - jak np. wilamowski czy łemkowski - zagrożona jest wyginięciem.

Jak pomóc takim językom w przetrwaniu? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć naukowcy zaangażowani w kończący się właśnie trzyletni projekt "Humanistyka zaangażowana w Europie", realizowany w ramach programu Twinning (Horyzont 2020). Choć uczestniczyli w nim badacze z Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu w Lejdzie i Uniwersytetu Londyńskiego, projekt ten miał przede wszystkim wymiar praktyczny i społeczny.

"Zupełnie jałowe byłoby rozważanie o losie ginących języków tylko i wyłącznie w gronie lingwistów, historyków czy antropologów - przyznaje koordynatorka projektu dr hab. Justyna Olko z Wydziału "Artes Liberales" UW. - Inaczej te kwestie postrzegają bowiem naukowcy, a zupełnie inaczej sami użytkownicy języka, przedstawiciele społeczności i mniejszości etnicznych. To oni borykają się z bardzo konkretnymi problemami: z brakiem pracy, brakiem perspektyw, rozmaitymi formami dyskryminacji. I to oni muszą przede wszystkim chcieć swój język uratować".

Dlatego właśnie europejscy badacze, poszukując skutecznych metod ratowania ginących języków, postawili przede wszystkim na kontakt z osobami posługującymi się tymi językami. Tym sposobem dotarli do kilkudziesięciu społeczności z całego świata, m.in. z Meksyku, USA, Brazylii czy Tajlandii. Zaangażowane w projekt były również różne mniejszości językowe żyjące w Polsce: Wilamowianie, Łemkowie, Ślązacy, Kaszubi i Mazurzy.

"Społeczności, do których dotarliśmy, stopniowo wypierały swój podstawowy język; bardzo często było to wynikiem wieloletnich prześladowań i dyskryminacji ze strony osób mówiących w języku, który w danym kraju dominuje" - opowiada prof. Olko. Jak tłumaczy osoby, które przez taką traumę przeszły, często nie chcą wracać do bolesnej przeszłości i używać swojego rodzimego języka. Starsze pokolenia przestają uczyć języka swoje dzieci - w ten właśnie sposób zrywa się ciągłość pokoleniowa.

"Nawet +duży+ język, którym w danym momencie mówi kilka tysięcy osób, może zniknąć w ciągu jednego czy dwóch pokoleń, jeśli większość osób nie przekazuje go swoim dzieciom" - mówi warszawska badaczka. "Ludzie ci często słyszeli, że jeśli nie nauczą się dobrze języka dominującego, to będą mieć gorzej w życiu - a tymczasem dzisiaj wiemy, że jest wręcz odwrotnie. Na przykład w USA w społecznościach, które porzuciły swój język, skala samobójstw wśród młodzieży jest nawet kilkanaście razy większa niż w tych, które go nadal używają. Na zdrowiu tych osób - zarówno psychicznym, jak i fizycznym - odbija się utrata poczucia tożsamości w porównaniu z tymi społecznościami, które swój język i kulturę zachowały" - dodaje.

W jaki więc sposób ratuje się ginące języki? "Nie ma na to jednego przepisu" - podkreśla prof. Olko. Również w Polsce, jak tłumaczy, inne mogą być strategie rewitalizacji np. języka wilamowskiego (w przypadku którego trzeba walczyć o każdego użytkownika), a inne - języka kaszubskiego, w przypadku którego podstawowym problemem jest zapewnienie przekazu w domach, a nie tylko w szkołach.

Podstawowym celem każdego projektu uratowania języka zawsze jest sprawienie, aby był on przekazywany z pokolenia na pokolenie, zarówno w domu, jak i w szkole, używany w życiu kulturalnym, kontaktach społecznych, a nawet i w pracy.

"Języki, które umierają, to najczęściej języki, które uważane są albo za źródło cierpienia i prześladowań, albo po prostu za nieprzydatne, bez wartości ekonomicznej we współczesnym świecie. Jednym z warunków rewitalizacji jest więc praca nad zmianą negatywnych skojarzeń związanych z danym językiem i pokazanie, że ma on konkretną wartość" - mówi prof. Olko.

"Przede wszystkim jednak nie da się uratować języka nie angażując w to lokalnej społeczności" - podkreśla badaczka. "Naukowcy mogą tych ludzi wspierać swoją wiedzą o narzędziach rewitalizacji czy metodach dokumentacji języka, pomóc w kontakcie z osobami o podobnych doświadczeniach, pomagać zdobywać dofinansowanie czy negocjować z rozmaitymi instytucjami" - wylicza.

Praktyczny przykład działań podejmowanych w ramach "Humanistyki zaangażowanej" można znaleźć w niewielkim miasteczku Wilamowice, położonym w województwie śląskim. To właśnie w nim w połowie XIII wieku wykształcił się osobny język - wilamowski (wymysiöeryś). Dziś jest jednak zagrożony wyginięciem: po II wojnie światowej Wilamowianie stali się ofiarami bardzo silnych represji, w wyniku których język – oficjalnie zakazany - zaczął zanikać. W tym momencie żyje jedynie około dwadzieścia kilka osób, w większości w bardzo zaawansowanym wieku, które są pierwotnymi użytkownikami wilamowskiego. Jak opowiada prof. Olko, w latach 90. lingwiści nie dawali temu językowi szans na przetrwanie.

"Język wilamowski jest naszym +laboratorium+ rewitalizacji języka - dlatego, że to jest jedna niewielka społeczność, gdzie możemy na bieżąco obserwować efekty wspólnych badań" - mówi prof. Olko. "W projekt zaangażowana jest grupa lokalnych aktywistów i spore grono młodzieży, którzy postanowili dać szansę swojemu językowi. Zaangażowane są też władze gminy, szkoła i instytucje. Tak więc, pomimo bardzo ciężkiej sytuacji, w której znalazł się język, warunki dla jego ratowania są bardzo sprzyjające" - stwierdza.

W czasie trwania grantu udało się zorganizować m.in. warsztaty językowe, szkoły letnie i wyjazdy badawcze oraz europejski tydzień różnorodności językowej i kulturowej. We współpracy ze Stowarzyszeniem "Wilamowianie" przygotowano też spektakl "Hobbit. Hejn an cyryk", czyli przekład powieści Tolkiena zagrany w całości w języku wilamowskim. W rolach głównych wystąpili młodzi mieszkańcy Wilamowic, którzy uczą się języka przodków. Wystawiono go w Wilamowicach oraz w Teatrze Polskim w Warszawie w 2017 roku.

Z kolei o historii prześladowań Wilamowian w XX wieku opowiada spektakl "Ymertihła" (pol. "odziewaczka"), który został przygotowany przez lokalną młodzież i wystawiony w listopadzie tego roku w Teatrze Polskim w Warszawie. Jak tłumaczą twórcy projektu, przygotowana przez mieszkańców Wilamowic sztuka głównie w języku wilamowskim (z tłumaczeniem na polski) miała być symbolicznym zakończeniem trzyletniego projektu, jak również przykładem skutecznego działania rewitalizacyjnego.

Koniec "Humanistyki zaangażowanej" nie oznacza jednak końca działalności naukowców w zakresie rewitalizacji języków. Dzięki nawiązaniu współpracy międzynarodowej warszawski zespół zdobył i realizuje dwa kolejne granty: z programów TEAM Fundacji Nauki Polskiej i Horyzontu 2020 w ramach Marie Skłodowska-Curie Research and Innovation Staff Exchange. Pozwalają one na kontynuację działań ze społecznościami lokalnymi. Na Wydziale "Artes Liberales" Uniwersytetu Warszawskiego powstała w tym celu specjalna jednostka – Centrum Zaangażowanych Badań nad Ciągłością Kulturową. 

PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka

kflo/ agt/ ekr/

Copyright © Fundacja PAP 2019