Ministerstwo Edukacji i Nauki

05.12.2021
PL EN
08.06.2015 aktualizacja 08.06.2015

Klasyka dla kosmosu

Fot. S. Zdziebłowski Fot. S. Zdziebłowski

„2001 Odyseja kosmiczna”, „Interstellar” czy „Star Trek” – co łączy te produkcje, oprócz tego, że rozgrywają się w przestrzeni kosmicznej i że można określić je jako science-fiction? Szalona, nieprawdopodobna fabuła? Efekty specjalne? A może coś zupełnie innego?

Oszałamiające ujęcia panoramiczne, fantazyjne wynalazki stosowane przez bohaterów, spektakularne pojedynki – za to uwielbiamy filmy fantastyczno-naukowe osadzone w przestrzeni kosmicznej. Wizualna strona produkcji wydaje się być najważniejsza. Rzadko zdajemy sobie sprawę, że na pełnię obrazu i doznań składa się również dźwięk, a raczej muzyka, który towarzyszy nam w kinie.

To dość zaskakujące, że mimo upływu lat to właśnie muzyka klasyczna, której korzenie sięgają przecież kilkuset lat wstecz, najlepiej ilustruje zmagania człowieka w kosmosie - muzyka, która powstaje na instrumenty nie wykorzystujące układów scalonych, ani nawet elektryczności!

A jednak to soczyste, wielowątkowe smyczkowe suity w najbardziej doskonały sposób oddają bezmiar kosmosu i jego eksplorację. O tym fakcie można było przekonać się w czasie ósmej już odsłony Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie podczas seansu filmu „Star Trek” (2009) w reżyserii J. J. Abramsa w Tauron Arenie.

Nie bez przesady należy stwierdzić, że pierwsze skrzypce (dosłownie!) odegrała orkiestra, która na żywo muzycznie ilustrowała hollywoodzką megaprodukcję. Fabuła i papierowa gra aktorska kolejnej (dziewiątej!) pełnometrażowej ekranizacji przygód kapitana Kirka i Spocka woła o pomstę do nieba, nie wnikając nawet w aspekty naukowe [planeta (sic!) zmieniająca się w… czarną dziurę!].

Nieodmiennie jednak z rozrzewnieniem oglądamy przygody załogi statku Enterprise, który przemieszcza się dzięki silnikowi, który z zewnątrz wygląda jak XX-wieczny, włączony na małym ogniu, palnik gazowy. Taki obraz nie dodaje polotu filmowi, w przeciwieństwie do muzyki granej na żywo, która uratowała widowisko i wyniosła międzygwiezdny wehikuł Federacji w odległe ostępy kosmosu.

Jest coś w muzyce filmowej ilustrującej tematykę kosmosu, co odróżnia od innych ścieżek dźwiękowych. Dlaczego muzyka klasyczna w najbardziej pełny sposób potrafi wizualizować podróże kosmiczne? Może jest to dobry temat na kolejną konferencję naukową astronomów, muzykologów, a może i nawet archeologów? Wszak postęp w nauce dokonuje się tylko wtedy, gdy zapominamy o sztucznie wytyczonych barierach wyznaczonych przez uniwersyteckie wydziały i instytuty. A muzyka klasyczna inspirowała i inspiruje nadal największych geniuszy, w tym prof. Stephena Hawkinga, który w swych młodzieńczych latach zasłuchiwał się w utworach Wagnera w swoim ciasnym pokoiku w akademiku w Cambridge. Na ile wpłynęła na rozwinięcie jego naukowych koncepcji? To chyba pytanie retoryczne. „Live long and prosper” (ang. Żyj długo i szczęśliwie! – pozdrowienie wolkańskie ze Star Treka).

Szymon Zdziebłowski

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2021