30.11.2020
PL EN
02.10.2015 aktualizacja 02.10.2015

Nowa dyrektor IGF PAN: nie płeć, a poświęcenie ważne w karierze badawczej

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Jeśli komuś zależy, by osiągnąć sukces, to musi temu poświęcić całego siebie. Awans powinien zależeć od doświadczenia, kompetencji danej osoby i zaangażowania, a nie od płci - mówi w rozmowie z PAP nowa dyrektor Instytutu Geofizyki PAN, dr hab. Beata Orlecka-Sikora.

PAP: W instytutach PAN zmieniają się teraz władze. W Polsce jest 69 instytutów PAN, a tylko w 11 z nich (a więc 17 proc.) dyrektorami są teraz kobiety. Dlaczego tak mało pań dociera na stanowiska kierownicze w instytutach badawczych?

Dr hab. Beata Orlecka-Sikora (ur. 1975 r.), prof. PAN, od września br. na stanowisku dyrektora Instytutu Geofizyki PAN w Warszawie: Sama miałam dylemat, czy kandydować na to stanowisko. Jednym z wymogów jest znaczący dorobek naukowy w dziedzinie nauk ścisłych lub nauk o Ziemi. Komisja wybierająca dyrektora zakłada, że kandydat będzie pracownikiem naukowym. A dla naukowca to jest rozterka, czy przesunąć się w stronę działań administracyjnych, czy pozostać wiernym badaniom naukowym. Nauka to moja praca i jednocześnie największe hobby. Trudno się pogodzić wewnętrznie z częściową rezygnacją z pasji i przesunąć zyskany czas na rzecz działań administracyjnych. W moim przypadku to był główny problem.

PAP: Ale czy jest to problem w zabieganiu o stanowiska kierownicze, który dotyczy tylko kobiet?

B.O.-S.: Nie, myślę że to dotyczy w ogóle naukowców, dla których praca naukowa jest pasją.

PAP: Może kobietom aż tak nie zależy na dążeniu do władzy?

B.O.-S.: Tego nie wiem. Ale na pewno nie jestem przykładem osoby, która w karierze naukowej odczuwała kiedykolwiek jakieś dysproporcje w równym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Od początku kariery pracowałam w zespołach zróżnicowanych pod względem płci.

PAP: W Polsce jeszcze wśród studentów więcej jest dziewczyn niż chłopaków. Jednak na kolejnych szczeblach kariery naukowej odsetek pań stopniowo maleje. Z czego to Pani zdaniem wynika?

B.O.-S.: Nigdy nie zastanawiałam się nad taką zależnością. Wydaje mi się, że jednym z czynników może być rola matki, jaką naturalnie przychodzi odegrać kobiecie w pewnym momencie swojego życia. Urodzenie i wychowanie dzieci jest ważnym celem życiowym. To w pewien sposób wpływa na pracę naukową, np. może przesuwać tę pracę w czasie, ale absolutnie nie zamyka drogi do dalszej kariery.

PAP: Byłam kiedyś na Zgromadzeniu Ogólnym PAN i znakomita większość tego gremium to byli starsi panowie. Czułam się tam dziwnie przytłoczona. Czy miała Pani w swojej karierze naukowej taką sytuację, w której wydawało się Pani, że tam nie pasuje wiekiem albo płcią?

B.O.-S.: Kobiety zawsze wszędzie pasują! Nie pamiętam takiej sytuacji, w której czułabym się niekomfortowo ze względu na płeć, ale z moich obserwacji wynika, że kobiety są rzadko spotykane w rolach liderów, dotyczy to również zespołów międzynarodowych. Przykładem może być europejski projekt finansowany w ramach 7 Programu Ramowego KE, którego celem jest integracja infrastruktur badawczych w naukach o Ziemi. Spośród 10 powołanych dziedzinowych grup roboczych, tylko jedna kierowana była przez kobietę, czyli przeze mnie.

PAP: Jak przebiegała Pani kariera naukowa?

B.O.-S.: Moja kariera naukowa jest ściśle związana z zespołem naukowym, z którym cały czas pracuję. Rozpoczęłam pracę badawczą na Wydziale Geofizyki, Geologii i Ochrony Środowiska na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie pod opieką prof. Stanisława Lasockiego. Profesor bardzo wspierał rozwój wszystkich członków zespołu, bez względu na płeć czy wiek, otwierając nam m.in. drogę do międzynarodowego środowiska naukowego, angażując nas w realizację projektów, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych. Takie otwarte podejście zaowocowało tym, że w chwili obecnej jest nas znacznie więcej, kobiet i mężczyzn, w tym kilku doktorantów oraz obcokrajowiec. Realizujemy już projekty z nowego programu badań UE Horyzont 2020, ściśle współpracujemy z ośrodkami zagranicznymi, ale przede wszystkim realizujemy innowacyjne przedsięwzięcia służące rozwojowi społecznemu i gospodarczemu państwa. W Instytucie Geofizyki PAN rozpoczęłam pracę w 2010 r. W połowie roku zostałam mianowana kierownikiem zespołu badawczego ds. sejsmiczności indukowanej i hazardu sejsmicznego. Jakiś czas później prof. Paweł Rowiński (poprzedni dyrektor IGF PAN – PAP) zaufał moim kompetencjom i powołał mnie na stanowisko dyrektora ds. naukowych. Po trzech latach byłam jednym z trzech kandydatów w konkursie na dyrektora całej jednostki. I udało mi się wygrać ten konkurs.

PAP: Jakie są teraz Pani zadania?

B.O-S.: Odpowiadam za funkcjonowanie całego Instytutu. To nie tylko ustalenie strategii rozwoju instytutu pod kątem badań, ale i koordynacja działów wspierających - m.in. działu administracyjno-gospodarczego, obserwatoriów IGF PAN. Bardzo ważne są też finanse - kontrola budżetu. Ale dla mnie najbardziej fascynujące jest ukierunkowanie działań Instytutu w taką stronę, by zapewnić mu właściwy rozwój badawczy, zgodny z polityką naukową państwa, służący progresowi społecznemu, gospodarczemu i innowacyjności naszego kraju. Chcemy być bardziej atrakcyjni dla młodych ludzi, oraz otwarci na współpracę, z kontrahentami gospodarczymi np. przemysłem. Chcemy i pracujemy w środowisku międzynarodowym. Moim obowiązkiem jest prowadzić Instytut tak, aby w pełni mógł realizować swoją misję.

PAP: A jak proporcje płci wyglądają w IGF PAN?

B.O-S.: Wśród kadry naukowej mamy ok. 40 proc. kobiet. W kadrze zarządzającej i administracyjnej jest również zróżnicowanie ze względu na płeć. Chociaż trzeba przyznać, że już kierownikami zakładów są głównie panowie, wybitni profesorowie w danej dziedzinie. Jeśli chodzi o skład zespołów badawczych, to znowu – są one wymieszane. Bo w karierze wszystko zależy od zaangażowania, pracowitości i kompetencji danego człowieka. W naszym Instytucie każda osoba , która jest pracowita, ma wysoki poziom kompetencji i osiągnięcia – ma możliwość awansu. Płeć jest nieistotna. Pracowici naukowcy mogą budować swoje zespoły, ubiegać się o projekty krajowe, międzynarodowe, sprawdzać się w kierowaniu grantami. Wszyscy - niezależnie od płci - mają równe szanse.

PAP: Czyli kobiety i mężczyźni zajmujący podobne stanowiska zarabiają w Państwa instytucie tyle samo?

B.O-S.: Tak. To na pewno. Słyszy się opinie, że kobiety zajmując równoległe stanowiska z mężczyznami mają niższe wynagrodzenie. U nas w Instytucie taka sytuacja nie ma miejsca. Widełki płac są przypisane do stanowiska. Wyznacznikiem dla wysokości wynagrodzenia jest zakres kompetencji. Poza tym – jest to jeden z wymogów do uzyskania tytułu "HR excellence in research", o który zabiega nasz Instytut (w Polsce tytuł ten ma na razie 6 instytucji - PAP).

PAP: Wróćmy do pytania, dlaczego kobiety są ciągle rzadkością na stanowisku dyrektora jednostki naukowej. Może to nie jest dla nich interesujące stanowisko?

B.O.-S.: Trudno mi wypowiadać się za całą grupę społeczną. Ja miałam dylemat, bo od zawsze chciałam pracować naukowo. Teraz realizuję zadania dyrektora Instytutu i to również przynosi mi ogromną satysfakcję. Mam oczywiście nadzieję, że pomimo licznych obowiązków dyrektora, będę w stanie wygospodarować czas na kontynuowanie pracy badawczej. Myślę, że jest na to szansa, bo pracuję bardzo dużo. Oczywiście odbywa się to kosztem wielu wyrzeczeń, na które prawdopodobnie nie każdy byłby gotów.

PAP: Czyli pewnie trochę poświęca Pani swoje życie prywatne...

B.O.-S.: Myślę, że sukces jest możliwy tylko dzięki olbrzymiej pracy i poświęceniu. Chyba, że ma się ogromne szczęście, ale najczęściej trzeba zainwestować bardzo dużo czasu i samego siebie...

Rozmawiała Ludwika Tomala, PAP - Nauka w Polsce

lt/ mrt/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2020