16.10.2019
PL EN
13.05.2019 aktualizacja 13.05.2019

Herman: trucicielstwo wciąż jest obecne na szczytach władzy

Trucicielstwo nie odeszło w zapomnienie wraz z dawnymi rodami królewskimi; wciąż jest obecne na szczytach władzy – twierdzi Eleaonor Herman w książce „Trucizna, czyli jak się pozbyć wrogów po królewsku”. Jako przykład podaje głównie Rosję.

Amerykańska pisarka opisuje liczne przypadki otrucia wrogów i konkurentów na dworach królewskich i książęcych, z czego szczególnie słynął ród Medyceuszy we Włoszech. Wspomina też o Napoleonie, który miał zostać otruty, kiedy przebywał na Wyspie Świętej Heleny, bo ciągle uskarżał się na bóle żołądka, choć się okazało, że bezpośredni przyczyną jego śmierci był rak żołądka.

"Historia trucicielstwa to historia walki o władzę" – podkreśla Eleaonor Herman. Jej zdaniem trucie nie odeszło w zapomnienie wraz z dawnymi rodami królewskimi, przynajmniej nie wszędzie. Metoda ta stosowana jest w czasach współczesnych, na ogół przez dyktatorów, którzy wykorzystują ją w walce z politycznymi wrogami. Z ta różnicą, że używane przez współczesnych "Medyceuszy" nowoczesne trucizny są bardziej wyrafinowane i jeszcze bardziej skuteczne.

Autorka jako przykład podaje Rosję, w której w 1921 r. zbudowano pierwsze laboratorium do produkcji trucizn, nazwane "Kamerą". Wiele wskazuje na to, że nie zniknęło ono wraz upadkiem komunizmu. W książce "Truciciele z KGB" przekonuje o tym Borys Wołodarski, były oficer rosyjskiego wywiadu wojskowego.

Mera Sankt Petersburga Anatolija Sobczaka podobno zamordowano w 2000 r., spryskując trucizną lampkę nocną w jego mieszkaniu. Pod wpływem ciepła ulotniły się jej opary w tak dużym stężeniu, że potruli się nawet jego ochroniarze, kiedy wkroczyli do pokoju Sobczaka. Kolejne przykłady to Aleksandr Litwinienko, otruty polonem-210.

Eleaonor Herman poświęca książkę rosyjskiemu aktywiście i dziennikarzowi, jakim jest Władimir Kary-Murzy - miał to szczęście, że dwukrotnie przeżył próbę otrucia przez Kreml (nie ustalono, jaką substancją). To być może jedynie taki przypadek – twierdzi autorka - bo kolejnej próby otrucia podjętej przez rosyjskie służby raczej nikt nie przeżył.

Kary-Murzy stał się "żywym dowodem na to, że królewska sztuka trucia nie przeminęła wraz epoką baroku, ale żyje i ma się dobrze w erze cyfrowych technologii" – podkreśla Herman. "Bo trucizna wciąż żyje i ma się lepiej, niż kiedykolwiek przedtem" – dodaje.

Nie zmieniło się tylko to, że ci, co trują innych, sami boją się otrucia. Podobno Władimir Putin jako jedyny światowy przywódca na podobieństwo dawnych królów ma osobistego testera podawanego mu jedzenia. Zatrudnia też lekarza, który osobiście współpracuje z jego osobistym kucharzem. I obaj próbują wszystkiego, co ma zostać podane do jedzenia prezydentowi Rosji.

"Można sobie wyobrazić – pisze jak Eleaonor Herman – jak obaj zaciskają kciuki, żeby nie zwymiotować, nie zemdleć i nie zacząć świecić w ciemności upiornym zielonym światłem". (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

zbw/ zan/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019