21.10.2019
PL EN
14.08.2019 aktualizacja 16.08.2019

Badacze: Prawo zamówień publicznych prowadzi w nauce do licznych absurdów

Warszawa, 18.06.2016. Prezes zarządu FNP prof. dr hab. Maciej Żylicz, podczas uroczystości z okazji 25-lecia Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, 18 bm. w siedzibie FNP w Warszawie (zuz) PAP/Marcin Obara Warszawa, 18.06.2016. Prezes zarządu FNP prof. dr hab. Maciej Żylicz, podczas uroczystości z okazji 25-lecia Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, 18 bm. w siedzibie FNP w Warszawie (zuz) PAP/Marcin Obara

Ustawa Prawo zamówień publicznych prowadzi w nauce do licznych absurdów - skarżą się naukowcy. - Najważniejszy podnoszony przez naukowców postulat uwzględniono w projekcie nowej ustawy - komentuje resort przedsiębiorczości. Szef FNP prof. Maciej Żylicz uważa, że potrzebne są większe zmiany.

Przy zakupach specjalistycznych odczynników, aparatury, sprzętu niezbędnego w badaniach - naukowcy muszą stosować się do ustawy prawo zamówień publicznych (PZP). A to - zdaniem rozmówców PAP - prowadzi w nauce do licznych absurdów.

"W listopadzie potrzebowałem lodówki, żeby trzymać w niej moje odczynniki do eksperymentów. Miałem na to pieniądze z grantu. Moja uczelnia jednak organizuje przetarg na lodówki raz w roku i lodówka przyszła dopiero pod koniec czerwca. A przez cały ten czas czasami musiałem trzymać odczynniki w lodówce w moim domu, bo w laboratorium już mi się nie mieściły. To są realia, w jakich działamy jako naukowcy" - mówi w rozmowie z PAP naukowiec prof. Jakub Gołąb z WUM.

NAUKI NIE DA SIĘ ZAPLANOWAĆ JAK BUDOWY AUTOSTRADY

Dr Przemysław Grudnik z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ mówi: "prawo zamówień publicznych jest tak samo stworzone dla tych, którzy budują wielkie budynki i autostrady, jak i dla naukowców. A przecież specyfika budowania autostrady i prowadzenia grantu naukowego jest zupełnie inna". Jak opowiada, czasem naukowiec z dnia na dzień wpada na nowy pomysł - lub uzyskuje nowy wynik - i zaczyna potrzebować nieprzewidzianych wcześniej produktów.

Zdaniem prof. Gołąba przy lepszej organizacji prawa zamówień publicznych polscy naukowcy mogliby publikować nawet kilka razy więcej prestiżowych naukowych tekstów z wynikami. "To, co w Niemczech zrobilibyśmy w ciągu tygodnia - dwóch, w Polsce robimy po trzy - cztery miesiące. To prawo zamówień publicznych tak nas ogranicza. Nie jesteśmy np. w stanie kupować we właściwym rytmie odczynników potrzebnych do realizacji naszych badań. Uczelnia organizuje na wszystko przetargi, ale wtedy nawet na zestaw nowych odczynników czekamy miesiącami. A przez to powstaje różnica w tempie pracy między naszymi naukowcami a naukowcami z Unii Europejskiej" - mówi naukowiec z WUM.

Przepisy utrudniają naukowcom życie, a nie powinny i wcale nie muszą - potwierdza szef FNP prof. Maciej Żylicz. "Nauka jest nieprzewidywalna. Czasem, kiedy badania nie wychodzą, trzeba przerwać dotychczasowe działania i zacząć marsz w inną stronę. Ale ja nie mogę przewidzieć, że za rok będę używał takiego czy innego odczynnika. Kiedy zrobię jakiś eksperyment, to wiem, czego mi potrzeba przez trzy następne dni. Nauka nie może być dokładnie zaplanowana. Jeśli jest zaplanowana - jest odtwórcza" - mówi szef FNP.

W PRZEPISACH NADCHODZI ZMIANA

Realia mogą się zmienić dzięki zmianie przepisów dot. prawa przetargowego. Projektem ustawy prawo zamówień publicznych (PZP), przygotowanej przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT), w lipcu zajął się Sejm. MPiT, poproszone przez PAP o komentarz ws. zmian, jakie czekają naukowców, odpowiedziało: "W toku prac legislacyjnych, najważniejszy podnoszony przez naukowców postulat - wyłączenia obowiązku stosowania przepisów o zamówieniach publicznych dla dostaw lub usług służących jedynie do celów badawczych, eksperymentalnych, naukowych lub rozwojowych - został zaakceptowany. Pozostałe uwagi zostały omówione i zaakceptowane przez środowisko naukowe".

MPiT informuje, że środowisko naukowe uczestniczyło w procesie opiniowania projektu nowej ustawy Prawo zamówień publicznych na każdym etapie procedury legislacyjnej.

Prof. Maciej Żylicz komentuje: "Podczas prac nad tym projektem staraliśmy się pokazać, że polska ustawa była bardziej restrykcyjna, niż dyrektywa unijna w tym zakresie. Resort przedsiębiorczości popracował nad tym projektem i faktycznie część zapisów zmienił na naszą korzyść. Jeśli projekt zostanie uchwalony, wreszcie dorównamy do przepisów unijnych".

"Projekt ustawy zakłada, że w przypadku czystej nauki (a więc działań badawczych, które nie będą się bezpośrednio przekładały na zastosowania komercyjne - przyp. PAP), ustawy PZP się nie stosuje do zamówień, których przedmiotem są dostawy lub usługi o wartości mniejszej, niż progi unijne" - zapowiada prof. Żylicz.

Prezes FNP wymienia też inne, korzystne zmiany: projekt PZP dopuszcza np. dzielenie zamówień, które prowadzi do niestosowania przepisów ustawy, jeśli jest to uzasadnione obiektywnymi przyczynami. "Często się zdarzało, że aby nie przekraczać danego progu, zamówienie było dzielone, a każdą jego część kupowało się u innego producenta. W ten sposób żaden z zakupów nie przekraczał wyznaczonego progu. Ale potem przychodził NIK i mówił, że tego nie wolno robić. A przepisy w UE mówią, że jeśli istnieją obiektywne przyczyny - to zamówienie można podzielić. I w Polsce do nowego projektu takie obiektywne przyczyny wpisano" - mówi.

PROBLEM Z GRANTAMI

Prof. Żylicz widzi w projekcie korzystne zmiany. Jednak - jego zdaniem - warto, by zmiany te były większe.

Zwraca uwagę, że projektowane przepisy nadal zobowiązują do szacowania wartości zakupów dla całej jednostki i na cały rok. Tymczasem na uczelniach zatrudnionych jest wiele grup badawczych, które realizują osobne granty, wywalczone w różnym czasie z różnych agencji grantowych. Według niego łączne szacowanie ich zakupów jest działaniem sprzecznym z logiką.

Dr Iwona Cymerman kilka lat temu zainicjowała akcję "Realizacja PZP wiąże ręce nauce". Zwraca uwagę, że na uczelni - choć wszyscy pracują w jednej placówce - to każdy kierownik grantu badawczego musi się osobno ze swojego grantu rozliczyć. Realizuje zupełnie inne cele badawcze i potrzebuje odmiennych zakupów. O ile uczelnia może oszacować, ile będzie potrzebowała w ciągu roku papieru toaletowego czy papieru do ksero - to zaplanowanie i skoordynowanie bardzo wyspecjalizowanych zakupów dla ogromnej liczby grantów badawczych, z których każdy działa niezależnie, jest o wiele bardziej skomplikowane.

Prof. Żylicz opowiada o sytuacji, kiedy FNP przyznała grant na badania w listopadzie, ale rektor uczelni, gdzie pracował grantobiorca, oznajmił, że on już dokonał szacowania wydatków na ten rok i z nowymi wydatkami badacz musi czekać do stycznia. "To absurd. Naukowiec musiał czekać trzy miesiące tylko z powodu zamówień publicznych! Dlatego, moim zdaniem, granty powinny być szacowane osobno, a nie wrzucane do jednego worka z innymi wydatkami uczelni" - mówi Żylicz. Problem ten - jego zdaniem - nie został rozwiązany w nowym projekcie.

MIĘDZYNARODOWE AGENDY BADAWCZE

Prezes FNP opowiada, że zaangażował się w walkę o lepsze przepisy dot. PZP m.in. ze względu na duży program grantowy FNP - Międzynarodowe Agendy Badawcze, gdzie granty (z funduszy strukturalnych) wynoszą po 35-40 mln zł. "Wreszcie mamy dla naukowców pieniądze porównywalne z innymi krajami UE, a okazuje się, że nasi grantobiorcy nie mogą tych pieniędzy wydać. Z powodu PZP" - alarmuje.

Według MPiT trudno zgodzić się z argumentem, iż w przepisach określających zasady udzielania zamówień publicznych zostały narzucone bariery ograniczające rozwój nauki w Polsce. "Zasady dotyczące udzielania zamówień publicznych, które zostały zawarte w projekcie nowej ustawy Prawo zamówień publicznych, mają charakter uniwersalny, odnoszący się do różnych rodzajów zamówień i wywodzą się z zasad wprowadzonych dyrektywami unijnymi" - podkreślają przedstawiciele resortu w piśmie przekazanym PAP.

Dr Iwona Cymerman zwraca z kolei uwagę: "Oczywiście, możemy sobie w nauce zaplanować pewne wydatki. Ale jeśli np. już pierwsze wyniki pokażą, że coś działa inaczej niż sądziliśmy, musimy dokonać szybko innego zakupu. A potem kolejnych. I dopiero z czasem okazuje się, że jeśli te wydatki zsumujemy, przekroczyliśmy próg przetargu. A my nie byliśmy w stanie tego przewidzieć! Kontrola jednak, która patrzy wstecz, od razu takie przekroczenie wydatków zauważy. A przecież w nauce często jest tak, że skalę zakupów można ocenić często dopiero po fakcie" - mówi.

BLADY STRACH URZĘDNIKÓW

Dzięki akcji "Realizacja PZP wiąże ręce nauce" w 2013 r., w którą włączyli się naukowcy z całej Polski, poniesiono kwotę w przetargach dotyczących nauki. To jednak nie rozwiązało wszystkich problemów. "Nie zostały bowiem zmienione inne istotne przepisy, a w efekcie urzędnicy na uczelniach nie zmienili sposobu działania. Oni się wszystkiego boją i na wszystko chcą robić przetarg. Czy ja kupuję sól fizjologiczną (standardowy zakup laboratoryjny - PAP), czy jakieś konkretne przeciwciało (zakup specjalistyczny - PAP) - dla nich jest to jedna pula zakupów. Kiedy się potem zsumuje te wszystkie kwoty, to przekraczamy próg i trzeba robić przetarg" - mówi prof. Gołąb.

Jego zdaniem prawo w Polsce nie jest precyzyjne. "Na każdej uczelni w Polsce urzędnicy asekuracyjnie dokonują nadinterpretacji przepisów. To paraliżuje naukę" - podkreśla.

FURTKI, Z KTÓRYCH NIKT NIE CHCE KORZYSTAĆ?

"Kultura prawna jest drugą przeszkodą w stosowaniu prawa zamówień publicznych. Równie ważną, jak zapisy ustawy" - potwierdza prof. Żylicz. "W Niemczech czy Wielkiej Brytanii pozostawia się w przepisach otwarte furtki. Chodzi jednak i o to, że nawet gdyby i u nas zainstalować takie furtki prawne, które pozwalają w niektórych sytuacjach uniknąć niepotrzebnych przetargów, to i tak nasi urzędnicy - na uczelniach czy w instytutach - będą się z tych furtek bali korzystać" - przewiduje szef FNP.

Jak dodaje, urzędnicy wolą pójść drogą zwykłego przetargu, bo tego nie zakwestionuje tego żaden audytor. Jego zdaniem jeśli jednak furtki się pojawią (a do projektu nowej ustawy PZP takie rozwiązania wpisano) - naukowcy powinni wziąć sprawy we własne ręce: zamiast zostawiać sprawę urzędnikom - powinni merytorycznie uzasadniać, dlaczego w danej sytuacji nie korzystają z PZP i jakie to przyniesie korzyści.

Dr Cymerman wyjaśnia, że naukowcy nie mają nic przeciwko organizowaniu przetargów na bardzo drogi sprzęt, np. na mikroskop za 8 mln zł. "To jasne, że taka procedura musi być transparentna, że każdy powinien mieć dostęp do informacji, że wydajemy publiczne pieniądze, że mogą je zarobić prywatne firmy. Ale dla nauki największym problemem są różnorodne drobne zakupy, których nie sposób przewidzieć - np. drobny sprzęt laboratoryjny czy odczynniki" - mówi.

Jak dodaje, nie bez znaczenia jest jakość produktów, których potrzebują naukowcy. Podaje przykład, że eksperyment z odczynnikami jednego producenta zawsze wychodzi, z innymi - nie. Jej zdaniem w specyfikacji przetargowej bardzo trudno ująć tak zdefiniowane kryterium.

99 PROC. UCZCIWYCH

"Dostosowujemy prawo do tego, by było jak najmniej patologii. Przez to jednak często sekujemy uczciwych ludzi! A nieuczciwych jest mniej niż 1 procent! Kieruję FNP od 2005 r., a palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, gdzie nieuczciwie wydano pieniądze związane z fundacją. A my w Polsce zrobiliśmy całą machinę, żeby nikt nie oszukiwał. I ta machina nas niszczy!" - alarmuje prof. Żylicz.

"Zmiany w PZP dla naukowców wprowadzone w 2013 r. to był duży sukces. Tamta ustawa doprowadziła do zmiany progów przetargów w nauce. Teraz zaś zmiana będzie głębsza, ale - moim zdaniem - nadal niewystarczająca. A w dodatku nie wiemy, czy z nowych możliwości będą chcieli korzystać urzędnicy. Dlatego chcemy dalej rozmawiać z ministrami" - zapowiada prof. Żylicz.

Szef FNP zabiega m.in. o możliwość szacowania osobno każdego grantu (w czasie jego istnienia) niezależnie od jednostki, w której jest realizowany. Chodzi też o ułatwienia w zakupach dla naukowców w sytuacji, gdy potrzebny im produkt oferuje tylko jedna firma, a przetarg jest tylko niepotrzebną formalnością.

Ludwika Tomala

lt/ zan/

Copyright © Fundacja PAP 2019