18.10.2019
PL EN
07.10.2019 aktualizacja 07.10.2019

Leonardo da Vinci - geniusz o ludzkim obliczu

Nawet tak wielki artysta, myśliciel i konstruktor jak Leonardo da Vinci musiał całe życie walczyć o środki na utrzymanie i prowadzenie swojej pracy. W jego najnowszej biografii Walter Isaacson pokazuje ludzką stronę geniuszu tego słynnego Włocha.

Potrafię projektować budynki publiczne bądź prywatne, nie ustępując przy tym najlepszym architektom. Znam sposób na wybieranie wody z fosy podczas oblężenia; potrafię też budować mosty oblężnicze, kryte przejścia, drabiny i wszelkie inne narzędzia potrzebne do szturmu. Potrafię też skonstruować przenośne działa zasypujące wroga gradem małych kamieni, buchające dymem, na którego widok nieprzyjaciela ogarniają popłoch i zamieszanie - reklamował się młody, trzydziestoletni Leonardo da Vinci przed swoim przyszłym patronem w Mediolanie w 1482 r.

"Gdyby którekolwiek z wymienionych przeze mnie dzieł wydawało się niepraktyczne albo niemożliwe do zrealizowania, gotów jestem dowieść, że jest inaczej, przeprowadzając pokaz w parku albo w dowolnym innym miejscu" - dodaje da Vinci na końcu tego jedynego w swoim rodzaju listu motywacyjnego i CV w jednym.

Mimo że wskazane przez niego umiejętności w zasadzie nigdy nie zostały wykorzystane, to przekonały jego protektora, Ludwika Sforzę, do łożenia na jego działania pieniędzy. Jednym z głównych zajęć Leonarda było wówczas przygotowywanie imprez dla wielmoży. Isaacson stwierdza wręcz, że da Vinci stał się prawdziwym specjalistą w dziedzinie rozrywki. Tworzył maszynerię sceniczną, wymyślał efekty specjalne, malował proporce i sztandary.

To zaskakujący obraz Leonarda? Dla wielu osób, które znają go głównie jako twórcę słynnego portretu Mony Lisy i dzięki filmowi - adaptacji powieści Dana Browna - pewnie tak. Zresztą dla mnie lektura książki o da Vincim też była pełna odkryć i zaskoczeń. Trudno się dziwić. Biografia ma ponad 700 stron i jest miejscami naprawdę drobiazgowa. Mimo to czytelnik nie czuje większego znużenia. Pewnie dlatego, że napisał ją były dziennikarz i autor kilku innych obszernych biografii. Książka napisana jest lekkim językiem. Jasność przekazu zachowało również polskie wydanie (ukazało się nakładem Insignis).

Wydawca zadbał również o to, by publikacja była w miarę możliwości poręczna. Jakość ilustracji (przedstawiających m.in. notatki, rysunki i obrazy da Vinciego) jest naprawdę bardzo dobra. Tym samym czytelnik może śledzić precyzyjne opisy poszczególnych dzieł wybitnego Włocha.

Nawet jeśli kogoś nie pasjonuje postać tego twórcy, naprawdę gorąco zachęcam do lektury. Może być ona inspirująca dla każdego, pewnie szczególnie dla naukowców, którzy są nieco znużeni swoją pracą. Isaacson przedstawia bowiem Leonarda jako osobę, która zawsze była ciekawa świata. Niemal aż do śmierci notował on swoje spostrzeżenia i pytania. Dlatego zawsze miał przy sobie kartki, aby nawet w czasie przechadzki po mieście coś zapisać lub narysować.

Biograf zauważa, że Leonardo nie był wcale kryształową osobą. Miał swoje wady. Ze swoich zobowiązań "biznesowych" często nie wywiązywał się na czas. Rozpoczęte dzieła porzucał nierzadko przed ich ukończeniem, nad innymi zaś pracował latami - np. nad słynną Moną Lisą. Ten portret zamówiono kilkanaście lat przed śmiercią mistrza, ale w momencie jego śmierci wciąż stał w jego domu...

Zdarzało mu się też mylić. Tak się stało na przykład w przypadku słynnego dzieła - Ostatnia wieczerza, który zdobi ścianę kościelnego refektarza w Mediolanie. "To najwspanialszy w dziejach malarstwa obraz narracyjny, w którym znalazły wyraz rozmaite aspekty artystycznego geniuszu Leonarda" - pisze zachwycony biograf. Okazało się jednak, że sposób jego wykonania nie był doskonały. Obraz zaczął się łuszczyć już 20 lat po jego ukończeniu. Był to - w przeciwieństwie do większości dzieł malarskich Leonarda - fresk naścienny, a nie obraz na desce. Niestety, eksperymentalna technika zastosowana w tym przypadku zawiodła.

Z książki wyłania się obraz człowieka, który wiecznie poszukiwał, pytał. I był nienasycony jeśli chodzi o pozyskiwanie wiedzy. Siłą rzeczy powodowało to, że nie był w stanie skupić dostatecznie swojej uwagi na wszystkich bardzo rozlicznych zainteresowaniach. "Wystarczyła mu radość, jaką z tego czerpał; nie zależało mu na sławie uczonego, ani na świadomości, że przyczynił się do postępu ludzkości" - podkreśla biograf mistrza. I dodaje, że da Vinci nie uświadamiał sobie, jak ważne jest upowszechnianie wyników badań. Leonardo całkowicie zaniedbywał ten aspekt działalności naukowej - zaznacza Isaacson.

Szymon Zdziebłowski

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019