12.08.2020
PL EN
22.03.2020 aktualizacja 22.03.2020

Ilość niektórych pasożytów ryb i morskich ssaków wzrosła prawie 300 razy w ciągu 40 lat

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Znaczący wzrost populacji dwóch rodzajów nicieni, które infekują ryby i morskie ssaki wykazało nowe badanie. Razem z surowym mięsem, np. w sushi, pasożyty te mogą przenosić się na człowieka.

Jeśli następnym razem ktoś wybierze się do restauracji na przysmak z surowej ryby, dobrze aby sprawdził dokładnie swoje danie. Taką radę dają naukowcy z University of Washington.

Odkryli oni, że od końca lat 70., aż 283 razy globalnie wzrosła liczebność pewnych atakujących ryby nicieni z rodzaju: Anisakis i Pseudoterranova. Autorzy pracy opublikowanej na łamach pisma „Global Change Biology” donoszą, że tysiące prac naukowych opisują badania liczebności tychże pasożytów. Nowe opracowanie podsumowuje wyniki tych analiz.

„Nasze badanie pokazuje, jak ryzyko dla ludzi i dla morskich ssaków zmienia się w czasie. To ważna wiedza z punktu widzenia dobra ludzi oraz rozumienia tego, co dzieje się w słabo rozwijających się populacjach ssaków” - mówi współautorka publikacji prof. Chelsea Wood.

Należące do nicieni dwucentymetrowe pasożyty można znaleźć w wielu gatunkach ryb i kałamarnic. Kiedy człowiek zje taką surową rybę, pasożyt może zainfekować ścianę jelit. To powoduje objawy podobne do zatrucia pokarmowego - biegunkę, nudności i wymioty.

Jak tłumaczą badacze, w większości przypadków robak ginie na szczęście po kilku dniach. Dlatego choroba o nazwie „anisakioza” często pozostaje niezdiagnozowana.

W morzach pasożyt najpierw atakuje małe skorupiaki. Kiedy ryby je zjedzą, same ulegają zakażeniu, potem mogą zarazić się większe ryby, kolejne w łańcuchu pokarmowym.

Naukowcy twierdzą, że przygotowujący sushi i inne dania z ryb kucharze są zwykle dobrze przygotowani i potrafią zauważyć robaka. Podobnie inni fachowcy dostarczający ryby i owoce morza do sklepów czy restauracji. Jednak niektóre robaki mogą umknąć ich uwadze. Prof. Wood, która sama jest amatorką sushi daje mało przyjemną radę, aby jedząc takie danie, każdy kawałek przekroić na pół i dobrze mu się przyjrzeć.

Pasożyty te mogą mocno szkodzić morskim ssakom: delfinom, wielorybom czy fokom. To w ich ciałach pasożyty latami mogą się rozmnażać. "Jeden z najważniejszych wniosków z tego badania jest taki, że wiemy teraz o masywnym, rosnącym ryzyku dla morskich ssaków” - mówi ekspertka. Jej zdaniem pasożyty mogą być przyczyną kłopotów z odrodzeniem się niektórych populacji.

Badacze nie są pewni, co powoduje wzrost liczby robaków. Podejrzewają zmiany klimatu, dostające się do mórz nawozy i przede wszystkim wzrost liczby morskich ssaków. Od 1972 r. są one chronione przez Marine Mammal Protection Act, co pozwoliło m.in. lwom morskim, fokom, delfinom i wielorybom zwiększyć swoją liczebność. Ich populacje rozwinęły się w tym samym czasie, co pasożytów.

„Wzrost liczebności robaków byłby więc czymś pozytywnym - oznaczałby, że ekosystem jest w dobrym stanie. Jednak, paradoksalnie, jeśli jedna populacja ssaków rośnie w odpowiedzi na ochronę i korzystają z tego pasożyty Anisakis, może to stwarzać ryzyko dla innych, bardziej wrażliwych populacji ssaków. Stają się one bardziej narażone na infekcje. Może to dla nich oznaczać większe trudności w odbudowie” - wyjaśnia prof. Wood.

Więcej informacji na stronach:https://www.eurekalert.org/pub_releases/2020-03/uow-ph031520.php lub https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1111/gcb.15048

mat/ ekr/

Copyright © Fundacja PAP 2020