04.12.2020
PL EN
18.04.2020 aktualizacja 19.04.2020
Ludwika Tomala
Ludwika Tomala

Dyrektor CNK o świecie po pandemii: stoimy przed ważnymi wyborami, np. nauka czy populizm

Dyrektor Centrum Nauki Kopernik Robert Firmhofer. Fot. PAP/Paweł Supernak  05.11.2015 Dyrektor Centrum Nauki Kopernik Robert Firmhofer. Fot. PAP/Paweł Supernak 05.11.2015

To, jaki będzie świat po przejściu pandemii, zależy od naszych wyborów. A stoimy przed kilkoma alternatywami: nauka czy populizm, otwartość czy zamknięcie, solidaryzm czy elitaryzm. Nic jeszcze nie jest przesądzone - mówi w rozmowie z PAP dyrektor Centrum Nauki Kopernik Robert Firmhofer.

Świat stoi przed co najmniej trzema ważnymi alternatywami - ocenia dyrektor warszawskiego Centrum Nauki Kopernik Robert Firmhofer - zapytany przez PAP o odległe, niemedyczne skutki pandemii spowodowanej przez koronawirusa.

NAUKA - POPULIZM

Pierwsza z możliwości dotyczy zwycięstwa nauki, myślenia opartego na faktach - albo zwycięstwa populizmu.

"My - obywatele, wsłuchujemy się teraz z uwagą w głos lekarzy czy w prognozy dotyczące rozwoju epidemii. Wszyscy czekamy też na szczepionkę przeciw COVID-19 i uświadamiamy sobie, jak ważne jest to, co mają do powiedzenia naukowcy - zauważa dyrektor CNK. - Jasne stało się nagle, że nauka może nam nie tylko dostarczyć wiedzy o świecie, ale i informacji czy rozwiązań, które zagwarantują nam bezpieczeństwo, a w przyszłości - przyczynią się do rozwoju i dobrobytu".

Jego zdaniem jeśli szacunek do nauki utrzyma się również w czasie po ustąpieniu epidemii, to być może z równą powagą ludzie zaczną traktować inne analizy czy ostrzeżenia naukowców. "Dotyczy to choćby zjawisk, których efekty są odłożone w czasie. Chodzi na przykład o utratę bioróżnorodności, która w dłuższej perspektywie zagraża nam jako gatunkowi. Albo o globalne ocieplenie" - wyjaśnia Firmhofer.

Jak wskazuje, w obliczu pandemii COVID-19 ludzie zaczynają sobie uświadamiać znaczenie stosowania modeli matematycznych w podejmowaniu różnych decyzji (np. modele dotyczące rozwoju pandemii pomagają politykom decydować, jakie środki bezpieczeństwa przedsięwziąć i w którym momencie je wprowadzić, aby ograniczyć liczbę ofiar). Działanie w oparciu o wiedzę naukową przestało być więc czymś abstrakcyjnym, a zaczęło być czymś oczywistym.

"I być może elity polityczne, ale i obywatele, zaczną - bardziej niż dotąd - podejmować kolejne decyzje w oparciu o fakty” - sugeruje rozmówca PAP.

Nie można jednak wykluczyć, że będzie się działo coś przeciwnego - zastrzega. "Prezydenci niektórych krajów demokratycznych, choćby Donald Trump czy Jair Bolsonaro, często mijają się z faktami naukowymi i wprowadzają opinię publiczną w błąd, ale wcale nie tracą przez to na popularności. Rozwojowi pandemii towarzyszy wzrost popularności paranaukowych teorii spiskowych, które wiążą pochodzenie wirusa z siecią 5G, działalnością firm farmaceutycznych lub tajnych laboratoriów w USA czy w Chinach. Może więc populizm jest zakorzeniony bardzo głęboko, a ludzie wolą mieć do czynienia z mitami, prostymi rozwiązaniami, nie popartymi faktami - niż skomplikowanymi, które mają poparcie w nauce” - mówi Firmhofer.

Co zatem zwycięży – oparcie na nauce - czy populistyczne poszukiwanie taniego poklasku? "Ja optymistycznie zakładałbym, że zwycięży nauka. I jako dyrektor Kopernika chciałbym przekonywać społeczeństwo, że to właściwa droga" - mówi Robert Firmhofer.

OTWARCIE CZY ZAMKNIĘCIE?

Drugi dylemat dotyczy tego, czy ludzie będą zamykać się na innych, czy raczej się otworzą.

"Część osób jest przeświadczona, że kraje autorytarne, np. Chiny - radzą sobie lepiej, niż kraje demokratyczne, które były bardziej otwarte” - zauważa Robert Firmhofer. Zaznacza jednak, że takie przekonanie nie jest do końca uzasadnione. Chińczycy prawie całkowicie odizolowali całą prowincję Hubei i zdołali zdławić epidemię, ale to Tajwan - jak ocenia - radzi sobie z epidemią znacznie lepiej, niż Chiny, posługując się wyrafinowanymi narzędziami opartymi na nauce i technologii. "Tylko mało kto wie, co się dzieje w Tajwanie".

Jak dodaje, w obliczu zagrożenia zdrowia czy życia wszyscy ludzie mają potrzebę, by jak najlepiej się chronić, co w tym przypadku znaczy "odgrodzić od innych". "Mamy teraz z powodu koronawirusa zamknięte granice. Na krótką metę jest to racjonalne działanie – musimy ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Pytanie, czy kiedy pandemia ustąpi, granice w Unii Europejskiej zostaną ponownie otwarte, czy też pozostaną zamknięte na długo. Czy efektem pandemii będzie izolacjonizm, przekonanie, że należy zadbać o dobro jednego państwa - kosztem innych?" - zastanawia się Robert Firmhofer.

Z drugiej strony widać przykłady bezprecedensowej współpracy wśród naukowców z różnych krajów (wliczając w to chińskich badaczy), którzy dzielą się wynikami swoich prac, zamiast je patentować czy chronić - dodał.

"Badacze udostępniają szybko nawet cząstkowe wyniki badań, aby mogły korzystać z nich inne zespoły badawcze i firmy farmaceutyczne i jak najszybciej wyprodukować szczepionkę. To bezprecedensowe" - podkreśla. Jak dodaje, trwają już prace nad 70 różnymi szczepionkami przeciw SARS-CoV-2.

"To dowód, że współpraca i otwartość są dla nas czymś cennym. Jesteśmy przecież świadkami tego, że naukowcy ścigają się z czasem, by wspólnie pokonać pandemię, nie bacząc na osobiste korzyści. Większość naukowców bezwzględnie służy dobru wspólnemu. To nowy wymiar otwartości i globalizmu" - zauważa. Nie jest jednak przesądzone, czy zwycięży skłonność do izolacjonizmu, czy otwartości i współpracy.

SOLIDARYZM CZY ELITARYZM

Trzecie związane z pandemią pytanie dotyczy tego, czy zwycięży solidaryzm - czy elitaryzm społeczny - mówi Robert Firmhofer.

"Bardzo bogaci Rosjanie postawieni wobec zagrożenia pandemią zaczęli kupować do swoich pałaców respiratory. Byli bowiem przekonani - słusznie zresztą - że nie uda im się idealnie odgrodzić od społeczeństwa. Ale nawet, jeśli będą mieć pieniądze i sięgną po wszelkie możliwe metody ochrony przed światem zewnętrznym, to wirus prawdopodobnie i tak dotrze do ich dobrze strzeżonych siedzib" - zwraca uwagę rozmówca PAP. To tylko potwierdza - mówi - że bezpieczeństwo ludzi zamożnych, elit, zależy od zachowań i bezpieczeństwa ludzi biednych. Bezpieczeństwo każdego z nas możemy bowiem uzyskać - w ocenie Roberta Firmofera - tylko przez powszechnie szczepienia lub uzyskanie odporności populacyjnej.

"Upada taki indywidualistyczny mit, że jeśli będzie mi się dobrze powodziło, to będę bezpieczniejszy. Być może w normalnych warunkach to działa, ale w warunkach pandemii działa to tylko przez krótki czas. Teraz moje bezpieczeństwo zależy od tego, czy ludzie biedniejsi - ci, na których do tej pory nie zwracałem uwagi - są bezpieczni" - zauważa.

Jego zdaniem jednak nic nie jest jeszcze przesądzone: "Albo ludzie bogaci będą sobie kupowali droższe zabezpieczenia i uważali, że jest to droga do ich bezpieczeństwa, albo będą dzielić się z innymi swoimi zasobami, żeby wzmocnić służbę zdrowia i zapewniać bezpieczeństwo ludziom biednym, a przez to - również sobie".

KTÓRA DROGA?

Jeśli chodzi o te trzy alternatywy: nauka-populizm, otwarcie-zamknięcie, elitaryzm-solidaryzm, każda droga jest wciąż otwarta - sugeruje dyrektor Kopernika.

Od czego zależy, który z trendów stanie się dominującym? Robert Firmhofer jest przekonany, że każdy ma wpływ na to, w którą stronę pójdzie świat: "Jesteśmy obywatelami, którzy mają głos w wyborach. Jesteśmy użytkownikami sieci społecznościowych. Każdy z nas może mieć wpływ na wiele innych osób. Każdy z nas podejmuje decyzje i może przekonywać do decyzji inne osoby. To, które podejścia zwyciężą, zależy od nas, a nie od ‘możnych tego świata’".

Nauka w Polsce - PAP, Ludwika Tomala

lt/ zan/

Copyright © Fundacja PAP 2020