07.08.2020
PL EN
12.05.2020 aktualizacja 12.05.2020

Przy stole z królem i z... królową

Sylwetki jedenaściorga władców i władczyń z różnych krajów i epok na tle zmieniającej się z biegiem czasu kultury kulinarnej opisała w książce "Przy stole z królem" dziennikarka i etnografka Wika Filipowicz.

Elżbieta, obecna władczyni Wielkiej Brytanii, wychowywała się w zamknięciu, za murami królewskich rezydencji. Co jakiś czas spotykała się z dziećmi - starannie dobranymi, które podobnie jak ona były zamknięte w swoich arystokratycznych domach.

"Nie miały pojęcia, że istnieją lody w waflu sprzedawane na ulicznym straganie czy ryba z frytkami jedzona z gazetowej tutki" - opisuje Wika Filipowicz.

Guwernantka przyszłej królowej próbowała oswajać Elżbietę z życiem zwykłych ludzi. Wybierała się więc z nią na przejażdżki komunikacją miejską czy na przekąski do herbaciarni. Niestety, często Elżbieta była rozpoznawana i otaczana przez gapiów; była zmuszona umykać pod osłoną policji.

Takich anegdot na temat codzienności władców i ich "życia kulinarnego" jest w książce Wiki Filipowicz sporo. Wbrew tytułowi "Przy stole z królem" autorka opisała również pięcioro władczyń, w tym Elżbietę II.

Książkę czyta się szybko, mimo niemałej, ponad 400-stronicowej objętości. Podróż po diecie władców i władczyń rozpoczynamy w średniowieczu od zajrzenia w talerze, miski i puchary Władysława Jagiełły i jego małżonki Jadwigi (każde z nich zasłużyło jednak na osobny rozdział). Dowiemy się na przykład, że Jadwiga (uznana za świętą) szczególnie ceniła sobie piwo. Na jeden z "babskich wieczorów" na Wawelu zamówiła go blisko 50 litrów. "Musiało być wesoło" - uważa Filipowicz. Warto jednak pamiętać, że ówczesny złocisty trunek był napojem niskoalkoholowym i zdecydowanie bardziej pożywnym niż dzisiejsze jego odmiany.

Potem opuszczamy granicę i zaglądamy do Francji, Niemiec czy Austrii, podglądając, czym raczyli się Ludwik XIV, Elżbieta Bawarska czy Wiktoria Hanowerska. Taki układ książki powoduje, że w zależności od naszych upodobań i zainteresowań historycznych książkę można przeczytać tylko w częściach, bo każdy z rozdziałów stanowi niezależną całość.

Niektóre informacje mogą zaskakiwać czytelnika. Dowiaduje się np., że "francuski" rogalik słynny na cały świat wcale taki francuski nie jest, gdy z zaczęto go wypiekać w... Wiedniu i to z okazji wiktorii wiedeńskiej odniesionej dzięki Janowi III Sobieskiemu. Nad Sekwanę wypiek trafił za pośrednictwem - oczywiście - arystokratki Marii Antoniny, żony Ludwika XVI.

Nie można nie zgodzić się ze stwierdzeniem Filipowicz, że informacje o tym, co robili władcy w wolnym czasie lub co jedli, często uważane są za trywialne i rzadko stanowią przedmiot odrębnych opracowań. "A są one niewątpliwie ciekawe i istotne choćby dlatego, że epokowym postaciom nadają wymiar zwykłych ludzi" - wskazuje. Nie tylko to jest istotne. Warto pamiętać również o tym - co podkreśla autorka - że książka dotyczy co prawda elit, ale kulinarne nowości, z którymi się one stykały, rozchodziły się wśród szerszych kręgów społeczeństwa; z czasem stały się integralnym elementem naszej codziennej diety.

Książka, mimo że zajmująca, kończy się nagle jak najlepszy deser. Autorka nie pokusiła się o przygotowanie nawet krótkiego podsumowania czy zakończenia. Byłby wisienką na torcie. Musimy się zatem obejść smakiem.

Publikacja "Przy stole z królem. Jak ucztowano na królewskim dworze" ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Szymon Zdziebłowski

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2020