13.08.2020
PL EN
08.07.2020 aktualizacja 08.07.2020

Ta aplikacja nie zadziałała - z obserwacji betatesterów na spacerach

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

W czasie wieczornych spacerów lub porannego biegania napotykam często na betatesterów aplikacji na smartfony. Aplikacja, którą z taką zawziętością testują, ciągle jednak niestety nie działa.

Smartfonem zrobisz prawie wszystko. Sprawdzisz oceny pociechy w szkole, dotrzesz do punktu docelowego własnym środkiem transportu, pieszo lub komunikacją miejską. Kupisz bilet do kina, zarezerwujesz stolik w knajpie, zrobisz zakupy lub zaplanujesz wakacje. Smartfon wskaże też pasjonatowi, gdzie szukać ciekawych zjawisk astronomicznych. Ta lista jest tak długa, że nie starczyłoby mi chyba dnia, żeby ją skończyć! Jesteśmy bardzo silnie zrośnięci z naszymi smartfonami - w życiu prywatnym, w pracy, w niemal każdym momencie naszego życia.

Wielu tych drobnych innowacji, które oferują nam telefony, nie dostrzegamy w życiu codziennym, bo pojawiają się płynnie i wydają się nam absolutnie naturalne. Bywają jednak zaskoczenia. Na przykład wielkim “wow” było dla mnie otwarcie w sposób zdalny (właśnie z pomocą telefonu) drzwiczek w paczkomacie. Dotknięciem ekranu spowodowałem fizyczny ruch! Takie samo działanie za pomocą telefonu mógłbym też spowodować w innym mieście czy kraju, byleby docierał tam internet.

Naturalnym etapem pracy nad każdą aplikacją są betatesty. Ochotnicy lub profesjonaliści sprawdzają, jak aplikacja działa w praktyce. Czy wykonuje swoje zadanie? Czy się zawiesza? A może interfejs jest niezbyt przyjazny dla użytkownika i ten gubi się w czasie jej używania?

I takich betatesterów zapatrzonych w ekrany swoich lśniących smartfonów mijam niemal codziennie - jak wspominałem wcześniej - szczególnie o poranku i wieczorem. Tym razem jednak zadanie smartfonu ma być, jeśli dobrze interpretuję sytuację - w zasadzie bardzo proste. Wcale nie musi on otwierać drzwiczek, ani wykorzystywać satelitów, by doprowadzić delikwenta do celu. Zatem do rzeczy. Betatester bardzo intensywnie wpatruje się lub dotyka ekranu swojego urządzenia w momencie, gdy jego czworonóg się załatwia. Jednak akcja wykonywana za pomocą aplikacji nie powoduje np. przylotu drona, który by nieczystość usunął. Interweniowanie u betatesterów, by zajęli się sprawą samodzielnie, z reguły kończy się słowną agresją z ich strony. Najwyraźniej nieudane testy tak ich denerwują. I nie ma co się dziwić. Powoduje to zapewne dalsze oddalanie oficjalnego wdrożenia aplikacji i jej komercjalizacji. A to rodzi koszty. To nikogo nie cieszy.

Jaki z tego wniosek? Nauka i innowatorzy każdego dnia przyczyniają się do tego, że świat staje się coraz lepszy. Powstają też aplikacje, które upraszczają życie. Dzięki nim możemy poszerzać horyzonty, poznawać odmęty wszechświata i załatwiać codzienne sprawy. Czasami jednak musimy wziąć sprawy w swoje ręce i załatwić je w sposób tradycyjny. W przypadku moich “betatesterów” wystarczyłoby po prostu użycie małego woreczka plastikowego. Plastik też był swego czasu naukową i technologiczną innowacją. Może taka perspektywa spowoduje, że chętnie po nie sięgną?

Szymon Zdziebłowski

Copyright © Fundacja PAP 2020