11.08.2020
PL EN
24.07.2020 aktualizacja 24.07.2020

Dzieje centralnej Eurazji - nowe spojrzenie

Wielu historyków nadal tkwi w głębokim przekonaniu, że ludy zamieszkujące centralną Eurazję były krwiożercze i okrutne. Nieraz określa się je mianem "barbarzyńców". Prof. Christopher I. Beckwith odczarowuje ten obraz w książce "Imperia jedwabnego szlaku".

Książka "Imperia jedwabnego szlaku. Od epoki brązu do czasów obecnych" ukazała się w prestiżowej "ceramowskiej" serii Państwowego Instytutu Wydawniczego (oficjalnej nazywanej Rodowody Cywilizacji). To prawdziwa uczta dla osób zainteresowanych historią ludów azjatyckich. Na polskim rynku wydawniczym nieczęsto ukazują się publikacje z tego zakresu tematycznego. Według wydawcy to pierwsze całościowe ujęcie historii centralnej Eurazji, od antyku po współczesność. Tym bardziej cieszy, że jej autor patrzy na te społeczności nie z perspektywy ludów ościennych - jak bywało często - ale korzysta również ze źródeł pochodzących wprost z tego obszaru.

Dopełnieniem bogatej treści książki jest kilkadziesiąt barwnych rycin i fotografii, w tym takie ciekawostki jak np. XVIII-wieczna figurka europejskiego kupca wykonana w Chinach czy chińska mapa świata.

"Zwłaszcza ogólny obraz ludów centralnej Eurazji oraz ich roli w dziejach Eurazji, jako całości, nawet w opracowaniach specjalistów od tego regionu, zawiera znaczną liczbę błędnych wyobrażeń kulturowych oraz uprzedzeń. Niektóre z nich są świeżej daty, inne zostały odziedziczone po epoce renesansu, a jeszcze inne - zwłaszcza pojęcie barbarzyńcy - sięgają swymi korzeniami starożytności" - przekonuje autor książki, prof. Christopher I. Beckwith filolog i lingwista z Indiana University w USA. W jego ocenie za "skrytymi uprzedzeniami" współczesnych historyków stoją starożytni dziejopisowie, w tym uważany często za "ojca historii" Grek Herodot, który szczególnie "obrywa" na kartach książki.

"Goniące za sensacją opisy Herodota i innych dawnych historyków powinny już dawno zostać sprostowane przez przywołanie pozytywnych ocen przedstawianych przez Greków, Chińczyków i innych, którym dane było żyć pośród ludów Wielkiego Stepu, a także licznych informacji o neutralnym wydźwięku i czysto opisowym charakterze, jakich dostarczają nam wspomniani podróżnicy i dawni historycy" - zaznacza.

Beckwith opisuje powstanie, dzieje i upadek słynnych ludów, m.in. Scytów, Turków, Hunów czy Mongołów. Pokazuje, że ludy te były bardzo urozmaicone - obejmowały różne społeczności, które praktykowały odmienne style życia. Nie byli to tylko koczownicy. "Praktycznie wszystko, co można powiedzieć o nich jako ludziach, można powiedzieć również o którymkolwiek z ludów zamieszkujących całą Eurazję. Trzeba przynajmniej starać się zachować neutralność przy pisaniu historii" - apeluje.

"Jądrem idei barbarzyńcy" - jak pisze autor - jest bezlitosne okrucieństwo i umiłowanie przemocy. Przyznaje, że w większości opracowań poświęconych temu regionowi odnotowuje się, że tamtejsi władcy dochodzili do władzy wyłącznie w wyniku brutalnych masakr, mordów i podobnych zdarzeń. "Należy jednak patrzeć na to z odpowiedniej perspektywy - podkreśla. - Wszystkie historyczne imperia lub dynastie chińskie, perskie i grecko-rzymskie zakładano dokładnie w taki sam sposób: po długiej, krwawej i zdradzieckiej wojnie domowej" - wylicza. Beckwith pisze, że krwawe zwycięstwa Attyli czy Czyngis-chana do dziś są przedmiotem potępienia, to równie krwawe zwycięstwa władców grecko-rzymskich są i były opisywane z entuzjazmem.

A skoro jednak ludy centralnej Eurazji to nie "barbarzyńcy", to w takim razie kto, jak ich określić? - pyta naukowiec. Jego ocena jest dość prosta: to dynamiczni, twórczy ludzie. A dowodem na to jest to, że centralna Eurazja była domem Indoeuropejczyków, którzy przecież zasiedlili całą Eurazję. To oni przecież ustanowili fundamenty tego, co z czasem stało się dominującą cywilizacją. "W średniowieczu Azja Środkowa była ekonomicznym, kulturalnym i intelektualnym centrum świata, a jej mieszkańcy wnieśli kluczowy wkład w rozwój nauki, technologii i sztuki" - podkreśla naukowiec. I czytelnik może się tylko zastanowić, czy aby amerykański profesor nieco nie przesadził w drugą stronę...

Szymon Zdziebłowski

 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2020