24.10.2020
PL EN
19.08.2020 aktualizacja 19.08.2020

Eksperci: mamy jeden z wyższych wskaźników wszczepiania stymulatorów w Europie

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

W Polsce wszczepia się około 30 tys. stymulatorów serca rocznie. To jeden z wyższych wskaźników zastosowania tych urządzeń w Europie – podkreśla prof. Maciej Sterliński z Narodowego Instytutu Kardiologii. Wyjaśnia, że aparat ten nie jest jednak sposobem na „wzmocnienie serca”.

Prawie 500 tys. Polaków ma wszczepiony aparat kontrolujący pracę serca, taki jak stymulator lub kardiowerter-defibrylator. Najczęściej są to stymulatory serca, nazywane też rozrusznikami. Urządzenia to poprawia stan zdrowia i jakość życia chorych, a także ratuje i przedłuża życie. Najdłużej, bo już od 60 lat, stosowane są stymulatory serca.

W Polsce wszczepia się obecnie około 750 stymulatorów na milion mieszkańców, czyli około 30 tys. urządzeń rocznie. To jeden z wyższych wskaźników w Europie. Każdy chory, jeśli tylko lekarz uzna, że stymulator jest mu naprawdę niezbędny, ma szybki dostęp do tej metody leczenia.

„Praktycznie wszyscy mamy w rodzinie lub znamy kogoś, kto ma wszczepiony, jak mówimy potocznie, rozrusznik serca. Dotyczy to zwłaszcza osób w podeszłym wieku, kiedy wraz z całym organizmem starzeje się również serce i nie jest w stanie pracować w odpowiednim rytmie” – twierdzi w informacji przesłanej PAP prof. Maciej Sterliński z Narodowego Instytutu Kardiologii, ekspert Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Wyjaśnia, że stymulacja serca bywa konieczna, gdy zwolnienie pracy serca następuje w wyniku chorób układu krążenia. Czasami stymulator serca wszczepia się u osób młodych, a nawet u dzieci - jest to najczęściej wynikiem wrodzonych problemów z sercem lub rzadkich chorób występujących we wczesnym okresie życia.

Stymulacja serca jest niezbędna, gdy w wyniku wolnej pracy serca - pojawiającej się napadowo lub występującej stale - dochodzi do groźnych lub utrudniających życie objawów. Najgroźniejsze są utraty przytomności i zasłabnięcia, ponieważ może dojść poważnych urazów na skutek upadku, stanowią też bezpośrednie zagrożenie życia.

„Stymulatory wszczepia się również u chorych, u których nie dochodzi jeszcze do zagrażających życiu objawów, ale z doświadczenia lekarskiego wiemy, że za chwilę stymulator może być pacjentowi niezbędny” – tłumaczy prof. Maciej Sterliński.

Stymulator serca jest niewielkim urządzeniem o rozmiarach męskiego zegarka, które łączy się z elektrodami wprowadzanymi przez żyłę do jam serca. Liczba elektrod zależy od rodzaju arytmii i choroby pacjenta.

„Stymulatory to nowoczesne urządzenia elektroniczne, jednak należy pamiętać, że każde, nawet najdoskonalsze urządzenie, to sztuczny implant, który znajduje się w organizmie - w naczyniach i w sercu. Z tego powodu środowiska lekarskie od kilkunastu lat bardzo wyraźnie podkreślają, że stymulator nie jest sposobem na „wzmocnienie serca” i nie powinno się go wszczepiać na wyrost, „na wszelki wypadek”, ale ze ściśle określonych wskazań” - dodaje specjalista.

Bardzo ważny jest optymalny czas wszczepienia stymulatora. Ekspert podkreśla, że wszyscy pacjenci, u których kiedykolwiek lekarz rodzinny lub kardiolog zastanawiał się nad wszczepieniem stymulatora, a ostatecznie nie zdecydował o implantacji, powinni mieć świadomość, że taka decyzja była podjęta wyłącznie dla dobra chorego.

W opinii ekspertów Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Polska nadąża za nowymi światowymi metodami w stymulacji serca, a w niektórych dziedzinach ma wręcz osiągnięcia pionierskie. Metodą budzącą wielkie zainteresowanie i rozwijającą się w ostatnich latach jest stymulacja dróg bodźcoprzewodzących w sercu. To nie tylko wszczepienie stymulatora, ale przede wszystkim wprowadzenie jego elektrod w miejsca, gdzie można najlepiej „naśladować” pracę zdrowego serca. Polscy lekarze mają na tym polu sukcesy dostrzegane na świecie.

Inną nowoczesną metodą są stymulatory bezelektrodowe. Są to małe kapsułki wszczepiane do serca, które nie wymagają długich elektrod. Niewielkie urządzenie zawiera zarówno baterię, jak i mikroprocesory. Pełni także funkcję elektrody. Jest to metoda stosowana głównie u pacjentów, u których z różnych przyczyn nie można lub nie powinno się wszczepiać zwykłego stymulatora. Jak podkreślają eksperci Sekcji Rytmu Serca PTK, mimo, że nie jest to świadczenie gwarantowane, Narodowy Fundusz Zdrowia zgadza się refundować takie zabiegi u najbardziej potrzebujących chorych.

Eksperci Sekcji Rytmu Serca PTK podkreślają, że pandemia COVID-19 pokazała, jak bardzo w opiece zdrowotnej potrzebne są techniki zdalne, w tym na przykład monitorujące pracę kardiologicznych urządzeń wszczepialnych. Zdaniem ekspertów u wybranej części chorych z urządzeniami wszczepialnymi są one bardzo pomocne i być może za jakiś czas telemonitorowanie stanie się kolejnym rodzajem zdalnej wizyty lekarskiej, finansowanej przez NFZ.

„Prawdopodobnie za kilka- lub kilkanaście lat stymulacja serca za pomocą od jednej do kilku malutkich kapsułek nadzorowanych zdalnie będzie normą. Będziemy je wszczepiać w specjalne miejsca w sercu, żeby nasze serce nawet „nie zauważyło”, że jest chore. Gdy serce będzie czuło się zdrowe, my tym bardziej” – przekonuje prof. Maciej Sterliński.

Współczesna medycyna – dodaje - dąży do tego, aby pacjent żył zarówno dłużej, jak i lepiej. „Celem terapii coraz częściej jest przywracanie chorym radości i chęci do życia oraz znoszenie wszelkich ograniczeń powodowanych przez choroby” – podkreśla prof. Sterliński. 

PAP - Nauka w Polsce

zbw/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2020