02.12.2020
PL EN
02.11.2020 aktualizacja 02.11.2020
Marek Matacz
Marek Matacz

Dr Bukała: za pośrednictwem ESA Polska także uczestniczy w programie Artemis

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

„Forward to the Moon” to hasło programu Artemis, w którym USA z innymi krajami chce zdobywać Księżyc i dalsze rejony Układu Słonecznego, m.in. po to, by z czasem wydobywać na nich cenne zasoby. O roli i możliwościach Polski w tych przedsięwzięciach mówi PAP dr Aleksandra Bukała z Polskiej Agencji Kosmicznej.

PAP: W ramach programu Artemis, NASA wraca na Księżyc, a na badania i wykorzystanie czekają inne obiekty, w tym asteroidy, czy Mars. Niedawno osiem państw podpisało Artemis Accords - porozumienie, które reguluje współpracę w ramach eksploracji obiektów kosmicznych. Jak Pani ocenia tę inicjatywę?

Dr Aleksandra Bukała, dyrektor Departamentu Strategii i Współpracy Międzynarodowej w POLSA : Program Artemis oceniamy bardzo pozytywnie. Co ważne, przyświeca mu cel „forward to the Moon”, co oznacza, że jako ludzkość nie tylko wracamy na Księżyc, ale wykorzystujemy go jako pewnego rodzaju przystanek do dalszej podróży - załogowej eksploracji Marsa. Artemis jest koordynowany przez NASA, ale uczestniczy w nim wiele krajów. Część właśnie przez Artemis Accords, a część przez inne programy.

PAP: A Polska?

A.B.: My uczestniczymy w nim za pośrednictwem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i umowy, którą ta agencja ma z NASA. Umożliwia ona naszym podmiotom udział w tym programie.

PAP: Czym Polskie podmioty mogą się zajmować?

A.B.: Przede wszystkim mogą uczestniczyć w European Exploration Envelope Programme (E3P), który bezpośrednio jest związany z programem Artemis. Europejskie podmioty odpowiadają m.in. za część budowy kapsuły Orion, która będzie stanowiła lądownik. Europa jest mocno zaangażowana w budowę the Gateway - stacji kosmicznej, która ma krążyć na orbicie Księżyca. ESA odpowiada tutaj za dwa moduły - ESPRIT i I-HAB. Polska uczestniczy we wszystkich tych programach. Oprócz tego mamy możliwość wzięcia udziału w innych programach poprzez działania bardziej horyzontalne - w General Support Technology Programme (GSTP) oraz programie budowy instrumentów naukowych PRODEX. Poza tym uczestniczymy w ważnym programie Space Safety Programme (S2P), w który zainwestowaliśmy najwięcej pieniędzy ze składki opcjonalnej do ESA. Ma on komponent dotyczący robotyki kosmicznej. Pozwala więc m.in. na rozwinięcie technologii potrzebnych do eksploracji, zwłaszcza tzw. robotyki orbitalnej, czyli serwisowania satelitów na orbicie.

PAP: Czy to wszystko są działania w ramach polskiej składki wpłacanej do ESA?

AB: Tak i funkcjonuje tutaj zasada zwrotu geograficznego. ESA deklaruje w niej, że środki, które dane państwo wpłaciło, prawie w całości wracają do niego w postaci kontraktów dla podmiotów z tego kraju, pomijając koszty własne ESA i składkę na utrzymanie kosmodromu w Gujanie Francuskiej. Zwykle około 75-85 proc. składki wraca więc w postaci kontraktów dla krajowych firm. ESA gwarantuje, że pieniądze te wrócą nawet do państwa o mniejszym doświadczeniu czy sile przebicia niż wiodące i najbardziej doświadczone kraje.

PAP: Może Pani powiedzieć o najciekawszych polskich pracach?

AB: Artemis to program dosyć nowy, ale warto wspomnieć np. o firmie PIAP Space, która bierze udział w kilku projektach, m.in. w budowie elementów ramienia robotycznego służącego do przechwytywania satelitów czy działającego na łaziku nowej generacji w misji Mars Sample Return.

Artemis ma bardzo szeroki zakres i obejmuje wiele gałęzi. Orbitalna i planetarna robotyka jest jego ważną częścią. Warto wspomnieć też o firmie Astronika, która stworzyła penetrator regolitu dla marsjańskiej misji InSight. Technologia ta może również z powodzeniem być wykorzystania na Księżycu. Obie firmy biorą także w przetargach związanych z innymi projektami. Trzeba też powiedzieć o firmie VIGO System. Jako pierwsza stworzyła ona czujniki podczerwieni, które poleciały na Marsa z łazikiem Curiosity. Opracowane już technologie pokazują, że nasz przemysł zdążył coś osiągnąć i dzięki temu łatwiej o kolejne kontrakty. Przykładów można podać znacznie więcej i ciężko pracujemy, aby wspierać nasze firmy, tak aby mogły zostać włączone w międzynarodowy łańcuch dostaw w obecnym wyścigu na Księżyc.

PAP: Czy Polska uczestniczy w programie Artemis tylko za pośrednictwem ESA?

AB: Oprócz tego negocjujemy także bilateralne porozumieniem z NASA, ale to długotrwały proces, ponieważ m.in. wymaga uzgodnień rządowych i ratyfikacji przez parlament. Zajmie więc to więcej czasu, ale rozmowy są prowadzone. Atmosfera jest bardzo dobra, Amerykanie dostrzegają polskie podmioty i zaczynają im ufać. Można tutaj podać przykład wspomnianej już Astroniki, której profesjonalizm i kompetencje amerykańscy partnerzy bardzo wysoko ocenili także w sytuacji kryzysowej dotyczącej problemów technicznych marsjańskiego penetratora. Myślę, że to wszystko pozwala nam z dużym optymizmem patrzeć w przyszłość.

PAP: Czy Polska zamierza przystąpić do Artemis Accords?

AB: W tej chwili jesteśmy w trakcie negocjacji współpracy z USA, więc to delikatny moment. Z tego powodu nie mogę niestety ani niczego potwierdzić, ani zaprzeczyć. Mimo to chcę podkreślić, że pod koniec 2019 roku podpisaliśmy list intencyjny odnośnie wspólnych działań w zakresie eksploracji. To pierwszy krok w kierunku zacieśnienia współpracy na polu eksploracji, a głównym programem eksploracyjnym NASA jest Artemis, w tym Artemis Accords. Czy więc będzie to Artemis Accords, czy inna, indywidualna formuła, tego jeszcze nie wiemy, ale z obu stron jest silna wola bilateralnej współpracy.

Jednocześnie od kilku lat jesteśmy członkiem ISECG (International Space Exploration Coordination Group). Jej zadaniem jest koordynacja działań na poziomie międzynarodowym w zakresie eksploracji kosmosu. Należy do niej kilkanaście agencji kosmicznych, w tym naturalnie NASA, ESA i JAXA. Korzystamy z uczestnictwa w tej organizacji, aby kształtować polską politykę przemysłową w tym obszarze.

PAP: A co z górnictwem kosmicznym? To raczej wizja przyszłości, ale w różnych krajach podejmowane są zróżnicowane, coraz bardziej zdecydowane działania na tym polu. W kosmosie czeka Hel 3, metale ziem rzadkich czy woda, z której można produkować rakietowe paliwo bez konieczności wynoszenia go z Ziemi. Jak Polska Agencja Kosmiczna widzi rolę Polski na tym polu?

A.B.: Górnictwo kosmiczne przeciętnemu, niezwiązanemu z branżą kosmiczną człowiekowi może się wydawać niezwykle odległą, nawet trudną do wyobrażenia perspektywą. Jednak coraz bardziej rozwija się kosmiczna robotyka, w tym planetarna. Na świecie i w Europie dużo się dzieje w tym zakresie. Zaangażowane są w tę dziedzinę także polskie podmioty. Tego typu technologie mogą być użyte m.in. do wykorzystania zasobów innych planet. Właśnie Artemis powstał nie po to, aby postawić stopę na Księżycu, ale po to, aby wykorzystać go jako przystanek w drodze na Marsa. Taki lot będzie trwał co najmniej kilka miesięcy, a statek będzie prawdopodobnie większy od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Stąd na przykład pomysł, aby wykorzystać zasoby księżycowe. Stacja księżycowa Gateway powstaje m.in. po to, aby dowiedzieć się, co Księżyc ma do zaoferowania i spróbować to wykorzystać. To fascynujący pierwszy krok w kierunku poważnego górnictwa kosmicznego.

PAP: Polska ma zatem szanse w takim górnictwie uczestniczyć?

A.B.: Polska Agencja Kosmiczna jak i polski rząd uznają ważność tego kierunku. Związany z Artemis, European Exploration Envelope Programme (E3P) jest czwartym największym programem, do którego Polska przystąpiła. Zainwestowaliśmy w to jako kraj 6 mln euro. Trzeba jednak podkreślić, że ten program i ta dziedzina są nowe. Pierwsze trzy programy są bardziej dojrzałe, a dotyczą bezpieczeństwa kosmicznego, obserwacji Ziemi oraz łączności satelitarnej. Wiemy, że górnictwo jest ważne, ale musimy też określać odpowiednie priorytety, dysponując ograniczonymi środkami.

PAP: No właśnie, koszt misji realnego wydobycia w kosmosie byłby prawdopodobnie liczony w miliardach euro, więc 6 mln przy tym wygląda bardzo skromnie.

A.B.: Traktujemy to jako pewien początek. Chcemy być partnerem w całym procesie. Potrzebujemy też jednak trochę więcej merytorycznych argumentów, które przekonałyby decydentów.

Rozmawiał Marek Matacz (PAP)

mat/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2020